@JeSuisAnarchiste

Podły nastrój skłania do refleksji, cynicznych uwag, malkontenctwa i drażnienia się z rzeczywistością… Tym bardziej, gdy tragedia i farsa linearnie suną przez otaczającą nas rzeczywistość. Ten specyficzny rodzaj zrezygnowania ze świata i zmęczenia nim lepi się do mnie, szczególnie po ostatnich wydarzeniach w Paryżu i po reakcjach na nie. Byłbym idiotą, gdybym popłynął z nurtem medialnego ścieku pt.: @JeSuisCharlie i temu podobnych spazmów po atakach kolejnych pojebów, którym religia do reszty wyprała mózgi.

Nie przekonuje mnie ani trochę „ekumeniczny” bełkot umiarkowanych religijnie „autorytetów” islamu, chrześcijaństwa, czy judaizmu, że w gruncie rzeczy religia nie ma z tym nic wspólnego, że monoteizmy trzęsące sporą częścią świata, to wyłącznie źródło miłości i wzajemnego szacunku. W tym kontekście pamiętamy o kryzysie irlandzkim poprzedniego wieku, widzimy jak kwitnie osadnictwo żydowskie na ziemiach palestyńskich, o islamskich formach fundamentalizmu nie wspominając. Przemoc i rzeź jest wpisana w te ohydne anachroniczne cielska religijne od samego ich zarania. Na nic zdają się wszelakie czary-mary i lukier miłości wylewający się z cytatów ksiąg świętych. Ekstremizm religijny  jest skorelowany z innym rodzajem przemocy wewnątrz trzech wielkich monoteizmów – z instytucją dogmatu. Dogmatyzm i przemożna chęć jego egzekwowania rodzi sprzeciw reformatorów, co prowadzi do schizm i wszelkich innych pęknięć – po to by zrodzić nową jakość religijnej materii, która w większości przypadków jest równie dogmatyczna, jak „pierwowzór” (o ile nie bardziej); zmieniają się jedynie pryncypia lub intensywność ich przeżywania / wprowadzania w życie.

Ta (nomen omen) śmieszna i karykaturalna akcja solidarnościowa z zabitymi dziennikarzami w Paryżu nie zwraca uwagi na fakt, że gazeta, w której publikowane były owe „satyryczne rysunki”, to rasistowskie i seksistowskie piśmidło z poczuciem humoru na poziomie naszych Faktów i Mitów (czyli wieś i prostactwo). Mnie taki humor po prostu nudzi albo wkurwia – w zależności od poszczególnych rysunkowych potwórków. Mogę nazwać siebie i ateistą i antychrześcijaninem. Mógłbym oczywiście nazwać się antyislamistą, bądź antyjudaistą w wartswie filozoficznej (czy – jak kto woli – życiowej po prostu), ale ma się to nijak do tej przestrzeni kulturowej, w jakiej przychodzi mi codziennie funkcjonować. Inaczej sprawa miałaby się, gdybym mieszkał w którejś z europejskich metropolii, gdzie kwestia monopolizowania przestrzeni publicznej przez islamskich radykałów jest na tyle poważna i aktualna (aczkolwiek obecna w Europie od dziesięcioleci), że trudno byłoby obok niej przejść obojętnie.

Problem jednak w tym, że mój sprzeciw i ewidentny wkurw wobec islamskich radykałów uzurpujących sobie prawo do „przejmowania” pewnych obszarów publicznych jako swoich, nie wynika ani z rasizmu, ani z mieszczańskiego „szoku” po latach wygodnego gnicia w enklawach klasy średniej. Życie na kredyt i tępe poczucie stabilizacji pękły jak mydlane banieczki.

W tym kontekście naprawdę nie interesuje mnie, czy przez debila zawłaszczającego przestrzeń publiczną przemawia Allach, czy inny Jezus. Jeśli nie mogę przejść daną ulicą, ponieważ jestem „niewierny”, jeśli gdzieś tam muszę się pokłonić, bo wymaga tego nie mój symbol religijny, albo moje uszy są gwałcone przez dzwony i głośniki wystawione przed kościołami – wtedy mówię NIE! To w sumie groteskowe, że żyjemy w czasach, gdzie to ja muszę tłumaczyć podstawy mojego ateizmu, by przypadkiem jakiś religijny „wrażliwiec” nie poczuł się dotknięty, podczas gdy od lat, od wieków, to właśnie religijni popaprańcy (mowa o tych nadgorliwych mendach, którzy gotowi są zawsze i wszędzie postawić jeszcze jeden krzyżyk, którzy zbudują jeszcze jeden meczet, etc…) zachowują się tak, jakby to świeckość przestrzeni publicznej – sama w sobie – była dla nich największym zagrożeniem.

