WKURW | Przewodnik po powrocie z pracy…

Pierwszy łyk wiśniowej Soplicy… W głośnikach kojący syntetyk z Digital Gunfire, industrialny chłód i mimowolnie zamykające się oczy. Zmęczenie tkwiące głęboko, jak wrośnięty paznokieć, jak pasożyt leniwie wwiercający się w mój łeb… Niedziela-nic, piękny poranek-widmo…

To był najdłuższy tydzień w ostatnich miesiącach. Kilkadziesiąt godzin laserowej miazgi, nocne dogorywanie w objęciach wkurwiającego hałasu i „nagroda” w postaci quasi-weekendu, ochłap kilkunastu godzin odsapnięcia i żarłoczne myśli w stylu:

wrócę do domu i zniknę w Powrocie z gwiazd,  Lema

ucieknę na falach radiowych w-chuj-daleko

nareszcie dokończę w kiblu najnowszy numer Książek (przeczytanie całego numeru zajmuje kiladziesiąt kup)

napiję się czegoś słodkiego, bo czysta tylko zjebie mi gardło gwałcone pyłem z lasera

nareszcie będę miał czas dla Scathy, która całymi dniami sama w domu liże łapę i jej cudne psie brązowe oczy gasną i gasną…

***

Taaak, to był prolog. Kilka gównianych zdań inicjujących jakże nędzny koncept: droga z roboty… Przypadłość typu: ja pierdolę, stary, ci kurwa nie wierzę, że ty filozofię studiowałeś, jak ty tu z nami zapierdalasz na maszynach! No dobra, może laser, to jest , kurwa, taka wyższa szkoła, bo ja za chuj tego nie rozumiem, ale jebiesz tu z nami elegancko!

No, jebię elegancko. Po robocie myję łapy deficytową pastą koloru żółtego oraz twarz płynnym, acz równie deficytowym mydłem glicerynowym. Zawsze pozostają „zacieki”, zwłaszcza w okolicach łokci. Przebieram się w crust’owe szmaty „wyjściowe” (czasem nie wiem co jest bardziej brudne: te moje punkowe „oficjalne” wdzianka, czy robocze ciuchy…), otwieram drzwi magnetyczną kartą, skręcam szluga i opuszczam ten shit… Po drodze mijam zaspanego dziada na bramie i po kilku minutach jestem na głównej ulicy. Droga z nocnej zmiany ma ten urok, że zdarza mi się w ogóle zauważać dziurę, w której mieszkam; innymi słowy, rozglądam się wokół, wyłapuję duperele i rejestruję zdarzenia. Kilkanaście minut po szóstej rano w sobotę/niedzielę wszystko wygląda „znośnie”. Upajam się faktem, że ulice są niemal puste, że dystans do najbliższego człowieka to ewentualnie 20-30 metrów, że ta pozorna pustka, to właśnie przestrzeń pełna czegoś, co uruchamia w mojej głowie tzw. przychylność. Mizantropia wtedy zasypia. Jest dobrze i [prawie] cicho…

OK, mijam 666 świateł (pęczniejących wprost proporcjonalnie do kolejnych odnóży w kierunku kolejnych hipermarketów), przechodzę przez most i jestem na ulicy 1 Maja, gdzie mieszkałem 9 lat. Daruję sobie nostalgię (nawet, gdy znajoma żulera macha mi flaszką wina z daleka – na „cześć!”) i idę w kierunku „rynku”:

Goły kawał Placu Mickiewicza z modern fontanną (na środku której stoi sobie półnaga nimfa-dziewica-nie-wiadomo-kto – w katolskiej mieścinie odległej od Papieżowic [Wadowic – dla nie wtajemniczonych] o 11 km, to spory plasterek pikanterii…). Kawałek dalej (dygresja: w słuchawkach cały czas radiowa Dwójka z Dvořákiem) – park miejski…

(dolna część zamku po lewej nareszcie została przeznaczona na autentyczną działalność [kontr]kulturalną, co cieszy po kilkunastu latach katofaszystowsko-jazzowych popłuczyn)…

