Degen w praktyce…

Przykładowy nasłuch od 17:00 do 18:00 czasu uniwersalnego przy użyciu dodatkowej anteny, z relatywnie dobrą propagacją fal krótkich tego wieczora. Nagrania z dyktafonu, więc jakość nie powala (zresztą krótkofalowe audycje, to nie jest rzecz dla audiofilów i melomanów – trzaski i szumy to integralna część nasłuchów)…

Voice of Vietnam po angielsku (godz. 18:00 UTC, 5956 kHz)

Voice of [North] Korea po angielsku (18:00-19:00 UTC, 12014 kHz ; 7570 kHz)

Radio Romania International po rumuńsku (17:00 UTC, 5993 kHz)

Polskie Radio dla Zagranicy po polsku (16:30 UTC, 6050 kHz)

Voice of Russia po polsku (17:00 UTC, 5940 kHz)

emisja SSB na częstotliwości 14116 kHz

Reklamy

Ołów w głowie

Graham z serem, kawa, radio i chłodny poranek. Ekshibicjonizm w stylu: jak wygląda mój dzisiejszy poranek. To dzień w rodzaju tych, gdy za wszelką cenę chce się uciec w miejsca odludne i zatrzymać wszelkie procesy mózgowe wiążące człowieka z duperelami dnia codziennego. W głowie prowizoryczny rozkład dupereli do zrobienia przed i po robocie; dist-upgrade, ogarnięcie nory, w której mieszkam, obiad, blebleble… Przerażająca prozaiczność.

Głowa przeładowana informacjami, brak jakiegokolwiek punktu odniesienia, który nie byłby tylko kolejnym „linkiem” do zdarzeń i sytuacji bez końca odwołujących mnie do nowych zdarzeń i sytuacji… I tak w kółko. Funkcjonowanie w tym kręgu kompletnie chorych zależności prowadzi do niewiarygodnego zobojętnienia. Nic nie jest godne zatrzymania się, spojrzenia, gestu. Nie mają znaczenia książki i szum wokół, słuchowisko w radio i eseje napoczęte i pozostawione gdzieś w kątach… Ludzie rozmywają się jak niewyraźne plamy, celowość tego, co się robi, to parodia, podróba.

Wiosna łba lekkim nie czyni.

SMAR SW – Nienawidzę siebie

Ehhhh, nostalgia :) Nie wiem dlaczego wrzucam ten stary punk band z Rzeszowa. Zawsze ich lubiłem…

WKURW | Przewodnik po powrocie z pracy…

Pierwszy łyk wiśniowej Soplicy… W głośnikach kojący syntetyk z Digital Gunfire, industrialny chłód i mimowolnie zamykające się oczy. Zmęczenie tkwiące głęboko, jak wrośnięty paznokieć, jak pasożyt leniwie wwiercający się w mój łeb… Niedziela-nic, piękny poranek-widmo…

To był najdłuższy tydzień w ostatnich miesiącach. Kilkadziesiąt godzin laserowej miazgi, nocne dogorywanie w objęciach wkurwiającego hałasu i „nagroda” w postaci quasi-weekendu, ochłap kilkunastu godzin odsapnięcia i żarłoczne myśli w stylu:

wrócę do domu i zniknę w Powrocie z gwiazd,  Lema

ucieknę na falach radiowych w-chuj-daleko

nareszcie dokończę w kiblu najnowszy numer Książek (przeczytanie całego numeru zajmuje kiladziesiąt kup)

napiję się czegoś słodkiego, bo czysta tylko zjebie mi gardło gwałcone pyłem z lasera

nareszcie będę miał czas dla Scathy, która całymi dniami sama w domu liże łapę i jej cudne psie brązowe oczy gasną i gasną…

***

Taaak, to był prolog. Kilka gównianych zdań inicjujących jakże nędzny koncept: droga z roboty… Przypadłość typu: ja pierdolę, stary, ci kurwa nie wierzę, że ty filozofię studiowałeś, jak ty tu z nami zapierdalasz na maszynach! No dobra, może laser, to jest , kurwa, taka wyższa szkoła, bo ja za chuj tego nie rozumiem, ale jebiesz tu z nami elegancko!

