Mam… pms [edit]

Nie, żebym olał mojego ulubionego klienta mpd, czyli ncmpcpp :) Chciałem jednak wypróbować pms (Practical Music Search). Fajny, czytelny interfejs, konfiguracja – jak zdążyłem zauważyć (bo jeszcze w nim nie grzebałem) – też cli-friendly. Polecam!

pms

defaultowy wygląd głównego interfejsu [kolory z mojego urxvt]

Wiem, że istnieje sporo standardowych playerów konsolowych pod unix/linux machiny, ale mam jakiś dziwny sentyment do mpd. Struktura: klient-serwer jakoś przypadła mi do gustu wieeeele lat temu. Co prawda do słuchania radiowych strumieni używam zazwyczaj moc (nie wiem, kwestia głupiego przyzwyczajenia…), ale w playlistach i scrobblingu rządzi mpd właśnie. Jedynym GUI-klientem mpd, jakiego zdarza mi się używać, jest Sonata, którą uruchamiam wyłącznie, gdy odpalam iksy na Openboksie (czyli raz na 666 lat). ncmpcpp jest moim absolutnym faworytem, wygodnym i czytelnym klientem. Podobnie rzecz ma się z tytułowym pms-em (sorry za przyzwyczajenie: nazwy wszystkich konsolowych programów piszę zawsze małą literą z uwagi na taką formę uruchamania ich w terminalu/shellu), który – oprócz faktu, że jest funkcjonalny – jest również ładny :)

Reklamy

Absynt – niebezpieczna Zielona Wróżka | DIY 75% wyrób + DIY łyżka

Viktor-Oliva-The-absinthe-drinker-1901

Każdy, kto pił absynt (ten prawdziwy, a nie rozrobiony spirytus uwalony landrynkowymi aromatami/kolorami) wie, że to niezbyt bezpieczny alkohol. Tujon, organiczny środek chemiczny zawarty w piołunie, w połączeniu z mocnym alkoholem tworzy atomową mieszkanę atakującą układ nerwowy i korę mózgową – efekty poznali wszyscy pijący prawdziwy absynt, z koprem włoskim i anyżem. Absynt jest najbardziej demonizowanym alkoholem w Europie. Pity umiejętnie, miesza cudownie w głowie i daje poczucie… nieważne ;) Sami sprawdźcie!

Wykorzystałem szwedzkie ziołowe ekstrakty (zero chemii) o zawartości tujonu 55 (dużo). Rozrobiłem spirytus Polmosu z wodą, do wartości 75% alkoholu. Kolor, jaki mi wyszedł: przepiękna, głęboka, kryształowa  zieleń (po dodaniu innych składników [jak np. hibiscus] absynt jest czerwony, lub żółty/bezbarwny). Prawdziwy absynt – o czym zapominają domorośli „entuzjaści” – mętnieje po połączeniu z zimną wodą – każda podróba jest krystaliczna w połączeniu z wodą. Kopie początkowo łagodnie, ale po kilku miarkach – bez litości. Absynt pije się powoli, niemal rytualnie (acz bez onanizmu, jaki znajdziecie na youtube – gówniarze, w większości nagrywający podróby absyntu), z bardzo zimną wodą.

2013-03-22 17.18.29

Zrobiłem sobie na laserze łyżki do absyntu, z których będzie ściekał ziiiiiimny, rozpuszczający się cukier, ewentualnie karmelizująca się, paląca się kostka cukru… Za parę dni foty – już przegryzionego – absyntu.