Stąd już niedaleko do nocnego, ale – zbaczając z prostej drogi po prostej robocie – widzimy drugą część parku, ze stawem pełnym rasowych gęsi, kaczek oraz innego egzotycznego ptactwa (pod względem estetyczno-przyrodniczo-kiczowatym, nawet Roman Ingarden i jego kompletnie metafizyczne [żeby nie powiedzieć – urwane z sufitów wszelakich] bajania nt piękna po prostu wymiękają :) poniższa fota jest w prostej linii materiałem na fenomenologiczną analizę episteme – żartowałem [edytowałem ją w Gimpie – po robocie – przed wiśniówką ;) )

Jesteśmy kilaset metrów od nocnego. Tam zmierzałem. Kawałeczek od tegoż handlowego przybytku mieści się biuro Centrum Kultury i Wypoczynku. Gierkowskie nazwy instytucji wszelakich rządzą :) Owe centrum ani z wypoczynkiem, ani z kulturą nic wspólnego nie ma, no chyba że dla kogoś kulturą jest konkurs piosenki religijnej (albo innej shitowej turystycznej), recytowanie wierszy Jana Dziada II-go, ewentualnie wyjazdy w ramach komunistycznego dziedzictwa typu PTTK (czasem mam wrażenie, że bandy typu: PTTK, Polski Związek Wędkarski [Działkowców, Chujowców, Opierdalaczowców] oraz – na ten przykład – Polski-Związek-Jak-By-Tutaj-Jeszcze-Przetrwać-Się-Opierdalając-Jeśli-PZPN-Przetrwał-To-My-Też, są typowym rakiem tego pieprzonego kraju i jebanych mieścin jak „moja”)… No i fota spod biura Centurm Kultury:

Dokładnie za tym murem skręcam w lewo (po skręcie, mając po prawicy mej ruski samolot w ramach pomnika) po czym udaję się – pomiędzy gierkowskim gówno-betonem do mojej gówno-gierkowskiej nory…

Fajnie jest być wkurwionym robolem „robiącym pierwszy łyk wiśniowej Soplicy po pracy”… Nie onanizuję się moim „statusem zawodowym”, jak większość anarchistów. Ja po prostu jestem klasa pracująca. Źle i dobrze mi z tym… Nienawidzę jedynie tego zjebanego systemu, ktory – wyczuwając to że w nim jestem – czyni mnie jeszcze większego hejtera. Idę spać bez lektury, bez prozy, bez anarcholskich broszur…

PS: foty celowo zgwałciłem monochromem oraz cieniami – tylko po to by pokazać, że tak właśnie widzę ten pierdolony kawałek Beskidu Małego :)

8 thoughts on “WKURW | Przewodnik po powrocie z pracy…

  1. Podoba mi się sposób w jaki ująłeś swój powrót do domu, włączając w to klimat fotografii. Ja w tym widzę jednak szczyptę szarego piękna polegającą na możliwości uchwycenia w formie chociażby dokonanej przez Ciebie, tego minionego pierdolonego dnia. Bo gdyby nie ten dzień co warte byłoby „uchwycenia” ? Myślę, że również mogę się włączyć w klasę pracującą. I nie przeszkadza mi w tym mój wrodzony minimalizm. Już dawno określiłem swój los jako pracujący fizol. I dobrze mi z tym. Swoboda działania polega na tym, że zawsze kiedy skończę kopać rów odrzucam łopatę i mogę swobodnie iść na wódkę lub robić to co naprawdę lubię bez psychicznego zarzynania się, że na biurku zostawiłem niedokończony projekt i jutro mój szef ciągając mnie za krawat siarczyście zjebie. Zarobiony grosz ma pozwolić mi przeżyć jako tako, nie zaś wytyczać moją życiową drogę. Dobrego tygodnia:)