No, jebię elegancko. Po robocie myję łapy deficytową pastą koloru żółtego oraz twarz płynnym, acz równie deficytowym mydłem glicerynowym. Zawsze pozostają „zacieki”, zwłaszcza w okolicach łokci. Przebieram się w crust’owe szmaty „wyjściowe” (czasem nie wiem co jest bardziej brudne: te moje punkowe „oficjalne” wdzianka, czy robocze ciuchy…), otwieram drzwi magnetyczną kartą, skręcam szluga i opuszczam ten shit… Po drodze mijam zaspanego dziada na bramie i po kilku minutach jestem na głównej ulicy. Droga z nocnej zmiany ma ten urok, że zdarza mi się w ogóle zauważać dziurę, w której mieszkam; innymi słowy, rozglądam się wokół, wyłapuję duperele i rejestruję zdarzenia. Kilkanaście minut po szóstej rano w sobotę/niedzielę wszystko wygląda „znośnie”. Upajam się faktem, że ulice są niemal puste, że dystans do najbliższego człowieka to ewentualnie 20-30 metrów, że ta pozorna pustka, to właśnie przestrzeń pełna czegoś, co uruchamia w mojej głowie tzw. przychylność. Mizantropia wtedy zasypia. Jest dobrze i [prawie] cicho…

OK, mijam 666 świateł (pęczniejących wprost proporcjonalnie do kolejnych odnóży w kierunku kolejnych hipermarketów), przechodzę przez most i jestem na ulicy 1 Maja, gdzie mieszkałem 9 lat. Daruję sobie nostalgię (nawet, gdy znajoma żulera macha mi flaszką wina z daleka – na „cześć!”) i idę w kierunku „rynku”:

Goły kawał Placu Mickiewicza z modern fontanną (na środku której stoi sobie półnaga nimfa-dziewica-nie-wiadomo-kto – w katolskiej mieścinie odległej od Papieżowic [Wadowic – dla nie wtajemniczonych] o 11 km, to spory plasterek pikanterii…). Kawałek dalej (dygresja: w słuchawkach cały czas radiowa Dwójka z Dvořákiem) – park miejski…

(dolna część zamku po lewej nareszcie została przeznaczona na autentyczną działalność [kontr]kulturalną, co cieszy po kilkunastu latach katofaszystowsko-jazzowych popłuczyn)…

Stąd już niedaleko do nocnego, ale – zbaczając z prostej drogi po prostej robocie – widzimy drugą część parku, ze stawem pełnym rasowych gęsi, kaczek oraz innego egzotycznego ptactwa (pod względem estetyczno-przyrodniczo-kiczowatym, nawet Roman Ingarden i jego kompletnie metafizyczne [żeby nie powiedzieć – urwane z sufitów wszelakich] bajania nt piękna po prostu wymiękają :) poniższa fota jest w prostej linii materiałem na fenomenologiczną analizę episteme – żartowałem [edytowałem ją w Gimpie – po robocie – przed wiśniówką ;) )

Jesteśmy kilaset metrów od nocnego. Tam zmierzałem. Kawałeczek od tegoż handlowego przybytku mieści się biuro Centrum Kultury i Wypoczynku. Gierkowskie nazwy instytucji wszelakich rządzą :) Owe centrum ani z wypoczynkiem, ani z kulturą nic wspólnego nie ma, no chyba że dla kogoś kulturą jest konkurs piosenki religijnej (albo innej shitowej turystycznej), recytowanie wierszy Jana Dziada II-go, ewentualnie wyjazdy w ramach komunistycznego dziedzictwa typu PTTK (czasem mam wrażenie, że bandy typu: PTTK, Polski Związek Wędkarski [Działkowców, Chujowców, Opierdalaczowców] oraz – na ten przykład – Polski-Związek-Jak-By-Tutaj-Jeszcze-Przetrwać-Się-Opierdalając-Jeśli-PZPN-Przetrwał-To-My-Też, są typowym rakiem tego pieprzonego kraju i jebanych mieścin jak „moja”)… No i fota spod biura Centurm Kultury:

Dokładnie za tym murem skręcam w lewo (po skręcie, mając po prawicy mej ruski samolot w ramach pomnika) po czym udaję się – pomiędzy gierkowskim gówno-betonem do mojej gówno-gierkowskiej nory…

Fajnie jest być wkurwionym robolem „robiącym pierwszy łyk wiśniowej Soplicy po pracy”… Nie onanizuję się moim „statusem zawodowym”, jak większość anarchistów. Ja po prostu jestem klasa pracująca. Źle i dobrze mi z tym… Nienawidzę jedynie tego zjebanego systemu, ktory – wyczuwając to że w nim jestem – czyni mnie jeszcze większego hejtera. Idę spać bez lektury, bez prozy, bez anarcholskich broszur…

