Vaping

Wciąż chmurzę, niemal na tym samym sprzęcie, bez ulegania pojebanej modzie kupowania boxów o jeszcze większej mocy, czy atomizerów RDTA na cztery grzałki. Pozostaję wierny przekonaniu, że przerzuciłem się na wapowanie aby maksymalnie ograniczyć palenie papierosów analogowych, przy jednoczesnym czerpaniu przyjemności z „palenia” – nie zamierzam rzucać nikotyny, a pozbycie się przy chmurzeniu blisko 4000 szkodliwych substancji obecnych w fajkach tylko wzmaga ową przyjemność z chmurzenia…

v4

Wyleczyłem się na dobre z atomizerów z fabrycznymi grzałkami. Kręcę grzałki sam, zwyczajowo na drucie Kanthal 0.3mm/0.4mm. Ulubione oporności, przy których chmurzy mi się bajkowo, to zakres 0.6Ω – 1.0Ω (moc 13W – 25W). Czasami kręcę grzałki o niższej oporności, szczególnie gdy wapuję na eliquidach owocowych z zawartością nikotyny 3mg. Na codzień jednak korzystam z bazy 6mg nikotyny ; jest progres – zaczynałem bowiem od 18mg!

Chmurzę z Kboxa Mini (50W) od Kangertecha (fota powyżej) i atomizera Toptank Mini. Baza RBA w tym atomizerze jest nie do zdarcia i sprawuje się dokładnie tak jak ma się sprawować – perfekcyjnie w swojej klasie.

Nieco nowszym nabytkiem jest u mnie Eleaf iStick 100W (fota poniżej) i atomizer Kayfun v5 (klon). Zdecyowałem się na iSticka 100W głównie ze wzgledu na rzadkie ładowanie i dlugie wapowanie. Generalnie chmurzę metodą from mouth to lung (wam też to sfrmułowanie kojarzy się z ass to mouth, czy tylko ja jestem taki pojebany? :D), czyli jak tradycyjne fajki. Kayfun nadaje się do tego znakomicie! Jest pancernym atomizerem (zwłaszcza gdy zamiast szkła z pyrexu korzysta się z tulejki ze stali nierdzewnej), któremu niestraszne są upadki i inne wstrząsy.

v3

Klon Kayfuna v5, który posiadam jest wykonany perfekcyjnie, bez żadnych zauważalnych różnic w porównaniu z oryginałem. Jedynym mankamentem tego atomizera są niefortunnie wykonane otwory wlotów powietrza; są one wyprofilowane ku dołowi, w stronę moda, do którego wkręcony jest atomizer. W efekcie, w trakcie wapowania, skraplająca się para wodna wraz z resztkami eliquidu osiada na ściankach moda. Zdarzają się czasami małe wycieki, gdy zbytnio otworzymy wlot eliquidu na grzałkę albo gdy do grzałki włożymy zbyt mało bawełny.
Niemniej jednak Kayfun v5 zajebiście oddaje smak eliquidu, szczególnie te moje ulubione smaki, a więc wszelkie wariacje czekoladowe, tytoniowe i kawowe.

v2

Reklamy

W chmurze…

Taaa, wciąż chmurzę. Przywykłem do specyficznego „dymu” z e-papierosa, bawię się smakami liquidów i miksuję je, szwendam się czasem po forach dla wapujących no i zdarza mi się być na bieżąco z nowinkami.
Nie zmieniałem w ostatnim czasie sprzętu. Wciąż mam moda Eleaf iStick (30-watowy) z atomizerem KangerTech GeniTank Mega oraz baterię Vapros Nunchaku z clearomizerem KangerTech EMOW (fota poniżej)

