Prestigio PER3464B – eBook Reader

214788g

Kupiłem tani czytnik ebooków. Tani dlatego, że za robolską pensję nie stać mnie na droższy, a poza tym jakoś nie bawi mnie świecenie logiem  Kindle’a czy innego Sony w miejscach cokolwiek publicznych (zwłaszcza, że książki czyta się wszędzie…). Jako że to moja pierwsza dłuższa styczność z ustrojstwem pt. ebook-reader, nie będę tutaj się wymądrzał (Kindle’a miałem raz w życiu w ręku i jako „narzędzie do czytania książek” zrobiło na mnie jak najbardziej OK wrażenie… Gorzej z całą resztą –  Amazonem i korporacyjnymi shitami.).

Pierwsze wrażenie? Prestigio (w wersji tytułowej) rzeczywiście jest cienki i lekki. 88mm, 170 g + ekran 6”. Wszystko mieści się w kieszeni mojej brudnej kamizelki, czyli jest w porządku. Ekran E-ink świetnie odzwierciedla książkową czcionkę (oraz obrazy w kilkunastu odcieniach szarości), nie mam do niego jakichkolwiek zastrzeżeń.

Kwas pojawia się przy obsłudze. Menu nie jest karkołomne. Jest wręcz łopatologiczne. Problemem jest nawigacja; wczytując danego ebooka (dzieje się to szybko i sprawnie) przyciskasz klawisz kolejnej strony i… czasami reakcja ze strony reader’a jest żadna. Przyciskasz kolejny raz i jest OK. Wydaje mi się, że w czasach smartphone’owych procesorów liczenie kliknięć, to delikatna lipa. Na szczęście w trakcie czytania, Prestigio nabiera płynności o jaką naprawdę chodzi..

Kompletnie nie wiem, jak łamie tekst inny reader, niż Prestigio, ale mój ma problem po powiększeniu czcionki. Czasami łamie tekst do połowy (lub 3/4) ekranu, czasem mam całe 6” poprawnie złamane. Nie wiem, na ile jest to problem samego reader’a, a na ile twórców ebooków.

Czytanie – bajka! Oczy kompletnie się nie męczą, nawet przy małej czcionce, no ale to kwestia E-ink ekranu. Ekran nie wykorzystuje tylnego podświetlenia (jak LCD) i doskonale imituje papier.

Słuchanie audiobooków i muzy bez słuchawek warto sobie podarować; w tym modelu Prestigio ratują nas tylko słuchawki mini-jack.

Podsumowując: za [przeciętną] cenę 6 książek, warto było kupić tego reader’a. Czas pokaże, czy przyjebię się do kolejnych fukcji Prestigio PER3464B.

Robert Service – „Szpiedzy i komisarze. Bolszewicka Rosja kontra Zachód”

front

Szpiedzy i komisarze, to dosyć ciekawa praca historyczna opisująca okres bezpośrednio przed i po komuszej rewolucji. Książka jest jednak specyficzna, bo jej kontekst, to nie meandry bolszewickiej ideologii i suchych faktów nt nowej, krwawej zarazy jaka wraz z Leninem i Trockim pojawiła się w Rosji, a raczej „bolszewizm od kuchni”, ukazany z perspektywy polityki i dyplomacji światowej. Robert Service pisze o brytyjskich, francuskich, amerykańskich agentach infiltrujących rosyjskie społeczeństwo i nową – słabą, spanikowaną i momentami bezsilną – władzę sowietów. Opisuje też szczegółowo zjawisko fascynacji „nowym wspaniałym światem”, fascynacji eksplodującej wśród zachodnich intelektualistów, dziennikarzy i działaczy socjalistycznych. Jest to również książka o nowo kształtującej się siatce agenturalnej i o pierwszych szlifach sowieckiego wywiadu.