PS: foty celowo zgwałciłem monochromem oraz cieniami – tylko po to by pokazać, że tak właśnie widzę ten pierdolony kawałek Beskidu Małego :)

Eter wrze…

Próbowałem znaleźć dziś mikron wolnego czasu dla radia i dalszego „odkrywania” Degena. Pogoda wyjątkowo sprzyjająca nasłuchowi gdzieś w terenie, ale niestety czas, to dziwka :/ W ramach mini-przygotowań „do sezonu” buszowania z radioodbiornikiem i polowania na odległe rozgłośnie, przejrzałem w necie gotowe wykazy wszystkich częstotliwości słyszalnych w naszej części Europy poprzez AM, choć z doświadczenia wiem, że o wiele lepiej samemu zrobić sobie podobna listę, podczas nasłuchów. Internet jest jednak pomocny w pozyskiwaniu konkretnych informacji nt czasu i częstotliwości nadawania – wystarczy odwiedzić strony rozgłośni międzynarodowych.

Przygotowałem sobie tabele do notowania wszystkich złapanych stacji wraz z niezbędnymi danymi, takimi jak czas, frekwencje, język audycji, ocena słyszalności w kodzie SINPO – wszystko, by później skontaktować się z konkretną rozgłośnią i otrzymać od niej kartę QSL, czyli potwierdzenie, że gdzieś tam na drugim końcu świata siedzi sobie maniak i pośród szumów i zakłóceń wyłapuje ich audycję. Swojego czasu otrzymywałem regularnie QSL-ki z Korei Południowej, Japonii, Kanady, Niemiec, Bułgarii, USA i wielu innych miejsc na świecie.

Dzisiejsza propagacja fal nie była zbyt zadowalająca, dlatego też złapałem zwyczajowo przeze mnie słuchane rozgłośnie z Rosji, Iranu, Wietnamu, Hiszpanii, Rumunii i Chin. Oczywiście „pomiędzy wierszami” całe mnóstwo innych audycji – eter kipi od mnogości stacji. Niestety nie znam bengalskiego, azerskiego, czy albańskiego, ale plusem jest to, że niemal wszystkie rozgłośnie na falach krótkich nadają w kilku (kilkunastu bądź nawet – jak Voice of Russia, Voice of America czy China Radio International – kilkudziesięciu) językach. Wystarczy zatem znajomość kilku języków obcych, by słuchać całego świata.

Degen wreszcie dotarł

Nareszcie odebrałem Degena z poczty :) Szybka przesyłka, bezproblemowy kontakt z dystrybutorem tego sprzętu w Polsce; całość dotarła bez uszczerbku dla tego delikatnego cacka służącego do nasłuchu na falach krótkich. Całość po wyjęciu z pudełka wygląda tak (fota poniżej z netu – mój aparat w telefonie wykonuje mega-shitowe jakościowo zdjęcia, niestety):

Zasilacz pełni jednocześnie rolę ładowarki do akumulatorków (brak w wyposażeniu – trzeba kupić na własną rękę). Po za tym: słuchawki douszne (zaskakująco dobra jakość dźwięku, choć i tak wolę moje pancerne słuchawki nauszne gwarantujące lepszy nasłuch), 12-metrowa antena dodatkowa i pokrowiec na radio. Ponadto instrukcja obsługi w języku polskim i angielskim oraz – w ramach bonusu – przewodnik dla nasłuchowców z wykazem aktualnych częstotliwości  dla audycji światowych w językach polskim i angielskim oraz pełny wykaz stacji w zakresie LW i MW + informacje na temat pasma CB i możliwości nasłuchu kanałów w częstotliwościach 26960 – 27400 kHz + pasmo lotnicze + wykaz amatorskich pasm krótkofalowców (do złapania w ramach modulacji SSB). Innymi słowy, w komplecie dostajemy wszystko, co konieczne, by pobawić się w łowców odległych światowych audycji krótkofalowych…

Wcześniej (oprócz Grundinga „Ocean Boy 330”) używałem także JGC RWE-56 – to niemiecki odbiornik globalny (fota poniżej). Powiem jedno – w porównaniu z Degenem, każdy odbiornik AM jakiego do tej pory używałem był po prostu zabawką. Nie chodzi tylko o to, że Degen umożliwia nasłuch poprzez emisję SSB (czego nie miały moje stare odbiorniki) – pod każdym względem jest to odbiornik naprawdę konkurujący z najlepszymi w kategorii krótkofalowych.

