Parchim – Город [появление дыхания] | „Krasnojarsk Zero” – słów kilka jeszcze

Jeb… Lubię te weekendowe poranki sobotnie, gdy wracam z laserowego shitu pustymi ulicami. Przestaję wdychać czarny pył i zachłystuję się (czasem traumatycznie dla moich zdegenerowanych płuc) świeżym, wiosennym powietrzem; o ile poranki rozczulają, o tyle popołudnia wgniatają w kwadrat mieszkania…

Zaopatrzony w niezbędności, włażę do mojej betonowej nory (paczula pachnie już w przedpokoju…) i zazwyczaj puszczam dark ambient. Wczesnym rankiem te dźwięki mają nieco inną fakturę, aniżeli w nocy… Psssssst… Porter stoi otworem…

Parchim – Город [появление дыхания]

54cover

Nieco hipnotyzujący dark ambient, perfekcyjnie uzupełniony noise’owo przesterowaną, żeńską recytacją. Recytacją czego? Jak to nazwać? Prosty, funeralny „wiersz o mieście”? Percepcja tego rosyjskiego projektu w necie wydaje mi się czasami idiotyczna. Otóż tworzy się terminy na potrzebę chwili, coś w stylu: death ambient, czy post-poetry (ja pierdolę… słyszałem już takie perełki, jak post-crust i neo-political grindcore)… Nie jestem zwolennikiem tych zasranych neo-etykietek, dlatego Parchim, to dla mnie ujmujący dark ambient, umiejętnie zlany z warstwą elektroniczną i tekstową. Mix mniej niepokojący, a bardziej intrygujący. Motywem przewodnim jest miasto, ale – paradoksalnie – nie jest ono w tym hipnotycznym, dźwiękowym pejzażu, bytem naczelnym; miasto „nadźwiękowione” przez Parchim, to niejako przestrzeń, gdzie odbywa się śmierć, gdzie realizuje się zimna, postępująca degradacja (moja osobista „trauma” przy wersie: В моей душе зима…) Pierwszy utwór jest tutaj, jak prolog w książce, stygmatem – cała ta cudownie żeńska (sic!) melorecytacja jest kluczowa.

Zupełnie przypadkowo odkryłem, że płyta Город [появление дыхания] jest interpretacyjnie tożsama z bardzo ważną dla mnie, kolejną rocznicą Powstania w Getcie Warszawskim.

Ten album, to opowieść… Wystarczy spojrzeć na tytuły kolejnych projekcji: Город ; Город. Холодное дыхание ; Город. Пространство сна ; Город. Старого Бога… Prolog zwiastuje wszystko inne. Nie chciałbym teraz zagłębiać się w moje dysocjacje, ale dość powiedzieć, że Parchim stworzył naprawdę piękny kawałek umierania. Jest „po rosyjsku” – na początku szorstko i hałaśliwie, a później już „dogorywająco”. Dla mnie jeden z bardziej inspirujących projektów dark ambientowych z Rosji. Bez dodatkowych, jebniętych pod-etykietek…

Klik na okładkę = DOWNLOAD [Po raz n-ty DNA Productions rządzi!!!]

 

* * *

 

Krasnojarsk Zero… Co nieco już napisałem i generalnie były to słowa przychylne. Niczego nie odwołuję. Powiem, że trafiło na takiego czytelnika, który łyka tą książkę z wyrozumiałością. Z głupiej ciekawości przeleciałem po netowych opiniach nt książki. Okazuje się, że większość narzeka na permanentną dygresyjność autorów. To prawda. Krasnojarsk Zero, to lawina dygresji. Ale jakich! Wiem, nie każdy/-a lubi, gdy ktoś rozpędza się w swej opowieści tak, że ewidentnie (celowo?) „gubi” główny wątek. Gdy tylko przeczytałem na odwrocie okładki, kim są Autorzy, pojawił się uśmiech na mojej twarzy i już wiedziałem, że nie będę marudził podczas lektury.

Książkę czytam z autentyczną ciekawością i „ciśnieniem” na kolejne rozdziały. „Umawiam się” się z Autorami, że trochę mnie wkurza permanentna dygresyjność, to planowe uciekanie od samego Krasnojarska (nawet – paradoks! – podczas opisywania historii tego miasta), ale i tak lubię te wycieczki „w bok”, swoistą sinusoidalność tej książki. Zboczenie ze studiów, jak sądzę – tak! – to właśnie to sprawia, że czytam Krasnojarsk Zero „ze zrozumieniem”. Uwierzcie, że „ucieczki” w historię i filozofię w tej książce, w żaden sposób was nie pogryzą. Rozczuliłem się nad jedną z owych dygresji, tyczącą się Piotra Kropotkina (jakby nie było, persony ważnej i znaczącej dla mnie, jako dla anarchisty), bowiem Autorzy (stawiam, że fragment o Kropotkinie popełnił Bartosz Jastrzębski, hehe) mają specyficzną zdolność „malowania tła” swojej podróży do Krasnojarska. Jeśli jesteście przyzwyczajeni do Hugo-Badera (wiadomo, russian-boom wśród mikrona jakiejś tam polskiej „studenckiej awangardy” jest napędzany przez tegoż, no i może trochę przez zacnego piórem i podróżami, Romualda Koperskiego), to czeka was – wow! – rozczarowanie! Krasnojarsk Zero, to niezwykle wartościowa książka, „liżąca” to miasto, ale dostarczająca czytelnikowi całą masę historyczno-filozoficznych (w pewnych momentach również antropologicznych) faktów.

Minus? Jest jeden. Ewidentny. Wydawnictwo Sic! chciało sprzedać „książkę o Krasnojarsku”, książkę o konkretnym mieście. Nie będę się czepiał tytułu (bo w kontekście treści – dla mnie – jest adekwatny), ale nota wydawnicza na odwrocie okładki jest… hmm… myląca. Dla kogoś, kto nie zetknął się z literaturą faktu nt Rosji, z Rosją w ogóle, ta książka będzie „wieczną dygresją”. Mam znajomych w Krasnojarsku, mam znajomych w Omsku, Irkucku, Ułan-Ude i w innych syberyjskich miastach. Dlatego Krasnojarsk Zero czytam z autentyczną przyjemnością. Wszystkim, którzy w temacie Rosji i południowej Syberii są „daleko”, gorąco polecam tą książkę! To pozycja dla każdego, kto chciałby dowiedzieć się czegoś o historii i współczesności Krasnojarska (i nie tylko tego syberyjskiego miasta) w solidnym kontekście historii całej Rosji i jej specyficznych uwarunkowań historyczno-politycznych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s