„Długokracja czyli jak doszło do kryzysu w Grecji”

Długokracja, czyli jak doszło do kryzysu w Grecji nie jest dokumentem ani odkrywczym, ani prezentującym do roli jakiejś ekonomicznej „wiedzy objawionej”, nie jest obrazem żadnego spisku, nie jest sekciarską lewicową (czy jak wolałyby psy w stylu Tadeusza Mosza – lewacką) wizją kryzysu, jaki trawi kolejne kraje Europy. Problem tego dokumentu polega na tym, że jest on prawdziwy. Jest to problem dla tych wszystkich, którzy jak jeden mąż powtarzają bzdury o „leniwych Grekach”, o „konsekwencjach państwa opiekuńczego”, o „konieczności zaciskania pasa w obliczu kryzysu strefy Euro”…

Wolnorynkowa retoryka i jej zwolennicy uwielbiają zrzucać wszelką winę na grupy społeczne, które nigdy nie były, nie są i nie będą beneficjentem wzrostu gospodarczego. Trzeba mieć wyjątkowy tupet, by z uporem maniaka łączyć neoliberalne transakcje finansowe w skali globalnej z czymś takim jak Unia Europejska (czy bardziej precyzyjnie – strefa Euro). Każdy średnio rozgarnięty człowiek interesujący się co nieco zagadnieniami społeczno-ekonomicznymi wie o tym, że UE jest quasi-socjalistycznym zwiąkiem opartym na dysproporcji i dotacjach. Jeśli ktokolwiek wskaże mi autentycznie wolnorynkowe mechanizmy w obrębie lokalnych gospodarek europejskich – z punktu widzenia ich finansowania, zgłoszę go do ekonomicznego Nobla.

Problemem społeczeństw dotkniętych kryzysem nie jest ich wewnętrzne funkcjonowanie w ramach jakiejkolwiek pomocy/możliwości finansowych, ale zewnętrzne warunki narzucane przez Europejski Bank Centralny i Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Ten pierwszy faszystowsko pilnuje dyscypliny finansowej, mimo że Unia Europejska od zarania jest organizmem pełnym nierówności. Dlaczego Niemcy marudzą, narzekają i płaczą nad faktem obecnego kryzysu europejskiego? Bo zamroziły u siebie płace realne na blisko 10 lat, czyniąc wyłom w konkurencyjności w stosunku do pozostałych państw UE, która z założenia żeruje na nierównościach. Francja, Niemcy od lat są beneficjentami tego status quo w eurostrefie. Drugie ciało – MFW – pojawia się zawsze tam, gdzie „potrzebna jest pomoc”… Kurwa, minięło już tyle dziesięcioleci, minęło już tyle czasu od kiedy każdy gołym okiem widzi destrukcyjną działalność tej szmaciarskiej organizacji finansowej… Konsekwentnie promujący neoliberalne dewiacje, MFW ma niewzruszoną pozycję na arenie kryzysów. Poszczególne kraje poddawane eksperymentom ekonomicznym, przy walnym udziale multikorporacji unikających podatkowych reżimów, unikające jak ognia przestrzegania prawa pracy i dzielenia się zyskiem z klasą robotniczą, padają w efekcie ofiarą MFW. Rządy z chęcią udostępniają rynki korporacjom. Płace realne są zbyt niskie, by zaspokoić potrzeby „ponad stan” (tutaj mógłbym wtrącić – po raz pierwszy – mój własny komentarz odnośnie bankructwa klasy robotniczej w świetle prostackiego konsumpcjonizmu, ale póki co skupię się na kwestiach tyczących się w/w dokumentu). Ludzie świata pracy, będący na najniższym szczeblu kapitalistycznej machiny zaciągają kredyty, a cała masa spekulantów zaciera ręce. Nie znam żadnej multikorporacji, która nie cieszyłaby się z zadłużenia poszczególnych społeczeństw. Banki przeżywają orgazmy. Do czasu.

Właśnie, „do czasu”… Okazuje się, że neoliberalne brednie padają na pysk, jeśli brakuje siły nabywczej. Pewien pułap kredytowy ma swoją granicę. MFW rekomenduje cięcia socjalne (MFW nigdy nie wpadło na opodatkowanie transferów finansowych i wyjebanie w kosmos spekulacji, na których nota bene żeruje) i oferuje… „pomoc”. Tak właśnie upadła Argentyna w 2001 roku i tak zdycha teraz Grecja, Hiszpania, Irlandia… Cud ekonomiczny okazał się wielką lipą…

Pamiętamy komunistyczny beton z Komitetu Centralnego partii w PRL i ZSRR. Nawet w obliczu największej porażki i ewidentnej klęski, słyszeliśmy o „walce socjalistycznej”, „koniecznych reformach”… Jak doskonale ujął to jeden z ekonomistów wypowiadających się w dokumencie Długokracja, czyli jak doszło do kryzysu w Grecji, MFW jest jak zombie – trudno go zabić.

Akumulacja kapitału odbywa się w atmosferze głównego fetyszu kapitalizmu: globalnej wioski. Mobilność kapitału i konkurencyjność płacowa w krajach mało rozwiniętych prowadzi do naruszenia „równowagi” w obrębie UE. Jako że ekonomia UE jest do bólu sterowana poprzez dotacje, programy pomocowe, niekończący się wyścig czasu i pieniądza, mamy do czynienia z organizmem ściśle trzymającym za mordę tą cudowną walutę – Euro. Ktoś, kto postrzega UE jako oazę wolności, demokracji (???) musi być albo totalnym tępakiem, albo naiwniakiem w stylu komsomolskim… Mamy zatem rzeszę kapitalistycznych komsomolców, grzecznie powtarzających bzdury instytucji finansowych tego świata. „Wyrównywanie szans” w UE jest mżonką. Polska nie jest w strefie Euro. Jest w niej Grecja i Hiszpania… Kraje-przykłady dewastacji finansowej. Tak działa system: centrum-peryferia w Unii Europejskiej.

Pozostaje nam brać udział we wszelkich formach prostestu przeciwko systemowi, który dawno już jest zbankrutowany, ale w wyniku zakorzenienia się w światowej gospodarce jawi się jako coś oczywistego, normalnego. Opcja: konsumpcja-kryzys-pomoc finansowa, powinna raz na zawsze zniknąć ze społeczno-ekonomicznej mapy. To nie społeczeństwa są winne obecnemu kryzysowi. Winne są szmaciarskie rządy głośno (lub po cichu) przyjmujące pryncypia ekonomiczne narzucane przez międzynarodowe instytucje finansowe…

Miłego oglądania:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s