Desolation…

Ściana deszczu. Gęsta i zimna – jak bezsenność, pomimo kosmicznego zmęczenia… Nadciągająca fala tego, co zalewa mnie latami. Deszcz nie ustaje, intensywność strug stapia się z dźwiękami greckiego Sarabante… Insomnia wpleciona w topniejący zasób myśli, insomnia pasożytująca na resztkach sił – totalne wykolejenie.

Nie będzie dziś o tym, co chciałem wyrzygać, a mianowicie słów kilka w materii debilizmów ostatnimi czasy popełnianych przez Demirskiego i Strzępkę (tytułem żałosnego jęku o publiczną kasę na sztukę wyższą z wykorzystaniem elementów proletariacko-ludowych w roli żywej tarczy dla bezradnych artystów. Słowo daję, tak wzajemnie sprzecznych, bełkotliwych i pożałowania godnych akcji, nie spodziewałem się ze strony ludzi na artowym piedestale [to pierdolenie o wrażliwości społecznej tylko pogrąża w/w delikwentów], a szukanie mamony na niezależną i ambitną sztukę u państwowych mafiosów kojarzy mi się z ultra-anarchistycznymi squattersami lepiącymi się do socjalu – temat wielowątkowy, na dłuuuuugi post)… Nie będzie o absyncie, piwie i pijactwie w ogóle… Nie będzie o kilku spostrzeżeniach z ostatniego numeru Książek… Żadnych Heideggerów i Wittgensteinów (choć to oni właśnie potrafią przebić się jakoś przez zasieki otępienia, które daje mi w pysk każdego ranka).

* * *

Sen to żart, coś rzuconego ci od niechcenia między oczy, tylko po to, abyś naiwnie i instynktownie zapytał: serio? i usłyszał odpowiedź: nieee, no co ty! Te kilka sekund zdegustowania, gdy myślisz: kurwa, znowu dałem się nabrać… Bezsenność paradoksalnie kształtuje model wyczekiwania, tępiąc jednocześnie chęć podążania ku temu, na co czekasz. Bezsenność wplątuje w patologiczne zależności, ryje w głowie tunele, pod którymi zapada się wszystko, co ma jakiś wymiar, konkret, formę. Bezsenność wzmaga mizantropię i światłowstręt. Karykatury stają się rzeczywistością – wykoślawione postrzeżenie nabiera kształtu i proporcji racjonalizowanych jako coś normalnego, odpowiadającego faktom (przy czym samo słowo: fakt również poddaje się tej infekcji – rozpada się na starcie…).

Arktyczna wichura skuwa mój łeb. Temperatura dogorywających relacji międzyludzkich jest tak oddalona od zera, jakby nie było ono żadnym punktem orientacyjnym w przestrzeni [nie]znośnej. Kładę się i… kurwa, znowu dałem się nabrać…

3 thoughts on “Desolation…

  1. No dobra, miałam nic nie komentować, nie pisać, nie wtryniać się w te Twoje Desolation, Sleeplessy i inne tego rodzaju poruszenia umysłu :) Trzeba było połozyć się na samym poczatku, gdy zmęczenie dopadło, a nie marudzić 2h że Ci się chce, a potem po 2h jednak kręcisz się w łożu kolejne 4h i nie możesz a chcesz…i skutek jest taki, jak widać. Przywołujesz nieświadomie wręcz (a może celowo to robisz?) arktyczną burzę, która skuwa Twoją głowę. Nieokiełznane myśli sprawiają, że tworzysz coś, a może tylko głosno mówisz o tym, co już dawno stworzyłeś…? Pozdrawiam serdecznie z balkonu – i składam na Twe wordpressowe strony podziękowania :)) Nie pada u mnie…:)

  2. Chce mi się spać ciągle… Dlaczemu mnie wkurwiasz? :) Oczywiście, że Arktyka jest celowa… Zimno, bezruch, nikt, przestrzeń… Wiesz wszystko i mnie drażnisz… :) Neviem, prečo, ale OK, drażnij mnie :D

  3. Hej, hej…ak ses niečo sľúbil, mal bys sľub dodržať, že? :) Som čakala :P. Z tym zimnem, chłodem, bezruchem i nikim nie przesadzaj, ale ok, inspiruj się. Ubogi komentarz, ale bardzo się powstrzymuję..aa drażnić mam? Hehe, nie musisz o to jakoś prosić specjalnie przecież :)Tak maj sa pekne! :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s