Polactwo – połowiczna diagnoza kalectwa…

Pomyślałem: przebrnąłem przez Michnikowszczyznę, więc się wezmę za Polactwo. Ta, podobnie jak poprzednia książka Rafała Ziemkiewicza przyprawiona jest mniej więcej podobnie. O ile w Michnikowszczyznie Ziemkiewicz zawężył nieco optykę oddając się swojej ulubionej  (jak czasami mniemam) czynności w obrębie felietonistyki krytycznej, jaką jest „pokazywanie prawdziwej twarzy Familii”, o tyle Polactwo jest pracą szerszą; „szerszą” w tym sensie, że Ziemkiewicz opuścił swoją zwyczajową zonę tematyczną, ale… no właśnie – opuścił ją tylko na kilka metrów i ani centymetra dalej.

Dla porządku: zgadzam się niemal w całości z jego percepcją całego tego przygniłego towarzystwa wokół Michnika i niego samego. Nie on jest jednak meritum tego, co chciałbym napisać (naprawdę szkoda czasu na kogoś takiego jak Michnik). Lubię pióro Ziemkiewicza (co brzmi cokolwiek paradoksalnie z moimi poglądami na to i owo…) i mam ewidentną słabość do sporej części jego tekstów – mam na myśli warsztat i część racji, jakie prezentuje. Ziemkiewicza po prostu dobrze się czyta, nawet jeśli w którymś momecie osiąga się stan wkurwienia na jego amerykańską manierę w myśleniu gospodarczym i endeckie bajania w warstwie społeczno-politycznej. Na przykład takiego Wildsteina czyta się z odruchem wymiotnym (nuuuuda na politycznym autorewersie), Pośpieszalski nie musi nic mówić/pisać i już chce się rzygać, a Ziemkiewicza broni jednak jego warsztat dziennikarski. Ok… Słów kilka o samej książce…

Polactwo jest o Polakach. Proste, prawda? Sam neologizm ulepiony przez autora doskonale oddaje ducha tego kraju i ludzi w nim zamieszkujących (czasem mam wrażenie – tkwiących po uszy w gównie…). Słowo „polactwo” jest o wiele bardziej celne niż określenie „Polaczek” – głównie z uwagi na zbiorowy desygnat, jako że i książka jest o polskiej mentalności, nawykach, przywarach i ułomnościach zbiorowości. Innymi słowy – plus dla Ziemkiewicza za celne i fajnie brzmiące określenie problemu – w ramach punktu wyjścia tejże książki.

Oj, dostaje się Polakom w tej książce, dostaje! Bądź co bądź, koleś kojarzony z prawicą pięknie punktuje chama i prostaka (czyniąc równie słuszne rozróżnienie między dwiema kategoriami), kombinatora, cwaniaczka, opierdalacza, niedouczonego buraka w ławie poselskiej, no i oczywiście (jakżeby inaczej!) komucha zainfekowanego bolszewickim barbarzyństwem. Dostaje się biernemu chłopstwu i zachlanej szlachcie, pseudo-kapitalistycznym burżujom ze słomą w butach i całej apatycznej społecznej masie… Gdzieś między wierszami Ziemkiewicz w swej analizie zahacza o Kazimierza Wielkiego, choć w sensie chronologicznym, „startuje” raczej w XVI wieku i leci z nurtem historii aż do czasów nam współczesnych. Kilkakrotnie zaznacza w książce, że nie jest historykiem, acz historyczne wtręty stanowią niemałą część tej analizy polactwa. Co trzeba również zaznaczyć, Ziemkiewicz dosyć (nomen-omen) wybiórczo skacze po kartach historii i w analizie wszystkich polskich grzechów głównych jakoś dziwnie zapomina, unika i omija choćby okres międzywojenny (jedynie na końcu książki wrzucając jakąś tam „mikro-krytykę” Dmowskiego i „neoendecji”); innymi słowy można odnieść wrażenie, że wszelkie polskie przywary mają swoje źródło w wielu okresach historycznych, niemniej nie w kulturowo-politycznym obszarze II Rzeczpospolitej (po raz n-ty między wierszami dowiadujemy się, że Ziemkiewicz z endeckiej i narodowej tradycji zrodzony…). Baaardzo słusznie dostaje się jednak narodowemu mesjanizmowi na czele z głównym mitomanem i debilem tradycji polskiego „powstańczego patriotyzmu”, Mickiewiczem Adamem, nie wiedzieć czemu wieszczem zwanym.