20160222_000306

Plusem jest to, że i GeniTank i EMOW pracują na tej samej grzałce, odpada zatem ciągłe kupowanie różnego rodzaju grzałek (co miało miejsce, gdy w Nunchaku miałem wkręcony clearomizer V-Spot, którego nota bene nikomu nie polecam!). Jeśli chodzi o oporność, najczęściej wapuję na grzałkach 1.5Ω, chociaż zdarza mi się (zwłaszcza na iSticku) używać grzałek 1.2Ω i 1.0Ω. Należę raczej do tych, którzy wapując, po prostu dostarczają do uzależnionego organizmu nikotynę w różnych wariantach smakowych (co jest, jak dla mnie, najfajniejsze w wapowaniu!), a więc zastępują tradycyjne fajki e-jaraniem. Proste.
Nie należę do bandy subomowych szpanerów łażących z analogowymi modami i wydmuchujących mega-chmury na grzałkach 0.15Ω. Widać jak na dłoni, że producenci sprzętu dla vapersów doskonale wyczuli jak bardzo gadżeciarskie jest to hobby, a tym samym lukratywny biznes. Nowości i quasi-nowości (nie mówiąc o klonach) na rynku jest tak dużo, że dzieciaki dostają autentycznego pierdolca na punkcie coraz to nowszych modów i atomizerów.

Idzie jednak o to, aby zaopatrzyć się w stosunkowo niedrogi i niezawodny mod i najzwyczajniej w świecie cieszyć się chmurzeniem, smakiem i bezawaryjnością tego, z czego chmurzymy.
Ja mogę powiedzieć, że jestem w 100% zadowolony z iStick’a 30W. Od chwili kupienia go, nie zdarzyła się żadna awaria, mod nigdy mi się nie przegrzał, a bateria nie traci potencjału przy wielokrotnym ładowaniu. Przy wapowaniu z grzałkami 1.8Ω-1.0Ω, moc 30W w zupełności wystarcza. Jedynym minusem (błahostka w sumie) Eleaf iStick jest fakt, że wykonano go z mega-śliskiego materiału – gdyby nie silikonowe etui, rozwaliłbym tego moda już milion razy. Nawet trzymając go w dłoni, bez wapowania, ma się wrażenie, że zaraz wyśliźnie się z dłoni.

GeniTank Mega od KangerTecha również sprawuje się całkiem dobrze. Doskonale zgrywa się z iStickiem, jest dosyć pojemny i daje spore chmury. Szkoda tylko, że Chińczycy w ostatnich miesiącach sporo kombinują przy grzałce, wciąż coś zmieniając w jej budowie. Kiedyś grzałka była wyposażona w cztery małe otworki i jej żywotność osiągała jakieś 2 tygodnie. Teraz grzałka posiada dwa duże otwory (jeden z nich widoczny na zdjęciu poniżej), co według mnie jest lepszym rozwiązaniem; do grzałki szybciej dostaje się liquid, a jej żywostność to mniej więcej 3 tygodnie.

20160222_000608

KangerTech powinien popracować nad jakością uszczelek w grzałkach, albowiem w GeniTanku – raz, dwa razy w miesiącu – zdarzają się małe wycieki do kanału powierznego, atomizer bulgocze i ogólnie syfiasto się wapuje. Problemu tego zupełnie nie ma w clearomizerze EMOW – jest on super-szczelny i jeszcze nigdy nie zanotowałem przecieku.

Jak sprawuje się bateria Vapros Nunchaku? Powiem krótko – w swojej klasie rewelacyjnie! To najlepsza na rynku bateria o tradycyjnym „cygarowym” kształcie, z pojemnością 2000mAh i regulacją mocy (6W-18W). Jest tak dobra, że zastanawiam się, czy nie kupić sobie kolejnej, gdy ta, którą mam padnie wreszcie ze starości. Nie oszczędzam tej baterii, zwłaszcza w pracy i wiem, że może wytrzymać i upadki i pył i syf wszelaki.  Minusem są rzecz jasna rozmiary i chyba tylko to. Jeśli ktoś z jakiegoś powodu nie chce moda i lubi baterie o tradycyjnym kształcie, niech bez zastanowienia kupuje Nunchaku!