Jeśli Service pisze o newralgicznych faktach historycznych powiązanych z decyzjami Sownarkomu (masakra buntu kronsztadzkiego 1921 r., pacyfikacja mienszewików, eserowców, wreszcie decyzje Lenina w ramach czerwonego terroru, eskalacja głodu i maksymalnego wyniszczania społecznej tkanki rosyjskiej przez bolszewickich rzeźników, etc…), aktywność białych wojsk stawiających opór na Krymie i w północnej Rosji, czy poszczególne przemiany społeczne w Rosji sowieckiej, czyni to zawsze z punktu widzenia działań dyplomatycznych, agenturalnych i w świetle polityki zagranicznej.

Zbyt wiele wątków historycznych należałoby tutaj wymienić, by jakoś ogarnąć zakres wydarzeń, jakie bada brytyjski historyk w owej pracy. Ja wymieniłbym w szczególności niuanse polityki zagranicznej w trakcie i bezpośrednio po I Wojnie Światowej, szczególnie pomiędzy Francją, Anglią, Niemcami i Rosją… no właśnie, jaką? Już nie carską, ale… czym jest bolszewizm? Co zamierza Sownarkom, co dzieje się w Piotrogrodzie, jak długo potrwa międzynarodowe embargo handlowe z sowiecką władzą i kto pierwszy ów embargo złamie?

Poza tym Service rysuje przed nami antagonizmy wewnątrz bolszewickiej trzody, czyniąc to jednak z perspektywy agenturalnych notatek i pozakulisowych rokowań, o których próżno przeczytać cokolwiek w najbardziej prawicowych i ultra-lewicowych „podręcznikach” historycznych w jakimkolwiek kraju. Mało kto wie – jakkolwiek szokująco to zabrzmi dla kogoś powierzchownie zainteresowanego tematem bolszewickiego terroru –  że Lenin był jedną  z najbardziej ugodowych i kompromisowych postaci pośród pierwszej generacji bolszewików; idzie tutaj o ugodowość dyplomatyczną i handlową (szczególnie, jeśli mówimy o ówczesnym arcywrogu Europy i [carskiej] Rosji – Niemczech).

Biorąc pod uwagę moje osobiste zajawki historyczne, w Szpiegach i komisarzach szczególnie zainteresowała mnie kwestia strategicznej pozycji Archangielska w tamtym okresie, niebagatelna rola wojsk czechosłowackich [przebywających na terenie Rosji] w czasie wybuchu rewolucji październikowej (temat również „liźnięty” w książce Krasnojarsk Zero), ruch robotniczy w USA i znaczący wątek anarchistyczny w kontekście pierwszych reakcji anarchistów w USA na nowo powstały „sowiecki raj” (vide Emma Goldman i Alexander Berkman, którzy dostali konkretną i bolesną nauczkę, tuż po tym, jak stali się pożytecznymi idiotami Lenina, rozumiejąc – niestety po fakcie- że sowieckie społeczeństwo, to terror, nędza i zaprzeczenie jakichkolwiek wolnościowych wartości).

Rober Service popisał się znakomitą wiedzą i historycznym opracowaniem niuansów „rewolucji komunistycznej” w Niemczech (Róża Luxemburg – sowiecka propaganda/kasa vs niemieckie realia – rozczarowanie – klęska), permanentnymi kontaktami „pojedynczych” i podwójnych agentów Wielkiej Brytanii, Francji, czy USA… Generalnie jego książka, to rewolucja bolszewicka z punktu widzenia pieniędzy, rozległych siatek agentów, salonów, mocarstw, romansów, wyrachowania, kalkulacji. Przy pomocy źródeł historycznych Robert Service przedstawił nam jakże znany i prosty fakt: to, co komuś wydaje się ideą, wartością, polityką, poświęceniem, oddaniem, etc., ma zawsze drugie dno: zakulisowe pogadanki, skrytobójcze akcje, szpiegowskie smaczki, indywidualny bądź zbiorowy (zazwyczaj owa „zbiorowość”, to nieliczni beneficjenci) profit.

Pominąłem sporo tematów obecnych w książce – sami przeczytajcie i oceńcie. Dla mnie jedna z wielu wartych przeczytania prac historycznych.