Wieje halny. Pozbawia mnie ostatnich liści na ciemnym balkonie i wierci we łbie dziury wielkości pięści. Głuchy rechot powietrza za kawałkiem źle wytopionego szkła moduluje i kłóci się z sykiem FOUNDATION HOPE…
Inwentaryzuję wspomnienia o ludziach, którzy zniknęli, albo których sam zniknąłem i wydmuchując wraz z dymem papierosowym echa dzisiejszej rozmowy z Mary, przywołuję na pierwszy, mroźny i czysty plan monotonię obłędu z Как я провёл этим летом, klatka po klatce. Kilka mikroskopijnych drobin popiołu unosi się i wpada do kubka z zieloną herbatą…
Uwielbiam pierścienie wokół Saturna. Ten gazowy potwór otoczony jest miazgą kosmicznych skał i lodu, których piękno jawi się dopiero ze znacznej odległości. Grawitacja Saturna jak i tłoczące się w obrębie pierścieni odłamki, to wielki odkurzacz Układu Słonecznego przyciągający swoje kolejne ofiary: księżyce asteroidy i zbłąkane ciała [prawie] niebieskie.
Inwentaryzacja, którą niedbale i na kolanie prowadzę, to właśnie taki proces – bezlitosnej symbiozy grawitacji i destrukcji, po którym w kompletnej próżni zdarza mi się oglądać opalizujące szczątki ofiar, względnie szczątki siebie.
Nigdy nie chciałbym być w skórze bohaterów wspomnianego wyżej, genialnego (i bez wątpienia najwspanialszego w ostatnich latach) rosyjskiego filmu, choć coś grawitacyjnie wypruwającego mój zdrowy rozsądek, pcha mnie ku pustce bezlitosnego braku orientacji, co oznacza ni mniej, ni więcej to, iż jednak tego pragnę. By rozpaść się na kawałki, by rozpaść innych w promieniu najbliższych kilku oddechów zasyfionych astmą.
Dopiero w zakneblowanej ciszą próżni daje się odczuć potworność i (sic!) piękno śmierci i rozpadu, które stanowią budulec dla nowych tworów, opalizujących jeśli nie byciem, to na pewno trwaniem.

2 thoughts on “

  1. Myślałeś kiedyś o formie stricte literackiej? Opowiadanie, esej, książka? Czytając Ciebie Pilch, to jak zwiędły liść. Pełna powaga i szacun :)

  2. Kopacz, bo mnie w Rów Mariański zakłopotania wpędzasz! :D Dzięki…Co do pisania, to wiesz… Piszę coś tam od lat, zmieniam, dopisuję, wymazuję; część gnije nie ruszana od miesiecy i lat, nad innymi rzeczami ślęczę czasem. Tak się sprawa ma :) Ale nic nie bój, jak wydam książkę, masz murowane zaproszenie na inauguracyjną popijawę! :))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s