Co do smaków, to zacząłem przełamywać się w stronę tych owocowych (sic!). Z zasady nie lubię słodkiego (nie słodzę niczego, nie lubię ciastek itp. rzeczy). Jednak wciąż najczęściej wapuję „świętą trójcę”: miętę/menthol, kawę i liquidy tytoniowe. Moje ostatnie odkrycie, to cztery aromaty, które ostatnio chmurzę non-stop, jak wariat. Są przepyszne i smakują tak jak powinny: kawa smakuje kawą, mięta jest… miętowa, a tytoń po prostu rewelka! Wszystkie cztery na focie poniżej…

C360_2016-02-18-14-58-00-497

True Tabacco smakuje jak mieszanka amerykańskich tytoni (tych jaśniejszych raczej) i baaardzo przyjemnie drapie gardło (czego nie da się powiedzieć o aromatach Virginii – one gardło wyżerają). Coffee od Atmos Lab, to czarna, niezbyt mocna kawa – bardzo aromatyczna chmura, nie zostawia słodkawego posmaku na podniebieniu (jak np. Coffee od Flavor West, który to aromat jest mega-słodki i smakuje jak kawa z mlekiem). Cool Mint z kolei jest miksem mięty i mentholu spotykanego w tradycyjnych fajkach. Smak i zapach są o wiele intensywniejsze, niż np. w polskim odpowiedniku tego aromatu z firmy Inawera o nazwie Mix Miętowy. Red Cloud od firmy Aqua, to dla mnie absolutna bajka smakowo-zapachowa! To bez wątpienia najlepszy aromat, na jaki natknałem się przez ostatnie 8-9 miesięcy. Wapuję Czerwoną Chmurę non-stop i sam nie wiem, do czego mógłbym porównać ten tytoniowy smak. Przy zaciągnięciu się, najpierw „atakuje” nas świetny, słodkawo-wędzony aromat, a nieco później odczuwamy na podniebieniu rewelacyjny, „gęsty” tytoniowy smak. Mistrzostwo świata! Z firmy Aqua polecam też aromaty: RY5 oraz Revolution.

Rozczarowania? Niewątpliwie aromaty z polskiej firmy Inawera. Testowałem ich naprawdę wiele i na palcach jednej ręki policzę te naprawdę dobre: Świeża Mięta, Menthol, Mix Miętowy, Kawa i Czekolada. Sporo aromatów owocowych smakuje jak jabole (śmierdzą okutnie chemią i smakują jak tanie wina – wiem, bo wypiłem ich w życiu całkiem sporo), a perełki typu Rum, Camel, czy Orzech Laskowy, to mikstury po których momentalnie mam ochotę puścić pawia. Może jednak coś się zmieni i Inawera poprawi jakość swoich aromatów, bo np. bazy ma naprawdę świetne! Korzystam od początku z baz Inawery: VPG Power Smoke 12mg/18mg i VPG 70-30 12mg i złego słowa o nich nie powiem.

* * *

Tytułem zakończenia nadmienię jedynie, że pomimo chmurzenia jestem palaczem hybrydowym; zdarza mi się zapalić skręta z moich ulubionych tytoni: Turner i Tilbury (zware shag) i z uporem maniaka – jak Świętego Graala – szukam aromatów, które są choćby w połowie podobne do zapachu ciemnego tytoniu Kentucky (czyli takiego, jaki znajduje się w w/w mieszankach), do tego specyficznego „wędzonego” smaku… Jeśli ktoś znajdzie taki aromat/liquid, niech koniecznie da mi znać!

