Książki – hurtowo…

Tym razem hurtowo w jednym wpisie o paru książkach, które jakoś tam ruszyły mnie w ostatnim czasie. Nie mam czasu, by o każdej pisać szczegółowo, nie wspominając o tym, by zrecenzować wszystko, co wpadło mi w ręce na przestrzeni ostatnich tygodni/miesięcy…
Tak więc w pięknych i urokliwych okolicznościach niedzielnego popołudnia, przy kojących dźwiękach playlisty pod jednoznacznym tytułem: Grindviolence oraz przy buteleczce ekstremalnie zmrożonego samogonu 65%, zaczynam!

Paweł Pieniążek – Pozdrowienia z Noworosji

Szacun! Gość młodszy ode mnie o 10 lat, jako jeden z pierwszych dziennikarzy udaje się w sam środek kotła wojennych działań w zbuntowanych regionach wschodniej Ukrainy! Ta książka, to doskonała reporterska robota przetykana mnóstwem fotografii dokumentujących to, co Autor widział.
Paweł Pieniążek dociera do miejsc, gdzie ludzie z dnia na dzień tracą domy, cały dobytek, wreszcie życie… Wśród ocalałych rodzi się potworna gorycz i wściekłość na władze w Kijowie, gdzieś majaczy nadzieja na to, że dwie nowe republiki ludowe (doniecka i ługańska) zapewnią im choćby odrobinę stabilizacji.
Reportaże Pieniążka nie są jednak jednostronnym peanem ku chwale „ludowym powstańcom”. Jest to zbiór rzetelnych faktów, obejmujących zarówno stanowisko i działania Kijowa od czasów Majdanu do momentu otwartych działań wojennych na wschodzie Ukrainy, jak i próba dotarcia do środowisk decyzyjnych po przeciwnej – prorosyjskiej stronie. To wreszcie zbiór autentycznych relacji ludzi zamieszkujących obszary konfliktu. Ludzi zmęczonych, zawiedzionych, albo fanatycznie oddanych jednej ze stron, albo zobojętniałych na wszystko, co dzieje się wokół, chcących zaznać spokoju gdzieś z dala od piekła wojny.

Czytając Pozdrowienia z Noworosji, tłumaczyłem jednocześnie opinie moich znajomych ze Wschodu, właśnie nt owego konfliktu. To wyjątkowe doświadczenie. Rozmawiam z młodymi ludźmi z Ługańska i Doniecka, czytając jednocześnie reportaże Pieniążka… Gorąco polecam ten niewielki w gruncie rzeczy zbiór reportaży. W mainstreamowych mediach na próżno szukać podobnych relacji – w tym sensie, że stanowią one margines informacyjny. Poza tym, jak wszyscy zauważamy, oficjalne media przetrawiły i wydaliły już ten temat, w zgodzie z logiką, że ma być szybko, szokująco i po łebkach, a potem wyruszamy z kamerami na kolejny żer… Dlatego właśnie warto przeczytać Pozdrowienia z Noworosji – żeby nie zapomnieć o tym dramacie!

