Chat otwarty

Przyznam, że stęskniłem się za czasami, gdy miałem okazję pogadać z Wami (a przynajmniej z częścią z Was), wieczorową porą, przy alkoholach wszelakich, poruszając szereg mniej lub bardziej ważkich tematów :) Dlatego też nieśmiało wydumałem, że moglibyśmy wrócić do tego sposobu komunikowania się.

Aby maksymalnie ułatwić Wam zadanie, zarejestrowałem kanał w jednej z sieci IRC (Freenode) – wystarczy tylko kliknąć i w Waszej przeglądarce pojawi się okno z chatem. Dla mniej zorientowanych i tych zupełnie zielonych w temacie:

  • pod zakładkami: „menu” oraz „o mnie | kontakt” (na tym blogu), klikacie w zakładkę „irc | webchat„;
  • następnie klikacie w grafikę i w osobnym oknie przeglądarki otwiera się okno chatu;
  • wpisujecie swój nick, kod antyspamowy z obrazka i klikacie „Connect”;
  • czekacie kilka sekund na połączenie z kanałem i po chwili jesteście już na ##grindterror – można zacząć gadać :)

Po lewej stronie znajduje się okno rozmowy, po prawej natomiast lista osób obecnych aktualnie na chacie. Wszystko, co piszemy na chacie ma charakter publiczny, rzecz jasna. Chcąc wysłać wiadomość prywatną do któregoś z uczesników chatu, klikamy na jego nick na liście i wybieramy opcję: „-query„. Wtedy otwiera się okno z rozmową prywatną. Opcja „-whois” pokazuje nam szczegóły połączenia wybranej osoby.

To chyba tyle. Zapraszam więc na kanał! :)

PS: logując się na kanał zapewne zauważycie przy moim nicku „@”… W nomenklaturze IRCa oznacza to, że jestem administratorem kanału ##grindterror. Informacja ta nie ma dla Was większego znaczenia, ale niedługo zostanie zapewne kąśliwie skomentowana przez log0uta :D

Reklamy

Krzysztof Krauze (1953 – 2014)

RIP

Jelena Czyżowa – Planeta grzybów (Планета грибов)

Najnowsza książka Jeleny Czyżowej, laureatki Rosyjskiego Bookera, autorki świetnego Czasu kobiet!

Planeta grzybów (Планета грибов) nie ma jeszcze polskiego wydania, ale zdobyłem oryginał, więc cieszę się tym bardziej! Oto słów kilka z rosyjskojęzycznego streszczenia książki:

Bohaterowie nowej książki Jeleny Czyżowej – on i ona. Kobieta i mężczyzna. Tłumacz, zakopany w rutynowej pracy i spełniona business-woman. On, inteligent, dla którego zepsuty zamek w drzwiach, to problem nie do przejścia. Ona, od piętnastego roku życia przyzwyczajona radzić sobie ze wszystkim sama. Wydawało by się – istoty z innej planety. Ale czy naprawdę różnią się aż tak od siebie?
Tak jak grzyby nie rosną bez grzybni, tak i człowiek wyrasta z przeszłości – kraju, miasta, rodziny. Ale co zrobić, gdy rodzicielskie więzy z przeszłości przyjmują bolesne formy? Czy nie lepiej je rozerwać, tym samym zmieniając swoje życie?

[tłumaczenie moje z LiveLib]

Niemiecki bubel. Jak nauczyłem się pastwić nad głupimi książkami

Cóż, każdemu bibliofilowi, a szczególnie temu zorientowanemu na jakąś konkretną tematykę, zdarza się kupić książkę, która jest nie tylko słaba merytorycznie (estetycznie, formalnie etc.), ale i wywołuje wkurw szczególnego rodzaju: człowiek wścieka się nie tylko na autora lipnej publikacji, lecz również na siebie samego – że wydał na coś takiego kasę.

Mowa tutaj o książce Borisa Reitschustera pt Ruski ekstrem. Jak nauczyłem się kochać Rosję. Kilka godzin temu skończyłem to czytać, zatem nie zadałem sobie trudu by sprawdzić, czy istnieje przekład rosyjski tego czegoś, ale jeśli istnieje, daję głowę że olbrzymia większość moich znajomych z Rosji (nawet tych spoza Moskwy), po przeczytaniu powiedziałaby zdziwiona: Бляя! Что за хрень?!

