Москва приехала!

yerba

Leniwa sobota z yerbą i z książkami… Nadrabiam zaległości w lekturach po mocno wyczerpującym tygodniu, który jednak miał swój baaardzo miły akcent. Jak powszechnie wiadomo, życie to dziwka i raczej nie rozpieszcza pełzających po tym łez padole. Bywa, że kumoterstwo, kolesiostwo i rozmaite układziki w obrębie małej grupy, jaką jest środowisko robolskie, biorą górę nad pracowniczą solidarnością; skutek – przynajmniej dla mnie – jest taki, że wylatuję na gorsze stanowisko z przyczyn tak mętnych, że aż nie chce mi się o tym myśleć. Pierdolony oportunizm i polaczkowata mentalność wciąż drążą w ludzkich łbach dziury, niestety…

Pozytywnym akcentem tego tygodnia była jednak wizyta moich znajomych z Moskwy, którzy w drodze do Amsterdamu zatrzymali się u mnie na dwa dni. Z racji odległości i jebniętych politycznych uwarunkowań, rzadko zdarzają się takie odwiedziny, więc każda wizyta z Rosji cieszy tym bardziej! Nastja, Ilja, Liosza i Danił po nocy na warszawskim squacie (Ignacy, dzięki raz jeszcze za pomoc!!!) i hardkorowej jeździe z Krakowa, dotarli w moją leśną głuszę. Mimo zmęczenia moich gości, nie było mowy o jakimkolwiek śnie, więc po kolacji zabalowaliśmy nieco przy polskiej wódce i piwie, do rana niemal gadając o milionie różnych rzeczy, o kontrastach i podobieństwach, o wszystkim, co po obu stronach nowej, unijno-rosyjskiej, żelaznej kurtyny… Jak zwykle budującym akcentem jest to nasze anarodowe (czy nawet antynarodowe) poczucie wzajemnego zrozumienia w ramach DIY HC/punk sceny. Dzięki temu nie ma mowy o jakimś „szoku kulturowym”, jaki przeżywają co niektórzy zbytnio przyspawani do narodowych wzorców, przyzwyczajeń, odbijający rzeczywistość przez kalkę kulturowych mikro-kodów (vide pewien sfrustrowany Niemiec piszący o Moskwie).

Dość powiedzieć, że były to dwa baaardzo miłe i budujące dni z ludźmi, z którymi więcej nas łączy, aniżeli dzieli. Żadna polityczna świnia wymachująca biało-czerwoną szabelką, czy krasnym sztandarem wojny ojczyźnianej nie jest w stanie zniszczyć przestrzeni, gdzie ludzie z Polski i Rosji swobodnie porozumiewają się, a nić tego porozumienia jest o wiele trwalsza i – mam wrażenie – cechująca się większą szczerością, niż to, co my obecnie uważamy za „naturalne”, czyli dosyć powszechne kontakty z ludźmi i kulturą Zachodu. Mam na myśli to, że zapominamy o swojej „wschodniości”. Doskonale zrozumie mnie każdy, kto mieszka na linii Suwałki – Białystok – Biała Podlaska – Lublin – Sanok.
OK, jestem rusofilem, ale właśnie dlatego cieszą mnie wizyty moich rosyjskich przyjaciół, bo konfrontuję swoje rusofilstwo z rzeczywistością, w jakiej oni są codziennie zanurzeni, przez co nie tylko unikam idealizowania Rosji jako takiej i gdy słyszę od nich: жить в России сейчас это польный пиздец!, wiem skąd takie gorzkie słowa.

Ruska ekipa pojechała do Berlina, a potem do Amsterdamu, a ja zostałem ze wspaniałymi wspomnieniami i już zacząłem za nimi tęsknić. Na „osuszenie łez” otrzymałem mały zapas Biełomorów, o które zwyczajowo proszę, gdy ktoś z Rosji przyjeżdża do mnie. Od wieeelu lat mam zwyczaj próbowania najtańszych (zazwyczaj bezfiltrowych) papierosów z każdego kraju, w jakim bywam; z racji tego, że w Rosji jeszcze nie byłem, Biełomory przywożą mi znajomi (w Polsce niemal niedostępne). Są one nie tylko specyficzne, jako papierosy (filter – będący po prostu tekturową rurką pustą w środku – to ¾ długości papierosa), ale posiadają swoją historię – krwawą i ponurą. W Polsce fajki te znane są głównie z radzieckich filmów, w których robotnicy, inżynierowie, oprychy, KGB-iści i artyści dzierżą między palcami papierosa z charakterystycznie „zmiętym” filtrem. Biełomory palił też wilk w słynnej radzieckiej bajce „Ja ci pokażę!” (Ну, погоди!). Sama nazwa Беломорканал  odnosi się oczywiście do Kanału Białomorsko-Bałtyckiego – chorej fanaberii Stalina, która pochłonęła rzesze istnień ludzkich, dając jednocześnie podwaliny pod zorganizowany system unicestwiania człowieka: gułagi. Ponurym symbolem związanym z Biełomorami i ludobójstwem władzy radzieckiej jest film Czekista (1992), Aleksandra Rogożkina. Funkcjonariusz ЧеКа w tym filmie metodycznie zabija tysiące ludzi, wiecznie z papierosem w ustach… Kto nie widział tego wstrząsającego, porażającego monotonią śmierci obrazu, gdzie decyzja: расстрел! pada setki razy na godzinę, a  niedopałek papierosa pada w kałużę krwi dopiero co rozstrzelanych w kazamatach CzeKa, powinien koniecznie obejrzeć ten film! To jeden z najwybitniejszych obrazów rosyjskiej kinematografii…
Uważam za typową radziecką aberrację nazywanie papierosów na cześć budowy kanału, na którego dnie spoczywają setki tysięcy istnień ludzkich. Taki jednak był ZSRS, a jaka jest Rosja teraz… to już temat na tysiące trudnych i wciągających zarazem historii…

3 thoughts on “Москва приехала!

  1. A teraz ładnie prosze dla mnie przetłumaczyć te wstawki rosyjskie, bo ja nie paniemaju, a w google translator nie chce się mi buszować :)

  2. to nawet nie jest szczyt lenistwa, moja droga :) to jest właśnie польный пиздец! :D
    jeb, masz tutaj słowniczek:

    Москва приехала! – Przyjechała Moskwa!
    жить в России сейчас это польный пиздец – żyć teraz w Rosji jest totalnie przejebane
    расстрел! – rozstrzelać!

  3. Aha:) No i gitara. Ni ma czasu na to:) Możesz dawać (specjalnie dla mua :) ) w nawiasie tłumaczenie, bo przez te kilka wstawek nie zawsze jest tekst kompletnie przeze mnie srozumitelný, jo?

    :P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s