Sławomir Cenckiewicz – Wałęsa. Człowiek z teczki

Solidny zbiór faktów, popartych dokumentami (których w 1989 i wcześniej nie udało się zniszczyć) i relacjami świadków.  Książka ta jest tym ważniejsza, że młodsze pokolenie urodzone grubo po stanie wojennym, czy nawet grubo po Okrągłym Stole i tak posiada lipną wiedzę historyczną (historia?! w epoce Wikipedii i Faceshita?! fuuuj!) nt wydarzeń ostatnich dziesięcioleci, a opiniotwórcze (wybiórcze – w tym wypadku są to słowa-synonimy) media oraz tzw. „autorytety” i tak zrobiły już mnóstwo, by zabetonować w społecznej świadomości bajki o Wałęsie, który zniszczył komunizm, o Okrągłym Stole jako jedynym wyjściu z opresyjnego reżimu i o tym, że olbrzymia część ówczesnej Solidarności, która odrzuciła opcję kompromisu z komuchami, to radykałowie, popaprańcy i kato-fanatycy.
Prawda jest jednak zupełnie inna. Pisząc „prawda” mam na myśli nie tylko zbiorową pamięć środowiska solidarnościowego, które już w trakcie wydarzeń w Gdańsku w 1970 roku zauważyło, że z Wałęsą jest coś nie halo, że być może jest kapusiem. Cóż, był owym „Bolkiem”, współpracował z ubecją, brał za to kasę, co w późniejszym okresie determinowało wszystkie jego posunięcia strategiczne w „walce” z komuną… „Walka” owa w konsekwencji stała się patologiczną symbiozą dwóch środowisk, które – na plecach klasy robotniczej skupionej w wielomilionowej Solidarności – wylazły na powierzchnię III RP i rządzą nią do dziś.
Prof. Paweł Wieczorkiewicz, tuż przed śmiercią powiedział, że w gruncie rzeczy, biorąc pod uwagę wszystkie uwarunkowania, które doprowadziły do Okrągłego Stołu, Polska wciąż jest krajem postsowieckim, gdzie służby byłej PRL koegzystują z „opozycją”. Zgadzam się z profesorem w całej rozciągłości. Cała klasa polityczna [tam]tej generacji (gwałcąca mózgi ludzi po dziś dzień) i obecne media głównego nurtu, to twór do szpiku kości postsowiecki. A „Bolek” jest niejako sztandarowym przykładem tego, jak można upierdolić sobie ręce współpracą ze zbrodniczym reżimem i jednocześnie kreować się na zbawcę Europy Wschodniej. Nie chce mi się przytaczać tutaj jakichkolwiek wypowiedzi tego politycznego bankruta. Smutne jest to, że niezbyt rozgarnięty megaloman z pokojowym Noblem wciąż jest jakimś symbolem dla świata. Może za 50-80 lat historia skoryguje błędy i ewidentne kłamstwa nt tego człowieka. Dla mnie Wałęsa jest nie tylko człowiekiem z teczki. W kontekście solidarnościowego zrywu jest dla mnie nikim, albowiem porzucił niemal na starcie wszystkie idee samorządnego ruchu związkowego i tradycji robotniczych zrywów.
Nie mam wpływu na to, że ta część Solidarności, która dochowała wierności ideałom jakie wyrosły po masakrze ’70 na Wybrzeżu, to patriotyczne kato-bogoojczyźniane środowisko. Nie chcę uogólniać, ale w etosie Solidarności najbardziej ceniłem i cenię konsekwencję i wierność ideałom robotniczego ruchu związkowego. Dlatego z szacunkiem odnoszę się do Anny Walentynowicz, Andrzeja Gwiazdy, czy Kornela Morawieckiego (nazwisk podobnych do nich ludzi są setki, jeśli nie tysiące) – z szacunkiem podałbym im dłoń (Walentynowicz – RIP).
Parafrazując bohatera książki Cenckiewicza, nogę podałbym tym wszystkim, którzy zbratali się z tym kurewskim systemem opresji i zbrodni – na czele z Bolkiem, Michnikiem, Geremkiem, Kuroniem i całym stadem budowniczych III postkomunistycznej RP.

Refleksja: Cenckiewicz, to prawicowa świnia, idiota, oszołom, fanatyk – tak nazywają go ci, którzy go nie czytali, albo ci którzy czytali i  wyznają jedynie słuszną wykładnię historii najnowszej made in michnikowszczyzna. Ja czuję się tym bardziej niekomfortowo, jako anarchista. Cóż, znam ten wątek historii Solidarności, który odnosi się do myśli lewicowej, a jednak nie jest częścią szmaciarskiego sojuszu z takimi „ludźmi honoru” jak Kiszczak czy Jaruzelski. I mówię tutaj o autentycznej tradycji związkowej, równie wiernej ideałom robotniczej walki o samostanowienie w miejscu pracy, jak i poza nim.

Wałęsę z teczki trzeba przeczytać! On tam tkwi od 1970 roku!

Douglas Boyd – Ekspansja Kremla. Historia podbijania świata

Kolejna książka, której tytuł sugeruje, że mamy do czynienia conajmniej z solidnym monograficznym dziełem. Ekspansja… jest jednak zbiorem faktów historycznych w pigułce. Boyd analizując historię Rosji od czasów mało znaczącego księstwa moskiewskiego do dziś, robi to niezwykle pobieżnie, mało miejsca poświęcając zarówno okresowi carskiemu, jak i współczesnej Rosji Putina. W miarę solidnie Autor obszedł się z okresem panowania komunistów.
Próba odpowiedzi na pytanie, jaki tak naprawdę mechanizm rządzi Rosją i dlaczego ma on charakter ekspansjonistyczny, powiodła się Autorowi najwyżej połowicznie (jeśli w nie mniejszym stopniu). Dla czytelnika nie zaznajomionego z historią Rosji, Ekspansja Kremla będzie lekturą interesującą. Dla wszystkich siedzących w temacie głębiej, publikacja Douglasa Boyda nie wniesie zbyt wiele nowych wątków.