QSLka z Ostrowca Wielkopolskiego

Dzisiaj przyszła QSLka potwierdzająca nasłuch początkiem lutego na SSB – dzięki, Magda i SP3POW! :)

2013-03-21 14.40.242013-03-21 14.40.46

AwesomeWM | trees theme

Wiadomo, AwesomeWM uzależnia…

Radykalnie zmniejszyłem czcionkę (no i wywaliłem – kapryśnie – Terminusa, na rzecz Droid Sans Mono [którego wrzuciłem też w GTK]; całkiem fajny font do długiego irc’owania albo czytania subskrybcji z newsbeuter’a – na URxvt*shading: 25 nie męczy oczu nawet po paru godzinach ślęczenia w terminalu), scaliłem kolorystycznie theme.bg_normal i theme.bg_focus, zmieniając tylko theme.fg_focus. Odchudziłem też oba wiboxy… Ikony pozostały te same, podobnie jak kolory urxvt. GTK widoczne na jednym ze screenów. Co do ikon w GTK, u mnie od lat rządzi ACYL! Theme wręcz idealny do minimalistycznych WM-ów, bajkowo konfigurowalny i pozbawiony blasków…

… a cały ten shit wygląda u mnie tak:

aw_trees1

fake clean

dirty

dirty

dirty

dirty

fake dirty

fake dirty

Moje zaktualizowane dotfajle (theme.lua ; rc.lua ; .Xdefaults) → tutaj

Dla miłośników cieniowania przez xcompmgr, linia autostartu do rc.lua:

awful.util.spawn_with_shell("xcompmgr -c -F -t-2 -l-4 -r4 -o.80 &")

Tapeta z netu → link

 

Laserowy Pac-Man i Zadie Smith

Japoński experimental w mglisty poranek… Zimne piwo (zamiast zimnej wódki – procentowo schodzę nieco niżej, coby nie utknąć gdzieś w mroźnej, porannej zaspie nieświadomości…), które mi nawet smakuje… Dziwne.

2013-03-09 02.40.39

Jakkolwiek zabrzmi to debilnie, dzisiejsza noc w pracy była w jakimś sensie ujmująca (sic!). Najpierw ekran laserowego kompa rozczulił mnie pikselami pożeranymi „na zielono” w miarę postępującego procesu cięcia, co od razu skojarzyło mi się z orwellowską wersją Pac-Man’a (gdzie pogoń jest precyzyjnie zaplanowana, a gra i tak nie ma sensu); wgapiony w ten idiotyczny ekran, rozlałem kawę, a kilka kropel uwaliło ostatni numer Książek

zadie-smith-portra_2319021b

… no i kolejne roczulenie, po lekturze eseju Radość, Zadie Smith. Krótki, acz ciekawie napisany tekst, którego sens można zawrzeć w opozycji: przyjemność vs radość. Czytając Smith, miałem odczucie, że przemawia przez nią jakaś akceptowalna, nie budząca we mnie znudzenia i zdegustowania, forma naiwności, pewnej „czystości” myśli nie skażonej pompatycznym rzyganiem formułkami i napuszonymi quasi-humanistycznymi komunałami.

Prowadziła do niej długa, męcząca droga i aż do ostatniej chwili byłam przekonana, że się nie zdarzy. Jej pojawienie się tak mnie zaskoczyło, byłam na nią do tego stopnia niegotowa, że zaplanowałam na ten dzień zwiedzanie muzeum w Auschwitz. W pociągu, z którego mieliśmy się przesiąść do busa, położyłam ci stopy na kolanach. W bliskiej perspektywie mieliśmy wszystko, przez co życie jest nie do zniesienia, a czuliśmy to jedno, dzięki czemu warto żyć. To niewątpliwie była radość.

W eseju tym jest jeszcze kilka podobnych fragmentów, które ocierając się o ckliwość, są jednak bardzo szczere, a przez to – możliwe do strawienia. Radość nie jest bowiem dla mnie kategorią jasną i abstrakcyjność owego pojęcia zaciera konkret, który możemy wydobyć wyłącznie poprzez odwołania do realnych momentów, czy wspomnień. Tak właśnie zbudowany jest esej Zadie Smith. Godny polecenia tekst!

