Mad…

img201

Reklamy

Nowa identi.ca – rozczarowanie i pożegnanie

identi.ca była moim jedynym portalem mikroblogowym z jakiego korzystałem kilka lat. Zdecydowałem się na zarejestrowanie profilu tamże, przede wszystkim z uwagi na open source’owy charakter projektu i na specyficzną atmosferę panującą wśród użytkowników. 140 znaków, to relatywnie mało, by cokolwiek, komukolwiek zakomunikować, ale wystarczająco dużo, by zrobić to za pomocą kilku słów, tagu, grupy, linka…

Wieeeem, dokładnie tak samo działa Twitter, ale identi.ca, to zupełnie inna bajka. To nie masówka, gdzie stada gówniarzy pieprzą o tym, co zjedli, co wysrali, co zobaczyli na ulicy (dodanie foto z iShita – obowiązkowe). identi.ca jest wolna i niezależna  w pełnym znaczeniu tych słów. To właśnie tam zetkniecie się z undergroundem netowym. Stada geeków, nerdów, programistów, entuzjastów wolnego oprogramowania, czy po prostu tych wszystkich, którzy uświadamiają sobie doniosłość idei wolności w sieci i poza nią. Koloryt publikowanych statusów jest po prostu kosmiczny. Z kilkuletniego doświadczenia mogę powiedzieć, że identi.ca skupia w większości użytkowników FOSS (free & open source software) w niezliczonych konfiguracjach (dominuje Linux i BSD), aktywistów i hacktywistów, outsiderów, dziwaków, artystów, generalnie ludzi myślących, krytycznie, nastawionych do wszelkich ograniczeń wolności w sieci (i nie tylko w sieci). Na przestrzeni lat poznałem tam wielu przemiłych anarchistów, transgenders, maniaków „mojego” Debiana (i wszlekiej maści linuksowych entuzjastów), związkowców, artystów, geeków-ultras, linux-punków (kolejna półeczka dla lubiących szufladkowanie)…

Evan Prodromou, [współ]twórca identi.ca, zadecydował jakiś czas temu, że cały serwis zostanie przetransportowany na nową strumieniową platformę pump.io. Trwało to nieznośnie długo, ale wreszcie doszło do skutku. pump.io, to również projekt FOSS, każdy może postawić własny serwer – totalna decentralizacja. Wszystko mieści się w ramach tak przeze mnie ukochanej wolności w sieci (twitterowcy mogą co najwyżej zmienić tło swoich popłuczyn, a cały biznes 140 znaków trzyma za pysk „własnościowiec”). Wszystko jest OK, oprócz kilku znaczących motywów charakteryzujących mikroblogging właśnie…

Moim, zupełnie subiektywnym zdaniem, identi.ca zamieniła się w kolejną Diasporę* (choć nie do końca). W identi.ca nie ma już limitu 140 znaków na wiadomość, nie ma tagów, nie ma – przede wszystkim – grup i podglądu ogólnego strumienia czasu. Innymi słowy, identi.ca przestała być mikroblogiem.

Posiadając już profil na identi.ca, kiedyś tam odkryłem Diasporę* (o której pisałem już tutaj…) i zacząłem aktywnie używać obu „narzędzi”, które poprzez swoją specyfikę stały się dla mnie niejako komplementarne. Najczęstszym skojarzeniem w stosunku do Diaspory* było stwierdzenie: open source’owy Facebook, a w stosunku do identi.ca: open source’owy Twitter.

Tymczasem nowa identi.ca jest po prostu ewidentnym dublowaniem Diaspory*. Oczywiście różni się w szczegółach, ale sposób działania i funkcje – po przejściu na pump.io – są niemal identyczne. Po konwersji kont, aktywność starych użytkowników spadła na łeb na szyję… Pewnie dla kogoś, kto nie posiada konta/poda w ramach Diaspory*, rozwiązanie to może wydać się innowacyjne; dla mnie nowa identi.ca jest po prostu… zbędna.

identica

nowa identi.ca

Strzeliłem focha po przetransportowaniu kont, napisałem na swoim profilu, że nie podoba mi się konwersja i nie potrzebuję kolejnego klona Diaspory*. Na samej Diasporze* zdania są podzielone, dominuje jednak przekonanie, że identi.ca zmieniła się in plus. Kompletnie nie rozumiem takiego podejścia, tym bardziej, że od lat mam znajomych na obu platformach. I co teraz? Mam kopiować post z Diaspory* do identi.ca?

Diaspora* posiada swoje aspekty (Google+ bezczelnie zrzynając ideę i funkcje Diaspory*, nazwało ten element kręgami), tagi, ogólny strumień, opcję wzmianek – dla mnie jest w pełni funkcjonalnym open source-projektem, dbającym o prywatność (poziom owej prywatności może tylko śnić się po nocach userom Faceshita… Nie wspominam już o oczywistej możliwości postawienia własnego poda [serwera] w ramach Diaspory* – total decentral) i oddającym każdemu użytkownikowi pełnię kontroli nad własnym profilem.

Oba projekty bazują na tej samej filozofii i jest to ze wszech miar pozytywne. Nie widzę jednak powodu, dla którego miałbym debilnie powtarzać wpisy z Diaspory* na moim profilu na identi.ca. 140 znaków, to mikroblogging. identi.ca przestała taka być, więc… przestałem jej używać.

