Nareszcie!

Rosyjski Mirror of Death zrobił dwie śliczne rzeczy! Zrobił też wyjebanego mixa, najlepszego ich kawałka: Кибернетическая Эра! Mirror of Death zabija harsh EBM’em: drugi kawałek  (Ты Далеко) jest bardziej „nostalgiczny” w stylu – niemal tradycyjny ; , a trzeci… agggrhhh! to właśnie ten mix! Uwielbiam ich!

Mirror of Death – Mirror of Death

Mirror of Death – Ты Далеко

Mirror of Death – Борт № 402 v 2.0

 

Skitsystem ··· Skrivet I Blod, Ristat I Sten (Napisane Krwią, Wyrzeźbione w Kamieniu)

Prozaiczny, fizyczny wypierdol po 12-godzinnej orgii z azotem, tlenem, helem i bryzgającymi laserowymi iskrami… Porter z Okocimia i szwedzki brud…

Zgromadziłem sobie w ostatnim czasie kilka newralgicznych tematów kulturowo-biznesowo-egzystencjalnych, albowiem stwierdziłem, że po lekturze polskich tygodników (jakimś przewrotnym sposobem, czeskie i rosyjskie mary medialne są dla mnie bardziej przyswajalne w warstwie informacyjnej), warto byłoby zrobić coś w stylu subiektywnego przeglądu rzeczy ważnych, co niniejszym zostawiam sobie na jutro, albowiem jutro nastąpi czas 4-dniowego wyzwolenia się spod kieratu pracy najemnej…

P.S.: Zdrowy człowiek bez astmy potrafi zaciągnąć się helem (siarczyście, że tak powiem) cztery razy, wydobywając z siebie zmodulowane dźwięki przy pomocy strun głosowych. Człowiek z astmą potrafi zrobić to tylko dwa razy. W obu przypadkach skutkami ubocznymi są chwilowe trudności w oddychaniu oraz zatracenie równowagi i nieprawidłowa praca błędnika. Potwierdzone praktycznie z użyciem helu przemysłowego. (EDIT: hel – podobnie jak wszelkie inne gazy używane w laserach – mają najwyższą klasę czystości, sięgającą 99,0001%)

Stockholms Anarkafeministkör

Po raz pierwszy z tym niesamowitym anarchofeministycznym chórem ze Szwecji zetknąłem się lata świetlne temu, przy okazji Obozu Antygranicznego (w ramach międzynarodowej kampanii Żaden Człowiek Nie Jest Nielegalny) w Bieszczadach. Wtedy to od ukraińskich anarchistek dostałem kasetę z nagraniami Stockholms Anarkafeministkör. Poniżej kilka ich kawałków – pełnych pasji, ślicznie zaśpiewanych, z jasnym, antykapitalistycznym, feministycznym przekazem.

Stockholms Anarkafeministkör – Feminismen

Stockholms Anarkafeministkör – Till Barrikaderna

Stockholms Anarkafeministkör – Enhetsfrontsang

Stockholms Anarkafeministkör – Anda se en tid tillbaka ar herrarna radda

Stockholms Anarkafeministkör – Kvinno-Internationalen (anarchofeministyczna Międzynarodówka)

upp kvinnor uti alla stater som männen bojor lagt uppå
nu dånar det för kvinnosaken snart skall upploppets timma slå
krossas skall sexisterna i gruset kvinna upp för att slå dig fri
tillsammans stiga vi mot ljuset från intet allt vi vilja bli

upp till kamp mot patriarkatet sista striden det är
sexisters huv’en på faten och deras kulor i våra gevär

Dwa lata łagru dla Pussy Riot…

Wyrok skazujący był do przewidzenia… Słucham teraz Radia Svoboda i Echa Moskwy. Solidarnościowe manifestacje na całym świecie są nam znane z rozmaitych polskich serwisów, niemniej warto podkreślić, że przez całą Rosję przetoczył się potężny walec demonstracji; niemal w każdym większym mieście rosyjskim odbyły się akcje solidarnościowe, dziesiątki osób zostało aresztowanych. W rosyjskich mediach jest to główny temat, który – paradoksalnie – dopiero teraz (po ogłoszeniu wyroku w tym żałosnym, pokazowym procesie) wywołał potężną krytykę Kremla i Putina, nawet w kręgach relatywnie sprzyjających rządzącej mafii.