Eleaf iStick 30W + KangerTech Genitank Mega 1.8Ω

Któryś dzień z kolei testuję Eleaf iStick 30W i muszę przyznać, że jakość vapowania na tym sprzęcie jest, jak dla mnie, rewelacyjna! Przez ostatni rok przyzwyczaiłem się do Vapros Nunchaku i Vapros V-spot, używając zazwyczaj grzałek o oporności 1.5Ω z ustawieniami mocy: 6W-12W (nigdy nie vapowałem na krańcowej wartości 18W)…
Dlaczego kupiłem moda? Przyznam szczerze, że z wygody i dla lepszego wykorzystania możliwości takiego sprzętu. Wiadomo, że oporność grzałek, moc i napięcie są ze sobą skorelowane i optymalne wykorzystanie tych wartości daje e-jaranie nieporównywalne z jakimkolwiek tradycyjnym papierosem, czy tytoniem. Co do wygody: iStick 30W jest niewielki, mieści się w dłoni (przy pojemności 2200 mAh, co spokojnie wystarcza na jakieś 15-17 godzin intensywnego użytkowania), ładuje się go przez gniazdo microUSB (minusem jest umiejscowienie owego gniazda: na spodzie urządzenia), wrzucić go można do każdej kieszeni (czego nie można powiedzieć o 19-centymetrowym Nunchaku)… Co najważniejsze, iStick 30W obsługuje grzałki od 0.4Ω, przez co automatycznie powiększa nam się spektrum potencjalnych clearomizerów/tanków możliwych do użycia  i produkowanie olbrzymich chmur.

Po kilku dniach z iStickiem 30W mogę powiedzieć, że jestem mega-zadowolony. Jak dotąd nie wykorzystałem w pełni 30W (mój ulubiony zakres mocy/napięcia, to 7.5W/3.7V – 11W/4.5V przy grzałce 1.8Ω), a mimo wszystko smak liquidów jak i jakość chmur są zajebiste. Co do tanka, KangerTech Genitank Mega, to naprawdę dobry sprzęt! Kupiłem go trochę w ciemno, ale nie żałuję. Gabarytowo idealnie zgrywa się z iStickiem. Regulacja przepływu powietrza działa tak, jak powinna i nawet niewielkie otwarcie/zamknięcie kolejnych otworów z dolotem, zmienia intensywność chmur i smaku e-liquidu.

Podsumowując: Eleaf iStick 30W, w kategorii tańszych elektronicznych modów, to świetny wybór, nawet dla początkujących. Doskonale spełnia swoją rolę, ładnie wygląda, jest poręczny, a moc 30W w zupełności wystarcza dla przeciętnego e-jaracza. Kiedy oglądam na necie, albo w trafikach rozmaite „zestawy e-papierosów” kosztujące 150-250 PLN, z bateriami 1000 mAh, z przedpotopowymi grzałkami i przeciekającymi clearomizerami wiem, że taki iStick 30W, to po prostu mistrzostwo świata. Mnie e-palenie kosztuje miesięcznie ok. 30-40 PLN (baza do samodzielnego sporządzania e-liquidów + dwie grzałki: do KangerTecha i do V-spota) – przeliczanie tego na tradycyjne fajki/tytoń – jak widzicie – nie ma najmniejszego sensu; różnica jest aż nadto widoczna.

Jeszcze trochę o e-fajkach…

Dobra, przyznam, że wkręciłem się w vapowanie (uff.. doprawdy, rozwala mnie ta nazwa, ale z drugiej strony jakoś głupio jest mi mówić, że „palę” e-papierosa, skoro tam przecież nic się nie pali; chodzi wyłącznie o podgrzewanie liquidu), oszczędzając co nieco moje płuca i jarając na zmianę takie smaki, na jakie przychodzi mi ochota…

Minęło trochę czasu od chwili, gdy kupiłem swoje pierwsze e-fajki, które – teraz już to wiem! – były totalnym niewypałem, przez co zrezygnowałem na długo z elektronicznych gadżetów tego typu. Cóż, tak jak bywa z wieloma rzeczami, z jakimi stykamy się w życiu – trzeba na czymś się przejechać, aby przekonać się do czegoś innego. Niestety rynek e-papierosów, to pazerna i drapieżna branża; tutaj potencjalny klient-laik, zaczynający bawić się w te klocki, nie ma najmniejszych szans z wciskaczami rozmaitego gówna, jeśli wcześniej nie wejdzie na forum, jeśli nie obejrzy recenzji w necie, nie poczyta, nie zapyta znajomego…

