William Gibson – Trylogia Ciągu: Neuromancer, Graf Zero, Mona Liza Turbo

yyy

Obiecałem sobie dziś, że hurtowo opiszę 10-15 książek, które ostatnio pochłonąłem, ale próżna nadzieja… Czas zeżarł mi Drach, Twardocha, alkohol i trzygodzinna nasiadówka z radiem krótkofalowym. Wziąłem się jednak w garść i „zrobiłem” taką trochę inną recenzję Trylogii Ciągu, Williama Gibsona. Gibson i cyberpunk, to dla mnie kwintesencja science fiction. Kocham ten gatunek prozy i chyba nic tego nie zmieni. Entuzjastom przedstawiać nie trzeba, wszystkich innych chciałoby się zagonić do czytania „twardej” fantastyki!

* * *

[recenzja dedykowana wszystkim entuzjastom FOSS, LINUX, BSD i pracy w powłoce/konsoli ;)

Przede wszystkim brawa i podziękowania za tą książkę należą się Wydawnictwu MAG! Dla każdego maniaka hard science fiction i cyberpunk, wydanie to jest absolutnym strzałem w dziesiątkę!
Z ogromną radością pochłonąłem całą Trylogię Ciągu, przy okazji – niezły paradoks! – przy pomocy science fiction powracając do przeszłości (sic!). Jestem z tego pokolenia, które „na zapisach” w kioskach „Ruchu”, w tekturowych teczkach prenumerowało Fantastykę, które gniło godzinami w bibliotekach i cierpliwie czekało na nowe książki Asimova, Dicka, Zelaznego, Le Guin, czy Gibsona wreszcie, albo męczyło jedyny egzemplarz którejś części Diuny, Herberta w lokalnych czytelniach… Potem z zapamiętaniem grało w „papierowe” RPG-i takie jak np. Cyberpunk 2020Neuromancera czytałem 666 razy ;)

Neuromancer, to nie tylko nowatorska fantastyka i wspaniały literacki cyberpunk. To pewien etap w historii science fiction i zgodzi się z tym chyba każdy entuzjasta gatunku. Młodzieżowe zachłyśnięcie się literaturą fantastyczną ma w sobie coś z sinusoidalnej mody w Polsce, dlatego to wydanie trzech dzieł Williama Gibsona właśnie teraz jest doskonałą okazją by wszyscy, którzy do tej pory omijali obszary science fiction, czy wręcz uznawali ten gatunek za mało literacki, zapoznali się z kwintesencją i klasyką „twardej” fantastyki!

Trylogia Ciągu, to nie przydługawe space-opery, ani spotkania z Obcymi. Jedynym „obcym” w książkach Gibsona jest człowiek – najpierw sam dla siebie, a w drugiej kolejności dla rzeczywistości, która nie jest taka oczywista, jak mogłoby się wydawać; jej ramy są płynne i niebezpieczne i w sumie nazywając to „rzeczywistością”, tak naprawdę nie mówimy niczego konkretnego. Dehumanizacja jako immanentna cecha ludzka (sic!), to nie fakt istnienia zaawansowanej nanotechnologii i powszechności biowszczepów u głównych bohaterów Trylogii… To również nie prostacki samozachwyt technologicznymi możliwościami ujarzmiania wąskiej części kosmosu wokół małej, niewiele znaczącej Ziemi. Trylogia Ciągu, to twardy kop w twarz od świata, w którym giniesz, jeśli nie zainwestowałeś w kilka zabawek i jeśli dasz się zaskoczyć nieporównywalnie zwinniejszym od ciebie.
Konkrety? Ojjj, nie zrobię wam tej krzywdy i nie opiszę żadnego gadżetu, rozwiązania biomechanicznego, żadnych szczegółów nt tego, co dzieje się, gdy zakładasz triody i gdy jesteś cyberkowbojem! Przekonaj się sam/-a na czym polega innowacyjność, wyjątkowość, magnetyczna wręcz unikalność prozy Gibsona!

Chciałbym, żeby czytelnicy [nie]zainteresowani Trylogią Ciągu wiedzieli, że William Gibson jest absolutnym cyberpunkowym mistrzem. Wykreowany przez niego świat (będący cały czas NASZYM światem!) jest dowodem nie tylko na kreatywność literacką – William Gibson w latach 80-tych ubiegłego wieku pisał o tym, co czeka na nas za rogiem (nie wspominając o tym, co już stało się naszą codziennością). Już wkrótce. Jego wizja cyberprzestrzeni, to nie tylko geniusz wyobraźni, ale i spełniająca się rzeczywistość.

Czytacie tą recenzję, albowiem istnieje internet i to, co aktualnie piszę mogę zaraz wysłać na serwer, który umożliwia mi ograniczony dostęp do „Lubimy Czytać”. A teraz wyobraźcie sobie, że macie swoją konsolę (wszczepioną przykładowo w kark – od czasów Gibsona minęło trochę lat), a ja wysyłam wam moje zdanie nt Trylogii Ciągu – do zwizualizowania sobie w dowolnym momencie, ewentualnie do przeczytania w waszym osobistym terminalu wszczepionym w rogówkę oka. Jeśli wam się spodoba i spojrzycie na „wartościowa opinia”, to przelecimy się razem tam, gdzie jest trochę Lodu… A Lód jest właśnie dla takich jak ty i ja. Jesteśmy po to, by rozpierdalać Lód :) To jest cyberpunk!

Podsumowując. „Trylogia Ciągu”, to lektura absolutnie obowiązkowa dla wszystkich. Dlaczego? Ano dlatego, że wkrótce to, co nazywamy potocznie i poczciwie „rzeczywistością”, zacznie wyglądać tak, jak w latach 80-tych XX wieku obmyślił to Gibson. Jego książki, to żadna przestroga. To niedaleka przyszłość. Bardzo niedaleka. Nie szykujcie się na „odrodzenie” wielkich wartości, idei i religii. Przygotujcie się na terror korporacji, zanik państw i na niezły syf na tej małej planecie w nic nie znaczącej Drodze Mlecznej. Lepiej unikać ciosów molochów i zostać cyberpunkiem!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s