Jak na ironię, właśnie teraz Polskę odwiedził największy oligarcha moskiewskiej Cerkwii, Cyryl I. Cała szopka z nic nie znaczącym w realnych relacjach: KK-Cerkwia, przesłaniem na rzecz pojednania, ukazała prawdziwą hipokryzję starca z Moskwy. Nieprzejednany w sprawie Pussy Riot (trzeba być ślepym imbecylem, by wierzyć w bzdury nt „chuligaństwa [Pussy Riot] motywowanego nienawiścią religijną”), a mający de facto największy wpływ na ich los przed ogłoszeniem tego groteskowego wyroku, plótł w Warszawie debilizmy na modłę chrześcijańskich aksamitnych i cudnie brzmiących andronów. Treść przesłania i tak była konsultowana z Putinem, więc o dupę rozbić te wszystkie pojednawcze teatrzyki… Zabawne jest to, że rosyjskie media (przynajmniej te radiowe – największe i opiniotwórcze) nie poświęciły wizycie Cyryla I więcej niż kilkanaście sekund w formie suchej informacji.

Również dziś, aktywistki ukraińskiego FEMENu ścięły w centrum Kijowa krzyż w geście solidarności z Pussy Riot. Oczywiście w Polsce rozpęta się kolejna orgia oburzenia, a czołowi katole-seksiści w stylu Terlikowskiego będą dostawać wielokrotnych zawałów serca, bo krzyż upamiętniał ofiary katyńskie. Polityczni decydenci, a za nimi fanatyczni, „ideowi” publicyści (po polskiej i rosyjskiej stronie) nie potrafią zrozumieć wymowy tego typu protestów i faktu, że w pierwszej kolejności mają one charakter stricte polityczny, natomiast w podtekście jest to bunt również przeciwko tępej, samczej władzy nacechowanej seksistowskimi instynktami, którymi te świnie żywią się od pokoleń. Ktoś komentując w internecie akcję FEMENu, napisał słusznie: Katolicy, to chodzące uczucia religijne. Ciągle się obrażają. Czas zrozumieć, że pewne formy protestu mają swój konkretny powód, zamiar i wydźwięk. Co z tego, jeśli znowu usłyszymy, że to satanistki, że uczucia religijne, że UPA nas mordowała, a feministki nam krzyż katyński w XXI wieku niszczą. Ten kraj jest niereformowalny…

„Długokracja czyli jak doszło do kryzysu w Grecji”

Długokracja, czyli jak doszło do kryzysu w Grecji nie jest dokumentem ani odkrywczym, ani prezentującym do roli jakiejś ekonomicznej „wiedzy objawionej”, nie jest obrazem żadnego spisku, nie jest sekciarską lewicową (czy jak wolałyby psy w stylu Tadeusza Mosza – lewacką) wizją kryzysu, jaki trawi kolejne kraje Europy. Problem tego dokumentu polega na tym, że jest on prawdziwy. Jest to problem dla tych wszystkich, którzy jak jeden mąż powtarzają bzdury o „leniwych Grekach”, o „konsekwencjach państwa opiekuńczego”, o „konieczności zaciskania pasa w obliczu kryzysu strefy Euro”…