… a było tak miło …

Mój ID w Diasporze*: lukaso666@diasp.org – zapraszam do odkrycia wolnej i otwartoźródłowej/mózgowej społeczności! :)

Więcej info → TUTAJ

Zieleń na laserze…

Umówmy się, że pracuję w niezbyt interesującym miejscu, aczkolwiek lubię „mój” laser i samą pracę na nim (nie ma to jednakże żadnego pozytywnego przełożenia na gratyfikację za to najemne tyranie…). Ostatnio popełniłem dwie foty (jakości nędznej, bo zrobione telefonem), które wprowadzają w to nieznośnie industrialne miejsce „kawałek estetyki”, drobinę czegoś nie będącego wyłącznie pulsowaniem rezonatora i smrodem ciętej stali/aluminium…

Oto niespodziewany gość, który napatoczył się pod load-master (podajnik blachy do lasera)…

2013-08-09 21.34.37

… oraz coś zupełnie – z pozoru – abstrakcyjnego:

2013-08-28 19.19.41

Uwielbiam fakturę na tym drugim zdjęciu! Daję głowę, że nikt nie zgadłby, co to właściwie jest :) To po prostu fragment jednego z haków (w kształcie litery „S”), którego używa się w trakcie lakierowania gotowych produktów, z wieeeeeeloma warstwami zielonego lakieru (tłem jest powierzchnia laserowego słupka oznaczającego barierę, po przekroczeniu której laser samoistnie się zatrzymuje)…

Drobiazgi, które sprawiają, że robota w tym miejscu nie śmierdzi wyłącznie wyziewami helu, azotu i acetylenu…

P.S.: Owad został bezpiecznie przeniesiony poza teren stalowej masakry i wypuszczony na wolność…

* * *

2013-08-26 12.15.07

Przez ostatnie dni wyżywałem się na rowerze, zabierając jednak ze sobą książki. W ogóle musiałbym popełnić conajmniej kilka tłustych wpisów, by jakoś głębiej wgryźć się w treść tego, co ostatnimi czasy udało mi się przeczytać. Nie mam jednak głowy do tego – przynajmniej teraz. To, co czytałem znajduje się na moim profilu na lubimyczytac.pl – mocno polecam wszystkie książki (no, może oprócz Przenajświętszej Reczpospolitej, Piekary, która to książka – niestety – rozczarowała mnie) .

Czymś absolutnie nie do pominięcia jest Krzyk Czarnobyla, Swietłany Aleksijewicz – książka zawierająca relacje ofiar, świadków i „likwidatorów” katastrofy elektrowni w Czarnobylu. Przyznam, że mając jako takie pojęcie o tym, co wydarzyło się tamże 26 kwietnia 1986 roku, po przeczytaniu tej książki, spojrzałem na czarnobylską tragedię o wiele głębiej (przy okazji obejrzałem kilkanaście archiwalnych ukraińskich, białoruskich i radzieckich dokumentów mówiących o radioaktywnej masakrze) – koniecznie przeczytajcie Krzyk…!

Debian ma 20 lat!

Nieco spóźnione życzenia urodzinowe dla najlepszej dystrybucji linuksowej na tej planecie!

16 sierpnia Debian skończył 20 lat.

Happy-20th-Birthday-Debian

Максим Кантор – „Красный Свет”

maksim_kantor

Yeah! Udało mi się zdobyć Czerwone światło, Maksima Kantora, w oryginale :) Na polskie tłumaczenie przyjdzie zapewne czekać dosyć długo, więc tym bardziej przyjemnie będzie obcować z ta książką po rosyjsku. Mimo, że to dopiero druga książka Kantora (pierwszą był Podręcznik rysowania [Учебник рисования]), zebrała już mnóstwo pozytywnych recenzji.

Co ciekawe, nie wszędzie w Rosji porównuje się Czerwone światło do Mistrza i Małgorzaty, Bułhakowa (co miało miejsce w ostatnim numerze polskich Książek), niemniej sam zamysł, czy choćby bułhakowski klimat, skłaniają do zainteresowania się tym kawałkiem prozy. Wkrótce podzielę się wrażeniami po lekturze…

Czerwone światło mam w formie ebooka. Przyznam, że odkąd używam czytnika, jego pamięć pęcznieje z dnia na dzień, a relatywnie łatwiejszy dostęp do literatury czeskiej, czy rosyjskiej właśnie w wersji elektronicznej sprawia, że niemal każdego dnia rośnie „stos książek” do przeczytania w oryginale. Zdalne kupowanie papierowych rosyjskich książek (dzięki nieocenionej pomocy moich znajomych z Rosji) jest raczej drogą imprezą; ebooki zatem ratują mój robolski portfel.

Generalnie książki w Rosji są drogie, ale mimo tego, poziom czytelnictwa w tym kraju – w porównaniu z Polską – jest (łagodnie rzecz ujmując) jak Ural vs Żuławy Wiślane. W kraju nad Wisłą książka wciąż jest ekscentrycznym i dziwacznym zboczeniem… Cóż…

2013-08-22 06.31.26

Borys Kagarlicki – „Imperium peryferii. Rosja i system światowy”

2013-08-21 14.59.46

Mój nowy, dosyć opasły nabytek… Niebawem więcej nt tej mega-ciekawej książki.