Ja sam zaczynałem od jakiegoś lipnego e-zestawu (nazwy nie pomnę – tak jest nawet lepiej), w którym znajdowały się dwie czarne e-fajki, gabarytowo przypominające tradycyjne papierosy (nieco dłuższe jednak), wyposażone w tzw. kartridże zaślepione gumową zatyczką. W kartridże wlewało się liquid, zatykało się tą gumą, a ostra końcówka w drugiej części e-fajki przebijała gumę i płyn dostawał się do grzałki (niewymiennej oczywiście). Jak można się domyślić, ponowne napełnienie kartridża liquidem powodowało wyciek w okolicach gumowej zatyczki. Syf, permanentne wycieranie, wkurw. O jakości dymu i machów przy pojemności baterii przypominającej gabarytowo zwykłą fajkę, nawet nie wspomnę… Sztachasz się jak idiota, ciągniesz i otrzymujesz coś na kształt „ćwierć macha” tradycyjnego papierosa… Smak pierwszych liquidów – chemiczny shit. Zgadnijcie ile wtedy za to dałem? Porażka – 199 PLN! Teraz śmieję się z samego siebie i pastwię się nad swoją naiwnością, bo za tą cenę kupię teraz MODa z porządną baterią!
Potem, idąc za radą kumpla, kupiłem baterie eGO (o pojemnościach od 600 do 1000 mAh):

baterie eGO

oraz któryś ze starszych modeli clearomizera Aspire, z wymiennymi grzałkami.. O niebo lepiej! W gruncie rzeczy nie było porównania z moimi debiutami z e-paleniem. Wciąż jednak pojawiały się problemy. Jeden z nich, szczególnie denerwujący, to cieknący clearomizer z sytemem górnogrzałkowym (odradzam zdecydowanie!), wieczny posmak liquidu na języku i zalewająca się bateria, która de facto – z racji swojej pojemności – zdychała niezwykle szybko. Poza tym, aby naładować tego typu baterie eGO, musimy odkręcić od niej clearomizer, przez co nie możemy jednocześnie ładować e-fajki i vapować…

Kolejnym moim zestawem był: Vision Spinner 1300mAh (upgrade), Aspire ET BVC Clearomizer oraz „zapasowy” Aspire CE5-S BVC Clearomizer.

Vision Spinner 1300mAh [upgrade]

Aspire ET BVC Clearomizer

Zestaw z powyższych fot był relatywnie tani (ok. 70 PLN za baterię i clearomizer z grzałką i ładowarką). Poza tym posiadał nareszcie grzałki BVC (czyli system dolnogrzałkowy). Bateria Spinner (swojego czasu agresywnie promowana w środowisku e-palaczy) umożliwiała płynną regulację napięcia w zakresie: 3.3V – 4.8V, co było dla mnie udogodnieniem, z racji tego, że lubię naprawdę czuć nikotynę w gardle (zawsze należałem do tych, którzy wyjmują połowę filtra z każdego polskiego papierosa – wszystkie są dla mnie za słabe…). Ale i w tym przypadku pojawiły się schody… Górną granicą dla mnie było ok 4.0V, po przekroczeniu której „śmierdzi kablem” (czyli oprócz smaku liquidu czujesz podły posmak czegoś podobnego do palonej izolacji kabla elektrycznego). Poza tym trzeba porządnie wygimnastykować płuca, żeby z powyższym clearomizerem sztachnąć się tak, jak lubimy. Kolejną jego wadą jest bulgotanie, gdy liquid osiągnie (górny) poziom grzałki. Zero przyjemności palenia, odczucie ćwierć-machów, mimo niemal pełnego woltażu baterii – zdecydownie nie polecam modelu ET BVC!
Bateria Spinner potwornie szybko nagrzewa grzałkę każdego clearomizera! Jest mało efektywna, mimo że szybko się ładuje (znowu wada: ładowanie wyłącznie przy odkręconym clearomizerze…). Następca Spinnera – Spinner II – też nie jest taką rewelacją, na jaką wygląda w marketingowych materiałach. Również szybko nagrzewa grzałki – sprawdzałem na kilku clearomizerach (m.in Aspire, KangerTech)…
To, co kupiłem jako „zapasowy” clearomizer, czyli Aspire CE5-S BVC Clearomizer, okazał się po prostu mistrzostwem świata w swojej klasie! Niepozorny clearomizer, można by powiedzieć: „szara myszka” w tej niszy. A jednak jest to rzecz nie do zdarcia!!!