***

Wkładam cztery baterie „paluszki” i odpalam radio w zakresie FM. Jakość dźwięku bajkowa! Mimo że Degen jest wyposażony w przełącznik mono/stereo, głośnik „domyślnie” pracuje w tym pierwszym trybie, ale jakość jest więcej, niż zadowalająca. Dodatkowo przełącznik music/news umożliwia nam dodatkowe dostrojenie i poprawienie jakości (co ważne – przełącznik ten autentycznie poprawia komfort słuchania radia, czego nie można powiedzieć o innych odbiornikach globalnych). Skok strojenia dla FM, to 25 kHz, więc spokojnie dostrajamy KAŻDĄ polską stację FM. U siebie odbieram również (w bardzo dobrej jakości) Radio Slovensko, Frekvence 1 (taki czeski RMF) oraz pierwszy i trzeci kanał czeskiego radia publicznego.

Fale długie i średnie testowałem za dnia, więc z uwagi na specyfikę tych zakresów, złapałem niewiele stacji. Na LW radiowa Jedynka odbiera bez żadnych zakłóceń (niemal jak na FM), podobnie jak czeski pierwszy program. Radio Rosji w ciągu dnia jest słyszalne z szumami (cóż – odległość od nadajnika). Fale średnie – Twoje Radio Andrychów (1580 kHz), lokalna rozgłośnia jest słyszalna perfekcyjnie, bez jakichkolwiek zakłóceń, podobnie rzecz ma się z najsilniejszymi europejskimi stacjami nadającymi na MW – pod względem czułości i precyzji strojenia, Degen DE1103 zostawia daleko w tyle inne radioodbiorniki. Oczywiście w nocy zakres fal długich/średnich eksploduje mnogością stacji i wtedy będę mógł powiedzieć coś więcej.

Dodam, że przełącznik local/DX służący do wyboru intensywności sygnału również niezwykle pomaga, co jest szczególnie wyczuwalne po podłączeniu i rozwinięciu kilkunastometrowej anteny dodatkowej. Przełączam się na fale krótkie i… aaaggggrhhh! Tego właśnie potrzebowałem! Najsilniejsze krótkofalowe stacje światowe (m.in. z Rosji, Chin, Niemiec etc.) są słyszalne jak FM w wersji mono – po prostu perfekcyjna jakość dźwięku przy skoku strojenia 1 kHz. Chińskie Radio Międzynarodowe, czy Głos Turcji (obie audycje po angielsku) odbieram tak, jakby nadajnik był dosłownie za ścianą.

Intensywność odbieranego sygnału i propagacja fal zależą oczywiście od wielu czynników takich, jak pogoda, aktywność słoneczna (w bocznej kolumnie tego bloga można znaleźć codzienny raport nt aktywności słonecznej + jakość odbioru na poszczególnych pasmach SW) czy miejsca, w którym dokonujemy nasłuchu (wiadomo, że najlepsze jest polowanie na odległe stacje poza domem, w miejscach bez prądów pasożytniczych, a przede wszystkim bez włączonego kompa w pobliżu). Dlatego też nasłuch w emisji SSB jak i standardowy na falach krótkich (+ pasmo CB) będą dzięki Degenowi naprawdę zajebistą przygodą dla takiego DX-owego pojeba jak ja :). Na dniach zacznę eksperymentować z antenami zewnętrzymi i nasłuchem poza miastem, w wyżej położonych miejscach bez żelastwa i betonu wokół. Zapewne uda mi się nagrać kilka filmików obrazujących co bardziej egzotyczne nasłuchy naprawdę odległych stacji radiowych i emisji SSB.