Ziemkiewicz wymienia „siedem grzechów głównych” Polaków (nie będę ich omawiał, bo lepiej to samemu przetrawić wraz z lekturą), ale po raz kolejny przy okazji jego publikacji mam wrażenie, że nie zauważa własnego grzechu głównego, a mianowicie: manii dygresji. Książkę w pewnych momentach czyta się z mega-rozdrażnieniem, bo autor ucieka od wątków głównych w jakieś meandry, a (co symptomatyczne dla niego) jego ulubionym oceanem dygresyjnym jest oczywiście komunizm i socjalizm. Gdyby ktoś czytał Ziemkiewicza pierwszy raz i nic o nim nie wiedział i nie wiedziałby również nic o socjalizmie, dowiedziałby się, że socjalizm, to sowiecki but żołdaka, gwałty, NKWD, Stalin, Moczar  i SB. Nic więcej. Absolutnie nic. Zero tradycji intelektualnej, bo socjalizm dla Ziemkiewicza, to… sowiecki but żołdaka, gwałty, NKWD…. itd itd… O ile zgadzam się w całej rozciągłości z oceną komuchów i ich zbrodni od Lenina po Kiszczaka, o tyle wkurwia mnie takie spłycanie tematu przy jednoczesnym głaskaniu po głowie „wczesnego Dmowskiego”, a traktowanie antysemityzmu i innych kwasów endecji zdawkowym stwierdzeniem w stylu: „pomieszało się Dmowskiemu na starość i tyle”… Podobnie rzecz ma się z adoracją amerykańskiego modelu ekonomiczno-społecznego. Ziemkiewicz chwali się, że widział w U$A komitety obywatelskie w małych miasteczkach, ale pewnie nikt mu nie pokazał subtelności życia w kraju gdzie korporacje przybijają piątkę Białemu Domowi a wszystko to dzieje się jakieś sto lat świetlnych od demokratycznych mechanizmów – jakichkolwiek!

Polactwo jako zbiór kalekich cech społecznych i mentalnych ma szereg przyczyn (kolejne kilometrowe dygresje o Barei, o Michniku, o Okrągłym Stole…), ale znowu gdzieś po drodze znika bardziej wnikliwe spojrzenie na patologie wyłażące niegdyś spod sukmany choćby Rycerza Niepokalanej, zero głębszej refleksji nt. wpływu Kościoła na przestrzeni wieków – kolosalnego wpływu na owe polactwo. Sporo o szlachcie i konfederacjach, sporo o wieśniaku Lepperze (trafne wg mnie porównanie do Żyrinowskiego)… Pod koniec książki Ziemkiewicz sam sprytnie zauważa asymetrię swojej oceny, ale kwituje ją zwyczajnym: „symetria, to estetyka głupców”… Kilka słów o IV Rzeczpospolitej Kaczorów (więcej jednak o tym dlaczego Kaczyńscy dostali po dupie od Wałęsy), że niby też wpłynęła na pęczniejący polski rozjeb mentalny i społeczny, ale nic poza tym. Dlaczego nie? Można by odnieść, wrażenie, że „nie… bo nie!”.

Nie wymieniłem bardziej szczegółowo tego, co Rafał Ziemkiewicz definiuje jako polactwo. Nie zrobiłem tego, bo o wiele lepiej po prostu samemu sięgnąć po tą książkę i wyrobić sobie zdanie. Jak mógłbym podsumować moje wrażenia po lekturze? Ehhh… To chyba dobrze, iż prawa strona ma kogoś takiego jak Ziemkiewicz, bo przy tych wszystkich Karnowskich, Pośpieszalskich i innych delikwentach z tego klimatu, wyróżnia się on zdecydowanie. Polactwo, to książka nadająca pewien trop, który warto byłoby (nawet w formie polemicznej) rozwinąć z lewicowego (nie, nie NKWD-owskiego, panie Ziemkiewicz) punktu widzenia… Nie wiem jednak kto mógłby się podjąć takiego szkicu polemicznego… Na myśl przychodzą mi ci kanapowi „lewicowcy” z Krytyki Politycznej, ale…. też powiem: ehhhh…

Teraz chyba raczej poczekam na coś w rodzaju Pieprzonego losu kataryniarza, lub generalnie na cokolwiek ze stajni science-fiction – made by Ziemkiewicz.

2 thoughts on “Polactwo – połowiczna diagnoza kalectwa…

  1. Jedna uwaga – szczerze wątpię by termin „polactwo” został ukuty przez Ziemkiewicza, funkcjonuje on w obiegu już od dobrych x lat…

  2. Szczerze zakładam, że masz rację, albowiem termin ten konstrukcyjnie nie jest trudny do wykoncypowania :) Dla mnie ma on jednak status malowniczego neologizmu i mam jakąś tam perwersyjną satysfakcję z tego, że Ziemkiewicz odległy ode mnie ideowo o jakieś 100 lat świetlnych, posługuje się krytyczną retoryką (w materii oceny „polskości” – cokolwiek ten łamaniec oznacza dla „Polaków”).
    Dla mnie „polskość”, „patriotyzm”, „naród”, to zbiory puste, wyrażenia pozbawione desygnatu, na starcie wytwarzające mgłę… Wyobrażam sobie patrio-dewiacje popełniane przez Sakiewicza, Wildsteina, czy Pośpieszalskiego i porównuję je do retoryki Ziemkiewicza. W warstwie ideowo-eseistycznej, na prawicy rządzi właśnie ten entuzjasta neokonserwatyzmu na modłę U$A. Jakieś 90% jego poglądów jest mi obca jak zachód słońca w Sydney, ale pióro tego przebiegłego (ex???) twórcy science-fiction jest 666 razy bardziej inteligentne, aniżeli sto piór onanistów Gazety Polskiej – uważam rze Ziemkiewicz jest lepszy w tym baraku ;)
    Rozpisałem się jak dureń w komencie leksykalnym – sorry! :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s