DIY vs komercyjne świnie | Pierdolcie się wszyscy sługusy ZAiKSU

2013-01-26 07.00.07

Mroźny poranek, rosyjskie crust-wrzaski (Unkind Revolt) i znajome ciepło rozchodzące się od przełyku w stronę flaków – weekend, znaczy się…

Ten post, to w zasadzie zapowiedź „grubszego” opisu moich ostatnich polowań muzycznych; węszenie tu i ówdzie, zaowocowało odkryciem kolejnych dźwiękowych perełek, które jakoś tam mnie ruszyły. Blackened crust z Rosji, Bułgarii i Słowenii, anarcho HC/punk z Algierii, death metal z Libanu, digital hardcore z Białorusi, power metal z Albanii, death z Iraku i – mój faworyt – black metal z Arabii Saudyjskiej (sic!) + oczywiście kilka (naprawdę ciekawych!) [dark]ambientowych projektów z mojej ukochanej ruskiej sceny…

Od kiedy uruchomiłem w pracy (na nocnej zmianie) internet, „którego-się-nie-da-uruchomić-koleś-bo-mamy-hasło-na-firmowym-serwerze”, admin chyba uniósł się ambicją i założył kagańce jak na bullteriera. „Dzięki temu” na każdej nocce katuje nas albo Eska Rock, albo Antyradio. Poprzez te dwie wybitnie chujowe i nędzne „stacje muzyczne”, miałem wątpliwą przyjemność zapoznać się z kawałkiem Grabaża traktującym – w skrócie mówiąc – o prawach autorskich i efektach piractwa. Grabaż (cóż za przewrotność, ziom!) podmiotem lirycznym uczynił oczywiście „fanów”, „publikę”, „słuchaczy” bezczelnie i piracko wywysających twórcze produkty całej śmietanki „sceny rockowej” (sorry, nigdy nie siedziałem w tej nomenklaturze, pojęcia nie mam, jak nazwać tą bandę ćwoków uzależnionych od ZAIKSU i wydawców).  Moje nieszczęście polegało na tym, że przez ostatni tydzień tyrałem wyłącznie na nockach i słyszałem ten kawałek wielokrotnie.

Wiem, co mnie ogarnia, gdy te pierdolone gwiazdeczki strzelają fochy na piractwo – ogarnia mnie śmiech, zażenowanie i taka – jakże prosta! – refleksja: każdy „artysta” (nawet Kazik-prostytutka w oparach lepszej wódki) z przełomu wieków [XX-XXI], będąc niewolnikiem jebanych kontraktów płytowych, będąc  uwikłany w armagedon menadżerów, pomagierów i szmaciarzy innego sortu, piszczy z uwagi na lipną sprzedaż CD. CD? Kto, oprócz melomanów i autentycznych maniaków kupuje teraz CD? Pierdolony Grabaż, Kazik, Kukiz, Muniek, Doda i cała ta banda onanizująca się ideą copyright – oni doskonale wiedzą, że wydawcy i „fachowcy” od produkcji rzeźbią ich cudnie na ich „sztuce”, więc najłatwiej wyżyć się na gówniarzach słuchających ich wypocin. Złodzieje, piraci, skurwiele, nie szanujący „pracy twórczej”, tra la la… Wszystkie oburzające się facjaty estrady zarabiają głównie na koncertach (czasami fajnych, czasami byle gdzie, na byle festynie – pecunia non olet). Wydawanie CD  w celach handlowych jest jakąś pomyłką w obecnych czasach…  Każdy dureń z gimnazjum wie, że „płyty się ściąga z netu”. Trzeba być debilem, albo niewolnikiem jakiegoś tam wydawcy, żeby „walczyć z piractwem” w taki sposób, jak robią to te buraki. Może w ogóle warto zrezygnować z wydawania fizycznych nośników? Albo ograniczyć płyty do kilku setek dla koneserów? Jeeeeb, stary temat, a cała ta mainstream’owa banda wciąż się oburza. Istnieje 666 sposobów sprzedania swojej twórczości. Ale nie za taką kasę – czy którakolwiek „gwiazda” powie o procencie dla wydawcy/producenta i całego tego stada karaluchów? Wjebaliście się w interesy z lipnymi firmami i macie pretensje, że ludzie was zasysją za friko z netu? Pech…

Czy Kazik wie, co to jest Creative Commons? Biedny Muniek, wie? Kora i jej pies wiedzą? Grabaż, ty wiesz??

Spóźniliście się… Kontrakty, gówniane układy, pazerność (ZAIKS w każdym radio czuwa!) zadziałały… Skurwiliście się, zamiast zrozumieć obecny obieg informacji, sposób funkcjonowania w sieci… Daliście dupy, więc nie marudźcie… Ja – na szczęście – was nie słucham, obracam się w przestrzeni DIY/CC/copyleft.

Dlatego mam ten cudowny komfort słuchania kapel, które nie płaczą, gdy ktoś im „ukradnie” płytę z sieci. Oni tą płytę tam umieszczają. Prawdziwi artyści będą eksperymentować. A wy kolaborujcie z waszymi oprawcami z wydawnictw, zaiks, zpav itd… Udajecie, że dalej jest OK… Ja wolę DIY.

Grabaż, pewnie tego nie przeczytasz – jako „muzyk rockowy” masz zapewne napięty grafik – ale pamiętam zajebiste lato w Poznaniu (daaawno temu), gdy z os. Rusa pojechaliśmy ze znajomymi do Acid Shopu i kupiłem tam najpiękniejszą „EP-kę” na kasecie… Pierwsza wersja „Poznańskich dziewcząt”, śliczna okładka (czarno-czerwona)… Czasy pierwszej APATII, ALIANSU, ŚWIATA CZAROWNIC… Kasety… Pierwsze bomby domowej roboty, pierwszy Ptasiek…

„Artystów” można symbolicznie okradać tutaj → http://stratakazika.pl/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s