Degen DE1103 pod względem obsługi i wyglądu? Podoba mi sie pseudo-analogowy, duży wyświetlacz LCD, nie wszyscy to lubią, ale dla mnie to akurat atut. Przyznam, że ten model Degena ma dosyć karkołomny interfejs i rozkład klawiszy; może i jest minimalistyczny, ale mam wrażenie, że w pewnych momentach niepraktyczny. Rzecz jasna opanowanie klawiszologii, to kwestia 2-3 minut i nie ma z tym problemu, choć wolałbym np. „telefoniczny” rozkład klawiszy numerycznych do bezpośredniego wprowadzania częstotliwości. Oba panele boczne są czytelne z dobrym rozkładem gniazd: zasilania, słuchawkowego, dodatkowej anteny i – to bardzo ważna dla mnie funkcja! – wejścia liniowego, dzięki któremu podłączę mp3playera lub jakiekolwiek inne urządzenie z możliwością nagrywania i będę mógł archiwizować odsłuchane audycje. Jak każdy odbiornik globalny, również Degen ma wygodną rozkładaną podkładkę z tyłu, przez co nasłuch z odbiornikiem na stole jest bardzo wygodny. Antena teleskopowa jest długa i lekka, doskonale spełnia swoją rolę.

Pod względem estetycznym i pod względem użytych materiałów Degen jest naprawdę świetny. Mimo, że to odbiornik chiński, nie ma kompletnie nic wspólnego z „chińszczyzną” z taniego plastiku. To profesjonalny sprzęt nasłuchowy AM – spokojnie konkuruje z uznanymi markami jak Sangean czy Sony w swojej kategorii.

Tyle w ramach pierwszych wrażeń – teraz pozostaje mi tylko szaleć na pasmach krótkofalowych :)

Identica – najlepszy mikroblog

6 listopada 2010 roku założyłem konto na www.identi.ca. Identica jest wolnym i otwartym projektem mikroblogowym – dla niezorientowanych: Identica jest po prostu open source’owym Twitterem. Podchodzę mega-krytycznie do tego typu zlewów umożliwiających 140-znakowe komunikowanie się ze światem, ale Identica urzekła mnie swoim „głównym nurtem” – jest to miejsce, gdzie entuzjaści wolnego oprogramowania dzielą się nowościami, wiedzą i innymi takimi. Oczywiście portal ten nie ma żadnego „ukierunkowania” i zdarzają się nastolatki komunikujące światu, co jadły na śniadanie, ale każdy, kto odwiedził przynajmniej raz identicę zauważy, iż nie jest to raczej miejsce prostackiego ekshibicjonizmu, czy  „popularny serwis” w stylu w/w czegoś na „T”. Polityka prywatności jest przejrzysta (wszystko na licencji AGPL), generalnie identi.ca jest fajnym miejscem dla takiego pojeba jak ja: maniaka Debian Linux, z poglądami na lewo od lewicy ;)

Skoro istnieje identica, w ramach Linuksa (hmm… jakimś dziwnym sposobem inne „ramy” mnie nie obchodzą.. ;) ) mamy całe stado klientów obsługujących tego mikrobloga. Jest to szczególnie przydatne gdy buszuje się w necie tu i ówdzie i niekoniecznie chce się każdorazowo logować na stronie projektu, ewentualnie jest się gdzieś tam, bez dostepu do kompa. Osobiście korzystam z pięciu sposobów publikowania wpisów tamże. Podstawowym jest oczywiście transport w ramach bitlbee – korzystam z dobrodziejstw API w moim ukochanym kliencie IRC  i mam osobne okienko z identicą (uroczy kwas polega na tym, że transport identica w ramach bitlbee nazywa się „twitter_transport” :D). Kolejnymi, często wykorzystywanymi opcjami do wrzucania wpisów na mój profil jest Shareaholic i FireStatus (funkcjonujące jako dodatki do Iceweasel’a – debianowskiej wersji Firefoxa). Odpalając kompa, używam shell, albo loguję się na AwesomeWM, ale czasem korzystam z Openboxa – to mój szczyt „wypasionego” GUI – nie używam jakiegokolwiek środowiska graficznego. W ramach Openboxa wrzucam wpisy na identi.ca poprzez zajebistą aplikację Pino – pieprzony Gwibber jak dla mnie nie daje rady ;) Na komórce używam dwóch opcji. Jedną z nich jest java-klient IRC/Bitlbee – JedIrc działający dokładnie tak jak Irssi (w sensie minimalizmu, nie klawiszologii…), a drugą Mobidentica – przydatna, gdy nie chcę włączać/pokazywać mojego statusu w ramach Jabbera, a jestem gdzieś tam w świecie, bez dostępu do kompa…

Poniżej moje screeny + Mobidentica ze strony:

mój ulubiony sposób publikowania na identi.ca – bitlbee transport

FireStatus – dodatek do Iceweasel/Firefox

Shareaholic – dodatek do Iceweasel/Firefox

Pino – GUI identi.ca klient

Mobidentica