Wolnorynkowa retoryka i jej zwolennicy uwielbiają zrzucać wszelką winę na grupy społeczne, które nigdy nie były, nie są i nie będą beneficjentem wzrostu gospodarczego. Trzeba mieć wyjątkowy tupet, by z uporem maniaka łączyć neoliberalne transakcje finansowe w skali globalnej z czymś takim jak Unia Europejska (czy bardziej precyzyjnie – strefa Euro). Każdy średnio rozgarnięty człowiek interesujący się co nieco zagadnieniami społeczno-ekonomicznymi wie o tym, że UE jest quasi-socjalistycznym zwiąkiem opartym na dysproporcji i dotacjach. Jeśli ktokolwiek wskaże mi autentycznie wolnorynkowe mechanizmy w obrębie lokalnych gospodarek europejskich – z punktu widzenia ich finansowania, zgłoszę go do ekonomicznego Nobla.

Problemem społeczeństw dotkniętych kryzysem nie jest ich wewnętrzne funkcjonowanie w ramach jakiejkolwiek pomocy/możliwości finansowych, ale zewnętrzne warunki narzucane przez Europejski Bank Centralny i Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Ten pierwszy faszystowsko pilnuje dyscypliny finansowej, mimo że Unia Europejska od zarania jest organizmem pełnym nierówności. Dlaczego Niemcy marudzą, narzekają i płaczą nad faktem obecnego kryzysu europejskiego? Bo zamroziły u siebie płace realne na blisko 10 lat, czyniąc wyłom w konkurencyjności w stosunku do pozostałych państw UE, która z założenia żeruje na nierównościach. Francja, Niemcy od lat są beneficjentami tego status quo w eurostrefie. Drugie ciało – MFW – pojawia się zawsze tam, gdzie „potrzebna jest pomoc”… Kurwa, minięło już tyle dziesięcioleci, minęło już tyle czasu od kiedy każdy gołym okiem widzi destrukcyjną działalność tej szmaciarskiej organizacji finansowej… Konsekwentnie promujący neoliberalne dewiacje, MFW ma niewzruszoną pozycję na arenie kryzysów. Poszczególne kraje poddawane eksperymentom ekonomicznym, przy walnym udziale multikorporacji unikających podatkowych reżimów, unikające jak ognia przestrzegania prawa pracy i dzielenia się zyskiem z klasą robotniczą, padają w efekcie ofiarą MFW. Rządy z chęcią udostępniają rynki korporacjom. Płace realne są zbyt niskie, by zaspokoić potrzeby „ponad stan” (tutaj mógłbym wtrącić – po raz pierwszy – mój własny komentarz odnośnie bankructwa klasy robotniczej w świetle prostackiego konsumpcjonizmu, ale póki co skupię się na kwestiach tyczących się w/w dokumentu). Ludzie świata pracy, będący na najniższym szczeblu kapitalistycznej machiny zaciągają kredyty, a cała masa spekulantów zaciera ręce. Nie znam żadnej multikorporacji, która nie cieszyłaby się z zadłużenia poszczególnych społeczeństw. Banki przeżywają orgazmy. Do czasu.

Właśnie, „do czasu”… Okazuje się, że neoliberalne brednie padają na pysk, jeśli brakuje siły nabywczej. Pewien pułap kredytowy ma swoją granicę. MFW rekomenduje cięcia socjalne (MFW nigdy nie wpadło na opodatkowanie transferów finansowych i wyjebanie w kosmos spekulacji, na których nota bene żeruje) i oferuje… „pomoc”. Tak właśnie upadła Argentyna w 2001 roku i tak zdycha teraz Grecja, Hiszpania, Irlandia… Cud ekonomiczny okazał się wielką lipą…

Pamiętamy komunistyczny beton z Komitetu Centralnego partii w PRL i ZSRR. Nawet w obliczu największej porażki i ewidentnej klęski, słyszeliśmy o „walce socjalistycznej”, „koniecznych reformach”… Jak doskonale ujął to jeden z ekonomistów wypowiadających się w dokumencie Długokracja, czyli jak doszło do kryzysu w Grecji, MFW jest jak zombie – trudno go zabić.