* Cyt. za: Zadie Smith, Radość, tłum. Agnieszka Pokojska, Książki, #1 (8), marzec 2013, s. 10

PCRadio – Android

pcradio

Wiadomo, że do streamowania netowych rozgłośni radiowych znajdziemy całe stado aplikacji pod Androida. Zwróciłem jednak uwagę na PCRadio z tej racji, że aplikacja ta pochodzi z Rosji i większość strumieni dostępnych w jej ramach jest właśnie rosyjska (+ radiostacje z: Białorusi, Ukrainy, Litwy, Polski i [chyba] Niemiec). Chdziło mi jednak o moje dwie ulubione stacje: Ехо Москвы i Радио Свобода oraz – dla kontrastu – o kilka reżimowych, prokremlowskich stacji (których wiadomości trzeba permanentnie filtrować i weryfikować, bo stek bzdur i kłamstw tamże jest pokaźny)…

SC20130305-043943

PCRadio dzieli radiostacje tematycznie, więc nie ma kłopotu, by znaleźć to, czego mamy ochotę posłuchać. Oczywiście większość stacji, to disco-chłam, w wydaniu akceptowalnym jedynie po pijaku, ale można znaleźć sporo innych, fajnych stacji. PCRadio posiada też wewnętrzną wyszukiwarkę + możliwość szukania interesującego nas radia w szpiegujących machinach zwanych Google i YouTube.

SC20130305-044428

Aplikacja posiada zakładkę ulubionych stacji i – po płatnym (bleee…) upgradzie do „premium” – możliwość nagrywania streamów. Mamy też możliwość ustawienia buforowania tak by maksymalnie polepszyć strumieniowanie. U mnie PCRadio działa szybko, płynnie i bez zwiechów.

Interfejs – jak widać na screenach – kolorowy, „gadżeciarski”, czyli kompletnie mi się nie podoba, ale to kwestia gustu. Wolałbym jednak coś bardziej minimalistycznego.

SC20130305-044452

Podsumowując: PCRadio, to app jak najbardziej godny polecenia tym, którzy słuchają często radia naszych wschodnich sąsiadów. Przyznam, że nie przeszukiwałem streamów z Polski, czy Niemiec, bo najzwyczajniej w świecie mnie one nie interesowały, ale być może i tam znajdzie się coś ciekawego.

FREE DOWNLOAD

Wysyp AwesomeWM po dist-upgrade

Lord Darius z linux.pl wywołał dziś wilka z lasu :D Tak się złożyło, że gadaliśmy dzisiaj o konfigu Awesome WM po upgradzie niestabilnej gałęzi Debiana, więc niejako przy okazji zrobiłem dzisiaj upgrade mojego Aptosida, no i zauważyłem, że do aktualizacji zaznaczona jest również paczka awesome. Przyzwyczajony i z przygotowanym backup’em ustawień mojego manadżera okien, zrobiłem dist-upgrade.

Hehe, jakież było moje zdziwienie, gdy po ponownym uruchomieniu kompa (aktualizowałem też jajko do wersji 3.8-0.slh.2-aptosid-686)… wysypało mi się Awesome :D Pierwszy raz od… kurde, nawet nie pamiętam! Dwa pierwsze błędy jakie wywaliło, zlokalizowane były w:

/usr/share/awesome/lib/awful/menu.lua

oraz

/etc/xdg/awesome/rc.lua

W lib i w awful grzebałem dosyć często, gdyż tam usytuowane są rozmaite ustawienia odpowiedzialne za takie duperele jak np. wyświetlanie/ukrywanie ikon w tasklistach no i inne szczegóły odpowiedzialne za działanie widgetów etc. Jako że konfiguracja AwesomeWM, to system naczyń połączonych, zmiana np. w theme.lua musi być kompatybilna z innymi elementami WM’a. Podmienienie pliku rc.lua w lokalizacji: /etc/xdg/awesome/rc.lua nic nie dało. Podobnie zmiany w /usr/share/awesome/lib/awful/menu.lua (w sugerowanych przez WM liniach).

Rozwiązaniem okazał się reinstal paczki awesome i podmiana katalogów (na moje autorskie): icons, layouts i taglist w:

/usr/share/awesome/themes/default

i skopiowanie mojego starego theme.lua tamże.

Karkołomne nieco, ale działa bez zarzutu. Czas najwyższy znaleźć nieco mniej skomplikowane wyjście w podobnych awaryjnych sytuacjach.