Serio, dawno nie czytałem tak bzdurnej, sztucznej i nudnej książki o Rosji. Nie chwaląc się, przeczytałem ich sporo, a dodatkowo na codzień częściej używam na kompie cyrylicy, aniżeli alfabetu łacińskiego; jednym słowem, jakoś tam siedzę w temacie Rosji, a co najważniejsze, mam kontakt z Rosjanami – zarówno w necie jak i w realu.  Ruski ekstrem, to niewątpliwie wypadek przy pracy jaki przydarzył się Autorowi – rodowitemu Niemcowi, który o Moskwie opowiada jak typowy Niemiec, patrzy na nią przez pryzmat mentalności typowego Niemca i niechcący zapewne, przyczynia się swoją pisaniną do utrwalenia stereotypu typowego Niemca. Sztywniachy, który w swoim mniemaniu przeżył „ekstremalną przygodę na Wschodzie”.

Już na początku książki coś mi nie pasowało. Oto bowiem młody Niemiec wyjeżdża do Moskwy, by zamieszkać w tej metropolii. Zaczyna swą opowieść od razu z grubej rury: mamy przygotować się na prawdziwy tytułowy ekstrem, na hardkorową jazdę po stolicy hardkorowego kraju. Wow!

Potem jest już tylko gorzej i gorzej…

Klatki schodowe w betonowych blokach śmierdzą! Windy są brudne, wadliwe i pobazgrane! Ruscy nie przestrzegają przepisów drogowych! Wszędzie panuje biurokratyczny chaos! Pracownica linii lotniczych w syberyjskim mieście nie potrafi pobrać opłaty niemiecką kartą kredytową! Rosjanie przeklinają, chleją wódę, dają i biorą łapówki! Wszystko to opisane w tonie: taaak! to się dzieje naprawdę, to rosyjska rzeczywistość!

Reitschuster wpada na starcie w dwie pułapki i do końca książki tkwi w nich bezradnie, nie zdając sobie zbytnio sprawy z owej bezradności; czytelnik odnosi wrażenie, że Autor nieco przygłupawo się uśmiecha i święcie wierzy w to, że Moskwa rysowana z jego perspektywy, to rzeczywiście Moskwa realna. Wracając jednak do pułapek…

Pierwszą z nich jest fakt, że Reitschuster opisuje swoje przeżycia jako „Niemca w Rosji” w ten sposób, że permanentnie konfrontuje zwyczajowe stereotypy Niemca i Rosjanina. Skąpstwo vs pijana szczodrość, sztywność vs zawadiackie rozbuchanie, rzeczowość vs „rosyjska dusza”, dyscyplina vs anarchia, oszczędność vs wieczna bieda, lśniące mercedesy vs rozpierdolone łady… I tak do końca czegoś, co wydawca nazwał (sic!) książką-przewodnikiem. Żeneda!

O ile ze stereotypami nt. Rosjan w tej książce można dosyć łatwo się rozprawić (w dużej mierze są one po prostu bzdurne, albo naciągane, o czym przekonał się każdy kto miał, bądź ma, styczność z mieszkańcami Rosji), o tyle to co pisze Reitschuster o sobie i swojej niemieckości w konfrontacji z cielskiem Moskwy brzmi tak, jakby Autor był po prostu klonem „typowego Niemca” – innymi słowy nie postrzega swojej niemieckości tak, jak postrzega obserwowaną rosyjskość – jako zbiór przywar. To właśnie druga pułapka.

Informacje o codziennośći w Moskwie – te bardziej, hmm… „neutralne” – w gruncie rzeczy opisywane są rzeczowo i bez polotu; po prostu Reitschuster nie odkrywa Ameryki i pisze to, o czym pisało przed nim wielu innych dziennikarzy z zagranicy. W dodatku czyni to w tak wąskim spektrum, że dyskfalifikuje go to, jako rzetelnego obserwatora życia Moskwian. Dlaczego? Czytelnik ma wrażenie, iż czyta książkę napisaną przez bogatego paniczyka, łażącego po restauracjach, biurach, wkurzającego się na wieczne korki w centrum Moskwy. Dość powiedzieć, że mieszka w budynku z ochroną, którego właścicielem jest rosyjskie MSW. Tytułowy ekstrem,  to wspomniane śmierdzące klatki schodowe, dziury w jezdni, nieuprzejme kelnerki, brudne kible w hotelach i dziurawe fotele w samolotach Aerofłotu.