  2. To herezja, ale i fakt: lubię swoją obecną robotę. Lubię ciąć laserem, mimo że to kurewsko syfiasta i niezdrowa robota z miliardem tlenków metali, gazów i innego shitu. Nienawidzę jedynie zasad wiejskiego kapitalizmu i skurwiałych prawideł panujących w tej firmie – dlatego właśnie mam owego wkurwa.
    Czasem łażę po nocy pośród tych stalowych kolosów i wiem, że to świetny materiał na fotograficzną opowieść, że faktura rdzy potrafi być, kurwa, piękna!
    Oczywiście o niebo lepsza była moja poprzednia robota z odnawianiem starych drewnianych domów: wolność, cisza, [zazwyczaj] las obok, radio, ja, ptaki i zapach sosnowych belek. Mogłem tak pracować po 12 godzin, bo sprawiało mi to cholerną przyjemność. Robiłem to, co lubię.
    Teraz zapierdalam dla jakiegoś ćwoka, biznesmena który wyrósł z gumofilców i jest pierdolonym pazernym idiotą tnącym koszty na wszelkich możliwych frontach. Tego nienawidzę.
    Takie wkurwy jak powyższy są czymś naturalnym, gdy widzisz, że wokół Ciebie coś nie halo z przejrzystością, gapisz się na kwitek po wypłacie i masz ochotę coś rozpierdolić…
    Kilka prozaicznych spraw trzyma mnie w tej firmie, ale chcę zmienić pracę. Marzy mi się robota w grafice komputerowej, ale cienki jestem w te klocki, mimo posiadania jakichś tam certyfikatów z UE.
    … a dziura, w której mieszkam? Ma urok tylko dzięki temu, że stąd mam wszędzie relatywnie blisko, no i mam Beskidy. Życie bez gór, to gówno dla mnie.

  3. o ja pierdziu, ale dowaliłeś tekściwo! cholerny wordpress nie wysłał mi cynku:|
    Czytam i mam wrażenie jakbym siebie słyszała sprzed 3 lat gdzieś, bo tyle minęło od mego powrotu z Dublina. Fajnie niby, zdjęcia sobie w centrum i na szlakach wicklow way robiłam, wstawiałam czasem dziwnej treści opowieści, ale nie wie nikt ,jaki tam w ciągu tygodnia miałam wyzysk, kosmos i zapierdol.
    Fabryka plastiku, opary kąsające po nozdrzach, totalny nieopisywalny hałas i łomot, wyjarane cuchnącymi spalinami i pracą na 3 zmiany oczy, 25 kg granulatu co pół godziny po drabinie do hopera ( do dziś mam problemy z kręgosłupem), nastawianie maszyn do produkcji, obsługa wiertarki, suwmiarki, piły i praca z kilkoma totalnymi bezmózgami, którzy potrafili czynić takie cuda, że ręce mi opadały…
    Milczałam z zaciśniętymi zębami kiedy kretyn w osobie kierownika 5 raz podchodził mówiąc co mam robić, w trakcie kiedy właśnie to robiłam..wykazywałam się, uśmiechałam..i tak mnie zwolnili przy redukcji etatów. Jedynym optymistycznym akcentem w fabryce było spotkanie ze Słowakami..jak człek dobrze wysilił swoje bębny, to w tym harmidrze co nieco pojął;)
    Wracając do wynajętych 2 metrów kwadratowych, miałam łeb jakby w imadło ściśnięty i mimo iż cieszyłam się, że zamiast na cholernej kasie w sklepie, coś tworze, coś jest moim udziałem, to ciągle zastanawiałam się „za co to kurwa wszystko” i po co mi ta fotografia, reklama, marketing..se dupe tym mogę wytrzeć..
    Wróciłam tu i jakiem Ulka, dla kogoś już więcej pracować nie będę!
    Czasem się podejmuje jakiś cięższych robót, ale to dla aerobiku raczej;)
    A góry, masz rację..płaszczyzne to o kant dupy potłuc;)

  4. No niegdyś miałaś jakieś 60 km od siebie do „tych miejsc” (jak to pejoratywnie brzmi! :D), heheh :)
    Beskidy systematycznie zaniedbuję, co zmienić należy w najbliższym czasie :)

  5. … no widzisz, co empatia robi z człowieka :D Specyfika tej mistyfikacji zwanej życiem czasami zaskakuje totalną przewidywalnością reakcji na pewne zjawiska. A może chodzi po prostu o to, że nam mózgi podrzucają podobne refleksje i wkurwy w określonych sytuacjach :)

  6. @Istas, nie podoba mi się Twój komentarz, który trąci nieprawdą :) Ani design bloga, ani mój dasein nie są agresywne :P
    Gdzie się włóczyłaś jak CIę nie było? Byłaś w Cieszynie? Jeśli tak, to Cię zabiję, że się nie odezwałaś!!! Ja jadę jutro do Księstwa Cieszyńskiego i przekroczę granicę wroga :D Będę kolaborował jak zwykle :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s