Ostatni „Przekrój”…

6fed32f2114846b09d1fd2f802a304e9,641,0,0,0

Od wieeelu tygodni nie kupowałem Przekroju… Zapominałem, nie miałem kasy, kupowałem drogie kwartalniki i miesięczniki (te pierwsze o literaturze, podróżach i kulturze; te drugie: Linux, historia, rowery…) – powodów było kilka… Oczywiście wiem, kto był/jest właścicielem Przekroju, znam jego historię, wiem dlaczego ten numer, to ostatni numer.

Nie zdziwił mnie burdel wokół tego tygodnika. Rozczarowywał mnie jego poziom od baaaardzo długiego czasu. Naprawdę długiego.

Moja pierwsza styczność z Przekrojem, to wczesne lata 80-te. Miałem 6-7 lat, gdy przychodząc z rodzicami do wujka, natykałem się na półkę z setkami archiwalnych numerów. Przekrój był unikatowy dla takiego dzieciaka, jak ja. Był kolorowy (dopiero później poznałem Świat Młodych…), zawierał coś kompletnie różnego od Trybuny Robotniczej, Veto, czy Polityki (wtedy jeszcze wydawanej w klasycznym monochromie i w innym formacie, niż dzisiaj). Jednocześnie Przekrój nie był Kobietą i Życie, czy Przyjaciółką (chyba tylko te tygodniki pamiętam jako media z kolorowymi wkładkami).

Brałem na kolana kiladziesiąt numerów, odwracałem je ostatnią stroną do frontu i przeglądałem wszystkie „filutki”… Zawsze. Dopiero potem przychodziła kolej na całą resztę. Dla takiego gówniarza, Przekrój był wyjątkowy. Inny, niż całe to socjalistyczne, nudne ścierwo.

Wróciłem do Przekroju w czasach, gdy naczelnymi byli Najsztub i Ziomecki. Wtedy najczęściej kupowałem go regularnie. Czytałem wtedy również Politykę, ale postępująca michnikowszczyzna redaktorów/-ek, przyprawiała mnie o odruch wymiotny (do dziś nie znoszę zblazowanej Paradowskiej, nijakiego Passenta, quasi-socjalnego Żakowskiego i całej tej bandy bezbarwnych „dziennikarzy”, którzy stali się wyznacznikiem „rzetelnego dziennikarstwa”; towarzysz Michnik zgwałcił jednak mózgi dziesiątkom pismaków [choć przypuszczam, że był to dziennikarski gangbang, gdzie wszyscy byli usatysfakcjonowani…], których opinie do dziś są miarodajne – zupełnie nie wiadomo DLACZEGO…) .

Przekrój był zawsze inny. Niejako poza nurtem aktualnych spraw polityczych, bliższy szeroko (bardzo szerko!) pojętej kulturze, a jednak redaktorzy zawsze potrafili ująć społeczno-polityczne akcje w ciekawy sposób. Tygodnik za czasów „drugiej kadencji” Kurkiewicza czasem mi się podobał, a czasami mnie wkurwiał. Może dlatego, iż swojego czasu znajomi z Warszawy – znający kulisy – oświecili mnie, jak „bardzo lewicowy” i – przede wszystkim! – jak „bardzo feministyczny” jest Kurkiewicz. Żenada…

Ziomecka i Prokop, to -personalnie – jakaś porażka na stołkach naczelnych. Mam wrażenie, że Ziomecka, to dziewczynka z dobrego domu, pudrująca się na hipsterkę i wyluzowaną znawczynię „spraw ważnych”. A Prokop? Jeb, nie mam zdania – bezbarwność tej persony jako naczelnego TAKIEGO tygodnika sprawia, że usilnie pragnę go JEDYNIE na miejscu gospodarza śniadań w jednej z najbardziej wiejsko-komercyjnych stacji telewizyjnych. Muszę jednak powiedzieć, że za czasów tego duetu Przekrój zawierał sporo fajnych materiałów. Naprawdę.

Czy będę tęsknił? Nie. Przekrój, to – mimo wszystko – nie moja nisza/bajka/fascynacja. Szkoda tego tytułu, jako pewnego „symbolu” – od 1945 roku. Od zawsze tygodnik ten był moją lekturą w pociągach, autobusach, akademikach i… w moim kiblu. Za rurami doprowadzającymi ciepłą wodę na wyższe kondygnacje mojego bloku (w ubikacji), mam zatknięte całe dziesiątki Przekrojów i innych pism.

Cóż… R.I.P. – bez łez, z jakąś nutką sentymentu…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s