Samsung Galaxy 551 + Android

Jakiś czas temu powiedziałem fuck off Nokii i pozbyłem się modelu C3, którego używałem blisko dwa lata. Elementarnym pozytywem była w nim klawiatura QWERTY, bez której nie potrafię już używać telefonu/smartphone’a. Korzystałem z aplikacji Java, głównie do IRCa i XMPP + oczywiście Opera Mini. Na tym w zasadzie kończyła się moja aktywność na C3; domyślnie zainstalowany klient poczty, czy Faceshita były po prostu porażką i nigdy ich nie używałem. Nokia podpisała na siebie wyrok śmierci, kolaborując z Microsoftem i moja przygoda z ta firmą dobiegła końca. Kiedy widzę Nokię z serii Lumia, nie wiem, czy się szyderczo uśmiechać, czy może pękać ze śmiechu na widok zrozpaczonych użytkowników tego czegoś z Windowsem w środku. Tragedia.

Nie ukrywam, że telefon do dzwonienia służy mi niezmiernie rzadko. Nie ukrywam, że już dawno temu chciałem coś z Androidem, który w ostateczności jest mniejszym złem (biorąc pod uwagę, że to google’owska bestia). Android jest na tyle „przysiadalny”, że grzebiąc w nim, mogę zrootować sobie smartphone’a, wrzucić komponenty mojego ukochanego Debiana – jednym słowem, zrobić coś linuksowego w obrębie Samsunga Galaxy 551. Wybór padł na ten model ze względu na to, że posiada (jak dla mnie) czytelny wyświetlacz, wysuwaną klawiaturę, wspomnianego Androida (2.3.6) na pokładzie i do internetowego grzebania/komunikacji nadaje się bajkowo. Poza tym kosztował mnie złotówkę, więc luz.

Galaxy 551, to smartphone raczej średniej klasy, wykonany z niezbyt przyjaznego, gładkiego i śliskiego plastiku, z ekranem, który koniecznie trzeba zabezpieczyć folią, jeśli nie chcemy po tygodniu zobaczyć na nim zarysowań (tym bardziej że z ekranu dotykowego korzysta się niemal cały czas). Klawiatura qwerty jest rewelacyjna, z optymalną wielkością i rozkładem klawiszy jak w kompie. Pisanie na niej jest wygodne i szybkie (osobiście nie wyobrażam sobie już korzystania z telefonu z klawiaturą numeryczną – zapomniałem jak się to robi :P).

Drażni niemożność wywalenia kilku aplikacji Google zainstalowanych domyślnie. Cieszy dostępność 666 tysięcy aplikacji na Androida. Nie obyło się bez instalacji dodatkowych rzeczy. Do IRCa używam qirc – świetnej aplikacji, w której łączę dostępność do kilku „moich” serwerów IRC z Jabberem (poprzez Bitlbee oczywiście). Aplikacja wspiera połączenia z wieloma sesjami jednocześnie, dlatego też mogę korzystać z Bitlbee, Freenode, czy OFTC jednocześnie. Interfejs jest minimalistyczny i gdyby nie nawigacja pomiędzy oknami i kanałami, qirc wyglądałby i działał dokładnie jak bezkonkurencyjne i najlepsze  linuksowe irssi. Mustard służy mi do wrzucania statusów na Identi.ca. Oprócz tego zainstalowałem aplikacje do szybkiego wglądu w WordPress i Diasporę*. Z domyślnej przegladarki nie korzystam; pierwszym krokiem było zainstalowanie Opery, która w wersji dotykowej jest naprawdę dobra. Na dniach zabiorę się za uruchomienie wspomnianego wyżej irssi w emulatorze konsoli (spory wybór pod Androida)…

Cóż, pozostaje mi zrobić w moim Samsungu roota i pogrzebać w bebechach, aby „ulinuksowić” go tak, jak to tylko możliwe…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s