Wieczne powroty…

Wrzesień 2011 – właśnie wtedy zawitałem na mojego własnego bloga ostatni raz, nie czyniąc tego z jakimś przesadnym entuzjazmem; jak napisałem wtedy, utraciłem jakąś elementarną zdolność do komunikowania się z innymi poprzez tą formę grafomanii. Wielokrotnie przez ten czas odnosiłem wrażenie, że to tylko czasowe, że zbytnio przyciąga mnie słowo jako takie, w szczególności proces jego mielenia w głowie, raz po raz rozwalanej przez rzeczywistość, która wbrew pozorom zmieniła się nie do poznania…

3 thoughts on “Wieczne powroty…

  1. Drogi Lu! Pisz, pisz koniecznie. Ja poczekam.Znowu wskoczę w parkę, wiatru nie brakuje, miotłapo przeglądzie. Za(parkuję) i dam się złapać.Ale co tam ja, stara grafomanka. Strata byłaby ogromna, luka(so), płacz i zgrzytanie zębów. Pisz!!!

  2. Zatem nie pozostaje mi nic innego jak tylko wziąć siebie samego za twarz i w miarę regularnie umieszczać tutaj wymioty mej głupiej głowy :)Pozdrowienia dla Was!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s