Unleashed, Prus i Okocim Porter

Padam na pysk po kolejnej 12-godzinnej wycieczce do pracy. Śliczny poranek niechybnie zamieni się w upalny i duszny koszmar. Póki co, mam szwedzkie Unleashed w głośnikach (skandynawski oldschool death metal zawsze kopie w zmęczoną twarz na tyle skutecznie, by wytrzymać jeszcze strzęp czasu, zanim zmęczenie zwali człowieka z nóg), mam mentolowy tytoń i portera…

Czytam świetny eseistyczny szkic nt Prusa (tak, Bolesława), autorstwa Jana Gondowicza (#3 Książek, str. 50). Łatwo odgadnąć, że Prus nie jest bohaterem  mojej literackiej bajki, ale skupiam się bardziej na krytycznoliterackim warsztacie Gondowicza i na fakturze jego opisów, sposobów ujmowania tematu, opisywanego autora, czy kulturowego tła epoki. Nie lubię krótkich i zdawkowych recenzji (czy też esejów pisanych jak recenzje) – należę do tego rodzaju dewiantów, dla których koloryt czytanego tekstu zależy od osobistej fascynacji autora tychże (w literaturze uwielbiam rozwlekłość i gęstość opisywanej materii…). Gondowicz dosyć umiejętnie zestawia Prusa i jego twórczość z Tołstojem, Stendhalem, czy  Zolą. Karkołomne? Niekoniecznie. Czyni to nad wyraz sugestywnie i jeśli kiedykolwiek mieliśmy do czynienia z twórczością wyżej wymienionych, bez trudu odgadniemy pewne kulturowe kody i porównania. Polecam tekst Godndowicza, Jak skończyła Izabela Łęcka!

Chciałem jeszcze nadmienić o kilku prozaicznych duperelach, ale po co pierdolić o tym wszystkim. Wszak mam identicę. Idę spać. Dla mnie: buenas noches, dla Was: buenos días

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s