Firefox 21.0 i weechat 0.4.1 – pożegnanie z Iceweaselem oraz irssi | Chrome sucks!

Kolejny dist-upgrade mojego Linuxa przyniósł kilka rozczarowujących zmian. Dotychczas przyzwyczaiłem się, że java wysypuje się w kolejnych wersjach Opery, tym razem jednak w Operze wszystko działa poprawnie, a Iceweasel zaczął strzelać fochy. Pobrałem więc nową paczkę javy, skompilowałem, zaktualizowałem przez update-alternatives i… lipa. Poza tym Iceweasel 17.0.6 (debianowskie wydania – oprócz gałęzi experimental –  zawsze są nieco „z tyłu” wobec „prawdziwego” Firefoxa) nie obsługiwał kilku ważnych dla mnie dodatków, nie wspominając już o radykalnym zmniejszeniu dostępnych motywów wyglądu (w sumie najmniej istotna sprawa).

Nie wywaliłem Iceweasela – postanowiłem pobrać paczkę najnowszego Firefoxa 21 i wrzucić ją do ~/.firefox_browser, odpalając przeglądarkę właśnie z tej lokalizacji. Wiadomo, że w wyniku różnic pomiędzy społecznością Debiana, a Fundacją Mozilla, debianowskie repozytoria nie udostępniają pakietu .deb Firefoxa. Nie jest to jednak problem dla chcących na Debianie używać Firefoxa.

Wadą umieszczenia Firefoxa w /home jest to, że chcąc ustawić Firefoxa w Debianie jako przeglądarkę domyślną, po wpisaniu w konsoli:

# update-alternatives --config x-www-browser

… nie znajdziemy Firefoxa na liście. W necie jest jednak sporo wskazówek, jak ten problem rozwiązać. Ja „męczyłem” się z tym jakieś 15 minut, aż z nieocenioną pomocą przyszedł  kolega log0ut, który podesłał mi ten oto link. Kilka wstukanych komend i Firefox stał się domyślną przeglądarką w moim systemie.

firefox

Firefox 21 poprawnie radzi sobie z javą, wszystkie potrzebne mi dodatki są dostępne, więc bajka. Oczywiście będę czekał na nowe wydanie Iceweasela.

* * *

Od dosyć dawna mój ulubiony konsolowy klient IRCirssi, nie jest rozwijany. Nie grzebałem w necie na tyle, by szukać przyczyn, dla których deweloperzy tego najfajniejszego ircowego klienta przestali się nim zajmować, niemniej jednak skłoniło mnie to przesiadki na weechata. Weechat jest przyjaznym i wygodnym klientem IRC dla systemów uniksowych działającym w konsoli. Oczywiście miałem z nim do czynienia wcześniej i wiele lat temu aktywnie używałem go na Xubuntu, ale zawsze wracałem do irssi (nostalgia i przywiązanie). Teraz skonfigurowałem weechata dokładnie pod własne potrzeby i śmiga chyba nawet lepiej, aniżeli irssi.

bitlbee

mój weechat [okno wtyczki identi.ca w bitlbee]

Weechat wygląda naprawdę fajnie i czytelnie. Domyślnie po odpaleniu mamy po prawej stronie pionowy buffer z listą uczestników danego kanału (lub z listą znajomych – jeśli używamy w weechacie bitlbee), co w irssi było dostępne jedynie poprzez dociągnięcie odpowiedniego skryptu i odpalenie programu poprzez screen. Dzięki zestawowi skryptów możemy modyfikować wygląd i funkcjonalność naszego klienta IRC (co skwapliwie wykorzystałem). Konfiguracja – dla zaznajomionego nieco z konsolą – jest bardzo prosta (a po instalacji skryptu iset.pl – wręcz banalna), podobnie jak użytkowanie. Polubiłem weechata na tyle, że stał się moją „defaultową” aplikacją obsługującą IRC i – poprzez bitlbee – Jabbera oraz identicę.

* * *

Na koniec ciekawostka ze stajni (chlewni?) Google…

Od jakiegoś czasu Chrome (oraz l Chromium) wywala dziwne info, gdy ktoś próbuje wejść na mojego bloga. Po wpisaniu adresu wyskakuje takie oto coś:

chromium

Uwagę na to zwrócił mi ktoś na ircowym kanale, gdy chciał zobaczyć screeny mojego Linuxa na blogu. Poprosiłem zatem kilku innych znajomych używających Chrome/Chromium i wynik był dokładnie taki sam, jak na powyższym screenie… Zagrożenie malware’owe na moim blogu?! Yyyy?? Sprawdziłem odruchowo bloga na Iceweaselu i Operze (sądząc, że zmieniło się coś przez ostatnie godziny) i wszystko wyświetlało się poprawnie, a strona otwierała się bez żadnych ostrzeżeń bezpieczeństwa (dodam, że w przeglądarce mam sporo dodatków śledzących i skanujących potencjalne zagrożenia w sieci). Pieprzona google’owska maszynka do przeglądania netu była/jest zatem wyjątkiem…

Jakoś dziwnie się złożyło, że komunikaty w Chrome zaczęły pojawiać się mniej więcej w tym samym czasie, gdy zacząłem blokować w swojej przeglądarce wszelkie widgety i śledzące ścierwa pochodzące od Google (rzecz jasna również w czasie gdy jestem zalogowany na blogu i np. edytuję jakiś wpis). Zeskanowałem bloga chyba przez dziesieć skanerów on-line i wszystkie bez wyjątku potwierdziły brak jakichkolwiek zagrożeń ze strony http://www.discrust.wordpress.com

Blog jest zatem całkowicie bezpieczny.

Nie chcę tutaj spiskowo spekulować, ale google’owskiej przeglądarce i wszystkim narzędziom szpiegująco-śledzacym made by Google mogę powiedzieć jedynie: FUCK OFF AND DIE!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s