Źródłem owego problemu w Europie jest sama Europa i jej kulturowy konstrukt. Kiedy słyszę w mediach, że „w gruncie rzeczy polityka imigracyjna i polityka integracji imigrantów ze społeczeństwami europejskimi była i jest prowadzona rozsądnie”, ogarnia mnie pusty śmiech. Fakt (rzecz oczywista, słuszny) otwartości na imigrantów (tutaj akurat mówimy o imigrantach z krajów islamskich) nie rozwiązał i nie rozwiązuje problemu. Polityka socjalna wobec tych ludzi – również. Imigranci mający poczucie bycia obywatelami drugiej, czy trzeciej, kategorii są żywym dowodem na to, że gdzieś po drodze pomylono i zmiksowano jak w blenderze dwie kwestie: poczucie minimalnej choćby satysfakcji socjalno-bytowej tych ludzi (uogólniam w tym momencie, biorąc pod uwagę spore – paradoksalnie – rozwarstwienie wewnątrz etniczno-religijnych społeczności islamskich w Europie) z europejską otwartością pod sztandarem multi-kulti.

Drążąc dalej temat, natykamy się na kolejne spirale tak kurewsko trudne do ujęcia w cokolwiek spójnego! Jeśli imigranci z krajów islamskich w drugim, czy trzecim pokoleniu żyjący w Europie (zatem – w większości – tracący formalnie status imigranta, a będący – równie formalnie – obywatelami danego kraju) z jednej strony nie mogą, a z drugiej strony nie chcą (czy to częściowo, czy całkowicie) wpisać się w przestrzeń kulturową Europy.

Kolejny zawijas… Nie mogą, bo pierdolona europejska kultura samozadowolenia integralnie połączona z jej quasi-wolnorynkowym dobrobytem, stawia na lenistwo w obrębie życia prywatnego (po pracy) i na poczucie satysfakcji z „osiąganych celów” (zazwyczaj na kredyt – zatem w pracy). W skrócie – spora część imigrantów nie ma wjazdu na tą naszą kaleką dyskotekę pt: Europa. Nie ma zdolności kredytowej, nie ma stałych (oficjalnie przyklepanych przez fiskalne pijawki) dochodów, a jeśli ma, to są one śmiesznie małe, by wskoczyć na wyższą półkę społecznej tolerancji (nie mówiąc o akceptacji). Nikomu nie trzeba mówić, że tak rodzi się „poczucie frustracji” (jedna z ulubionych zabawek medialnych ekspertów-w-temacie)…

A co z tymi, którzy nie chcą? Oczywiście obie grupy są przemieszane, ale zdarza się, że niektórzy pryncypialnie nie chcą. Jeśli chcą zachować swoją integralność kulturową, religijną i drażni / rozczarowuje / wkurwia ich ten nasz (europejski) syf? Co wtedy? Ano mają do tego prawo. Pełne prawo. Kontynent, na którym żyjemy płaci właśnie konkretną cenę za syfiastą ekspansywność w innych częściach świata (gdyby żył Fanon [niezbyt – łagodnie mówiąc – lubię marksistów], pewnie napisałby dziś kolejną część Wyklętego ludu ziemi…). To nie żart. Owa multi-kulti otwartość nie znała takich hardkorowych akcji, ponieważ europejskie społeczeństwa olały temat imigrantów, gdy skończyła się epoka kolonizacji (przynajmniej tej rozumianej XIX-XX-wiecznie), uznały, że resztę załatwi – tak tak! – państwo. A państwo jak zwykle wszystko spierdoliło.

Dochodzimy do tych, którzy nie chcą, ale z religijną premedytacją. Bo Allah, bo Koran, bo chuj wie jeszcze jaki mułła… Tutaj kończy się nie tylko przychylność, otwartość i empatia ale i moja tolerancja. Sorry. Jeśli gnijesz w tym samym syfie, co ja – czyli w Europie – i chcesz mi powiedzieć, że powinienem/muszę zmienić to i to, że tak „będzie lepiej” dla mnie, a jeśli tego nie zaakceptuję, to jakieś piekła i inne podobne czekają na mnie – do widzenia! Jeśli będziesz starał się wprowadzać w życie swoje religijne spazmy w przestrzeni publicznej – na pewno się spotkamy. Jeśli powiesz, że twoja religia czegoś zabrania, a to czego zabrania, robię właśnie ja – fuck off! :)

Z uśmiechem. Z tym, że ja nie jestem Charlie. Nie jestem tą gazetą. Nie jestem tą wartością. Nie jestem tą Europą.

Jestem anarchistą i mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem, że optyka bezpaństwowa, to jak balsam na multikulturalizm!

PS: tekst – jak widać – mocno nieuczesany. Polemiki jak najbardziej mile widziane. Proszę się liczyć z moimi dookreśleniami (jak wypocznę,hehe)…

One thought on “@JeSuisAnarchiste

  1. Intrygujesz i drażnisz :D
    Że też mi się po wpisaniu pierwszej litery „d” , Twój blog zamiast mojego wrzuca…a tu taki czad szczery na temat!
    Kurde, chyba nie dam rady do wiosny i przeniosę się na strych, aby podjąć temat.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s