Aspire CE5-S BVC Clearomizer.

Z tym clearomizerem można vapować 4-5 tygodni na jednej grzałce BVC, zero wycieków, mega-prosta budowa, żadnych fajerwerków. Nigdy mnie nie zawiódł, doskonale dostosowuje się do różnego rodzaju baterii i ustników 510 – dla początkujących jak najlepszy wybór! Koszt: 20 PLN.

Aktualnie jaram z zestawu: Vapros Nunchaku 2000 mAh + Vapros Atomizer V-spot (Black Edition).

Vapros Nunchaku 2000 mAh

Vapros V-spot Atomizer

Bateria Vapros Nunchaku, to killer!!! 2000 mAh spokojnie wystarcza na cały dzień intensywnego palenia! Posiada ona skokową regulację mocy w zakresie: 6W – 18W. Jest naprawdę niezawodna, szybko się ładuje, posiada port microUSB, możemy palić w trakcie ładowania. Po zastosowaniu kołnierza/tulejki na gwint eGO, możemy korzystać z atomizerów 510. Regulacja mocy po prostu wymiata! Sam nigdy nie przekraczam 10W przy oporności grzałki 1.5Ohm, bo urwałoby mi płuca :)
Niestety słabym ogniwem tego zestawu jest atomizer. Vapros V-spot wygląda rewelacyjnie w połączeniu z Vapros Nunchaku (vide pierwsza fota tego wpisu), ale można by spodziewać się czegoś bardziej niezawodnego w działaniu! Pierwszy minus tego atomizera: brak regulacji dopływu powietrza.. Standardowe dwie dziurki często zatykające się rozmaitymi „śmieciami” jakie mamy w kieszeniach/plecakach/gdzie-byle… Druga rzecz, to drip… Beznadzieja! Przeźroczysty, skraplający każdy jeden buch; paląc ciemne liquidy (kawa, czekolada itp.), zostawiamy na nim niezbyt miło wyglądające skrzepy (ścięta górna powierzchnia dripa jeszcze bardziej temu sprzyja)… No i największy minus Vapros V-spot: grzałka! Atomizer jest kompatybilny tylko z grzałkami BVC V-spot! Grzałki te są kurewsko kapryśne! Od standardowych grzałek BVC różnią się nieznacznie średnicą (cwaniactwo producenta! Grzałkę BVC kupisz za 6 PLN, ale BVC V-spot kosztuje już 10 PLN!) i… swoim działaniem. Grzałki V-spot, to rosyjska ruletka: jedne działają 6 tygodni, inne tydzień, jeszcze inne padają po… 2 dniach (sic!).. Ewidentne gówno!

Dlatego zdecydowałem się na KangerTech GeniTank Mega

KangerTech Genitank Mega

Vapowanie z tego atomizera, to po prostu wypas! Płynna regulacja dopływu powietrza, pojemność pojemnika na liquid, grzałka BVC, sprawiają że po wzięciu macha pod chmurą dymu znika połowa pokoju na kilka sekund. Zajebiście wyrazisty smak liquidu, zero jakichkolwiek wycieków – spełnia swoją rolę w 666%! Z uwagi na swoją średnicę (23mm), kupiłem go pod mojego pierwszego elektronicznego MODa (który jeszcze do mnie nie dotarł). Zaopatruję się mianowicie w Eleaf iStick 30W:

Eleaf iStick 30W

Bateria 2200 mAh, regulacja napięcia (2.0V-8.0V) oraz mocy (5W-30W). Zajebiście wygodne i mega-poręczne urządzenie z elektronicznym wyświetlaczem. Nie jest to oczywiście szczyt możliwości, ale dla mnie 30W w zupełności wystarcza! MOD jest niejako kolejnym etapem po e-papierosach; rzecz jasna nie jestem maniakiem modów mechanicznych, [jeszcze] nie robię sam grzałek (chociaż, kto wie, trafi się atomizer, gdzie trzeba będzie kręcić samemu druciki i rwać bawełnę…), niemniej mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że autentyczną przyjemność z vapowania docenia się z czasem i… co tu dużo mówić: jest to niewątpliwie wkręcająca człowieka rzecz. Nie chodzi o gadżeciarstwo, ale o to, by maksymalnie wykorzystać urządzenie, z którego korzystamy. Na youtubie znajdziecie całe stada hipsterów onanizujących się swoimi MODami oraz setki „sexy lasek” ze swoimi różowymi e-fajkami. Nie o to jednak chodzi. W moim skromnym mniemaniu mega-palacza idzie tutaj przede wszystkim o uratowanie kawałka płuc, doświadczenie prawdziwego palenia i wypróbowanie setek, tysięcy kombinacji smaków… Myślę, że każdy, kto trafi na naprawdę dobry zestaw e-fajkowy, będzie „drążyć temat”…

Na koniec kilka subiektywnych porad dla tych, którzy chcą w chuj rzucić substancje smoliste, benzeny i inne shity, a jednocześnie chcą pozostać przy paleniu:

  • rynek e-papierosów w Polsce sukcesywnie się rozwija. Stąd coraz więcej punktów sprzedaży e-fajek, e-zestawów itd. Nie dajcie się nabierać! W większości przypadków oferta takich sklepów/stoisk z e-fajkami jest dosyć mizerna, a ceny kosmiczne. Albo odwrotnie: cena chińska i produkt po 2-3 miesiącach do wywalenia;
  • unikajcie górnogrzałkowców. Generalnie wszystko, co w clearomizerze posiada sznurki jest raczej do dupy (mówię tutaj o powszechnie dostępnych zestawach e-papierosów). Pytajcie o zestawy z grzałkami BVC;
  • w żadnym wypadku nie kupujcie czegokolwiek o średnicy tradycyjnego papierosa, nawet gdyby sprzedawca próbowałby wcisnąć Wam to za 15 PLN! Są to produkty dla naiwniaków, przyjemność z palenia żadna, a smak ohydny – wszelkie „e-produkty” z kartridżami, to syf i wywalanie pieniędzy w błoto;
  • nie sugerujcie się niewielkim rozmiarem baterii… Niby to poręczne, ale nawet dziecko wie, że pojemność takiej małej baterii jest niewielka, a tym samym konieczność ładowania częstsza;
  • zanim cokolwiek kupicie, obejrzyjcie sobie produkt w necie, poczytajcie recenzje, obejrzyjcie na youtubie filmiki z unboxingu – im więcej informacji, tym lepiej. Doskonałym źródłem informacji są fora e-palaczy. Jest ich w Polsce sporo, łatwo znaleźć;
  • nie dajcie się nabrać na żadne „rewelacje na rynku”, „rewolucyjne rozwiązania” i inne „innowacyjne nowości”! Teraz byle gówno za 100 PLN jest tak reklamowane. Nie kupujcie w internatowych sklepach, gdzie wybór ogranicza się do produktów jednej, czy dwóch firm (zazwyczaj to jakaś chińszczyzna lipnej jakości).. Najlepiej korzystać z ofert oficjalnych przedstawicieli czołowych firm (w Polsce polecam e-sklepy: e-dym oraz Don Senior);
  • jeśli chodzi o liquidy (płyny do vapowania), zawsze lepiej kupić tzw. bazę + aromat i samemu komponować sobie liquidy, niż kupować gotowe w małych buteleczkach – wtedy miesięczne palenie kosztuje np. 20 PLN.

Na dzisiaj tyle :) Nara…