Witold Szabłowki – Zabójca z miasta moreli. Reportaże z Turcji

Bardzo sprawnie napisane reportaże-kolaże nt Turcji, sięgające do historii (z polskim wątkiem) jak i opisujące współczesne problemy tego kraju. Strategiczne położenie Turcji, styk Wschodu z Zachodem, miejsce wrzenia wielu tradycji i nie zabliźnionych ran. Konflikty na styku świeckich dążeń państwa z islamską opozycją, problem ultrakonserwatywnych, seksistowskich zwyczajów prowincji, prostytucja i handel ludźmi, Kurdowie i ich niepodległościowe dążenia, dramat nielegalnych uchodźców masowo topiących się w drodze ku greckim wyspom i wolności, prozachodnie aspiracje i mur sprzeciwu wobec euroentuzjastycznych sił…
To wszystko i nieco więcej znajdziecie w tej niewielkiej książce Szabłowskiego. Polecam!

Anna Politkowska – Rosja Putina

Chyba tylko najbardziej żałosny proputinowski beton i posłuszne Kremlowi media twierdzą, że Politkowska zginęła przez przypadek, a nie na zlecenie najwyższych władz. Tradycja uśmiercania przeciwników politycznych i ludzi niewygodnych władzy, podbudowana paranoicznym strachem przed opozycją i chęcią permanentnej kontroli społeczeństwa, sięga czasów carskich. Dopiero rzeźnicy Dzierżyńskiego pod sztandarem leninowskiej bezpieki i szereg jego następców tradycję tą doprowadziły do perfekcji. Putin, wierny tradycjom KGB/FSB, stworzył specyficzny system polityczno-ekonomiczny złożony z siłowników i garstki zaufanych oligarchów, a tradycję powyższą z powodzeniem stosował i stosuje do dziś.
Politkowska, jakkolwiek by nie oceniać jej politycznych przekonań, była jedną z najodważniejszych dziennikarek w postsowieckiej Rosji. W sposób bezlitosny punktowała ona patologiczny system zależności resortowo-osobistych w konstruowaniu postsowieckiego aparatu władzy lokalnej, nie miała ona litości dla tysięcy przekrętów za jakimi stała władza na najwyższym szczeblu, dociekliwie badała wszystkie zagadkowe morderstwa ludzi mniej lub bardziej niechętnych Kremlowi dziennikarzy i aktywistów. W czasie ataku terrorystów w teatrze na Dubrowce, Politkowska była negocjatorem pomiędzy władzami, a Czeczeńcami.
Była od początku nieprzejednanym wrogiem wojen czeczeńskich i upubliczniała wszystkie zbrodnie akceptowane i inicjowane przez Putina i najwyższych przedstawicieli wojska. Zajmowała się gigantyczną korupcją i przekrętami w handlu ziemią i nieruchomościami w Petersburgu i Moskwie. Opisała szczegółowo zabetonowaną strukturę sprzedajnych sędziów i ich alianse z mafią (przykład z Jekaterynburga), wreszcie pochylała się nad wieloma przypadkami niesprawiedliwości wobec zwykłego człowieka, przerwała mur milczenia wokół poborowych traktowanych w rosyjskim wojsku gorzej, niż zwierzęta. Innymi słowy – Anna Politkowska była wszędzie tam, gdzie putinowski terror i postsowieckie układy w połączeniu z podejrzanym kapitałem rozrywały Rosję na strzępy.
Pisała językiem odważnym, czasem nawet agresywnym, nie bawiła się w ozdobniki i nie omijała tematów, których – z obawy przed represjami czy otwartymi groźbami – nie podejmowali inni opozycyjni dziennikarze. W świetle reportażu, czy szerzej – literatury faktu, można powiedzieć, że tam gdzie Swietłana Aleksijewicz kończyła swoją diagnozę homo sovieticus i patologii władzy, Politkowska ruszała do ataku, by ostatecznie i imiennie oskarżyć tych, którzy winni są tego, jak wygląda współczesna Rosja.
7 października 2006 roku, Anna Politkowska zginęła w windzie swojego domu (strzał w głowę), a zabójcą okazał się były oficer policji.
Rosja Putina, to zbiór tekstów i felietonów będących tematycznym przekrojem tego, czym zajmowała się Politkowska w swojej heroicznej pracy. W czasie lektury odniosłem jednak wrażenie, że polskie tłumaczenie (Tristana Koreckiego) jest nieco kulejące – wrażenie to pojawia się sukcesywnie w czasie lektury. Dlatego też, wszystkim znającym język rosyjski, gorąco polecam choćby krótkie archiwum tekstów Politkowskiej w Nowej Gazecie (Новая Газета – ostatnie miejsce pracy Anny Politkowskiej) i generalnie wszystkie inne jej teksty w oryginale.
Lektura obowiązkowa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s