A gdzie Moskwa betonowych dżungli, gdzie bezdomność, problem nielegalnej imigracji, gdzie mafia, gdzie przeciętny Rosjanin, bądź ten, który znajduje się od owej przeciętności oddalony o całe lata świetlne? O polityce w tej książce jest tyle, że ręce opadają. A przecież Moskwa, to również Kreml, kapitał i władza.

Reitschuster mimochodem opisuje też swoje „wycieczki” na Krym, na Syberię, czy do Osetii Północnej, chcąc nam przybliżyć życie „zwykłych Rosjan”… Hmm… nie wiem, ja na jego miejscu nie wspominałbym o takich „przeżyciach”, bo po prostu uznałbym to za totalny obciach; koleś pisze otwarcie o rzeczywistości, której kompletnie nie ogarnia swoim niemieckim umysłem wygodnisia.

OK, polski czytelnik może w ten sposób pastwić się nad bogu ducha winnym młodym dziennikarzem z Niemiec, bo w końcu i nas kopnął zaszczyt życia w jednym z demoludów, więc mniej więcej wiemy o co biega z postsowiecką mentalnością i jej pochodnymi. Totalną ściemą jednak – ze strony wydawnictwa Carta Blanca – jest wciskanie tej książki jako… przewodnika po Moskwie!

Ruski ekstrem może być ekstremalną lekturą dla statecznego emeryta z Bawarii. Po jaką cholerę wydawać coś takiego w Polsce? Nie wiem. Wiem, że nie warto kupować tej książki – szkoda i kasy i czasu na jej czytanie. Na szczęście nie możemy narzekać na brak kompetentnego i ciekawego reportażu nt Rosji – zarówno tego polskiego jak i zagranicznego. Amatorkę pozostawmy Bawarczykom po 60-tce…

Все, пока!

Niedawno kupione…

Za niemal ostatnie pieniądze zrobiłem sobie prezent. Po lekturze książki Barbary Demick postanowiłem, że zagłębię się jeszcze w tematykę Korei Północnej. Muszę jednak przyznać, że jeśli chodzi o polskojęzyczne publikacje specjalistyczno-reporterskie w tej materii, nie mamy tak bogatego wyboru jak np. w krajach anglosaskich, czy choćby w Rosji. Tym bardziej więc cieszy książka Johna Sweeney’a, Korea Północna. Tajna misja w kraju wielkiego blefu.

Kolejna rzecz, którą pochłonę z przyjemnością jest Batman Apollo, Wiktora Pielewina. Strasznie lubię jego twórczość, zatem zakup ten nie dziwi. Wkurzyłem się tylko po fakcie, albowiem znalazłem wydanie w oryginale za niespełna 12 PLN; co prawda ebook, ale cena w porównaniu z polskim wydaniem (40 PLN) wypasiona!

Na dniach zabiorę się za recenzje w/w książek i paru innych, które ostatnio przewinęły mi się przez ręce.

Blue AwesomeWM

Dwa miesiące bez linuxa… Pewne okoliczności przyrody spawiły, że musiałem obyć się bez kompa. Tym bardziej miło było zobaczyć znowu desktop z moim ulubionym menadżerem okien. Zrobiłem dist-upgrade, uczesałem trochę to, co się po drodze wysypało (czysta kosmetyka: edit mpd.conf, porządek we wtyczkach audio/video itp.), no i przede wszystkim rozjaśniłem nieco pulpit, przez co stał się bardziej kontrastowy. Zmieniłem paletę kolorów w .Xdefaults i parę dupereli w rc.lua i theme.lua. Efekt jest taki:

ccc_dirty1Poza tym na nowo zainstalowałem identicurse (konsolowy klient GNU Social i StatusNet) i odświeżyłem newsbeutera. Pozostało mi jedynie wywalenie krzaków i błędów w skrypcie dźwiękowego powiadamiania w weechacie. Wszystko inne śmiga bajkowo. Oldschool CLI design rządzi!

Kawa i Morfina

Wieczorową porą, radiowa Dwójka i Kindle z Morfiną, Szczepana Twardocha…

Dziwnie czyta mi się tą książkę, ale nie sposób oderwać się od niej, ot tak. Wciąga.