Akumulacja kapitału odbywa się w atmosferze głównego fetyszu kapitalizmu: globalnej wioski. Mobilność kapitału i konkurencyjność płacowa w krajach mało rozwiniętych prowadzi do naruszenia „równowagi” w obrębie UE. Jako że ekonomia UE jest do bólu sterowana poprzez dotacje, programy pomocowe, niekończący się wyścig czasu i pieniądza, mamy do czynienia z organizmem ściśle trzymającym za mordę tą cudowną walutę – Euro. Ktoś, kto postrzega UE jako oazę wolności, demokracji (???) musi być albo totalnym tępakiem, albo naiwniakiem w stylu komsomolskim… Mamy zatem rzeszę kapitalistycznych komsomolców, grzecznie powtarzających bzdury instytucji finansowych tego świata. „Wyrównywanie szans” w UE jest mżonką. Polska nie jest w strefie Euro. Jest w niej Grecja i Hiszpania… Kraje-przykłady dewastacji finansowej. Tak działa system: centrum-peryferia w Unii Europejskiej.

Pozostaje nam brać udział we wszelkich formach prostestu przeciwko systemowi, który dawno już jest zbankrutowany, ale w wyniku zakorzenienia się w światowej gospodarce jawi się jako coś oczywistego, normalnego. Opcja: konsumpcja-kryzys-pomoc finansowa, powinna raz na zawsze zniknąć ze społeczno-ekonomicznej mapy. To nie społeczeństwa są winne obecnemu kryzysowi. Winne są szmaciarskie rządy głośno (lub po cichu) przyjmujące pryncypia ekonomiczne narzucane przez międzynarodowe instytucje finansowe…

Miłego oglądania:

AwesomeWM + urxvt + monospace + green shit :)

Porter przed pracą, eksperymentalna Tujiko Noriko w głośnikach i trochę grzebania w rc.lua i theme.lua, w ramach mojego AwesomeWM

Po przedostatniej aktualizacji mojego ukochanego menadżera okien dla Linuxa, zauważyłem głupiego buga polegającego na tym, że – używając setxkbmap do zmiany języków pod klawiaturą (Alt+Shift) – przestaje działać zmiana pulpitów przy pomocy myszki; funkcjonuje ona wyłącznie przy języku domyślnym (polski u mnie). Zamotanie delikatne pojawia się, gdy skaczę z desktopu np. z Iceweaselem do wszelkich konsolowych aplikacji umiejscowionych na innych pulpitach – wtedy odruchowo używam myszki, mimo, że 90% mojej nawigacji w ramach Awesome odbywa się w oparciu o 666 tysięcy klawiszowych shortcutów. Przy czterech językach (polski, czeski, rosyjski i Esperanto) zapominam o tym bugu i klikam czasem jak idiota. Pulpitów mam sześć w tym dwa zwyczajowo używane pod GUI apps. Bug zgłoszony, ale póki co cisza…

Jest też dobra wiadomość. Po ostatnim # apt-get dist-upgrade nareszcie Awesome i xcompmgr przestały się gryźć :) Xcompmgr odpalone z konsoli wywala kilka errorów przy uruchamianiu Thunara, czy innej Sonaty (coś w rodzaju konfliktów przy okazji themesów GTK), ale nie wpływa to w jakikolwiek sposób na stabilność pracy, czy pożeranie CPU (z czym miałem do czynienia jakiś rok temu: kilka minut pracy xcompmgr na Awesome WM i totalne krzaki + CPU na poziomie Mount Everest). Zatem kilka symbolicznych cieni w ramach WM-a + kosmetyczne zmiany w urxvt i wszystko wygląda tak jak chcę. Moja koleżanka Agata, maniaczka Arch’a (jak i userka Awesome), pastwi się nad moimi szarościami, ale chyba moje oczy (przy sztucznym świetle punktowym) przyzwyczaiły się do tego :)

Tak to wygląda: