Opera Next 12.14

opera_infoNie byłbym sobą, gdybym po upgradzie (mój obecny kernel widoczny na screenie powyżej) nie zajrzal do oficjalnego wydania Opery (12.12) no i do mojej faworytki, czyli Opery Next. Z każdym upgradem Opery skrzętnie sprawdzam zmiany i muszę z przykrością stwierdzić, że wersja 12…, to wciąż lipa. Jeszcze nigdy Opera nie rozjeżdżała się tak jak od 12-tki. Odpalam 12.12 i w wielu przypadkach np. CSS na stronach totalnie się sypie.

Progres ewidentnie widać w Operze Next. CSS w porządku, Java bez zarzutu, wszystkie inne funkcje i rozszerzenia działają bajkowo. Wersja 12.14 – testowa – spisuje się świetnie. Klient poczty i IRCa – jak zwykle – na medal.

opera_1

opera_irc

Szybkość ładowania stron Opery Next 12.14 jest o wiele większa, niż w Iceweasel’u. Żarłoczność tej przeglądarki odpowiednio mniejsza, niż w debianowskim Firefoxie. Opera zrezygnowała jakiś czas temu z usługi Unite (co mnie mega-wkurwia!!!) i jest ona niedostępna zarówno w 12.12 jak i w Next. Mimo tego, obie wersje posiadają denerwujące opcje uruchomienia tejże, chociaż ni chu… nie można z nich korzystać. Loguję się na moje konto Opera Unite i… tyle. Zero dostępu do aplikacji, usług… NIC! Konto jednak działa, bo każdorazowo – przy zamknięciu – Opera powiadamia o uruchomionym koncie. Wkurzające to – deweloperzy powinni wyłączyć opcję korzystania z czegoś co [już] nie istnieje, względnie powrócić do – moim zdaniem – tej najbardziej wartościowej funkcji przeglądarki!

Co do rozszerzeń, miło zaskakuje wersja Stylish for Opera. Problem jedynie w tym, że dokładnie te same style pod Iceweasel’a i Operę, różnią się finalnie. W Iceweasel’u edytowałem kod dla mojego profilu identi.ca (przykro stwierdzić, ale identi.ca po zablokowaniu możliwości edytowania wyglądu profilu [z poziomu ustawień – nie każdy przecież będzie bawił się w grzebanie w kodzie źródłowym] wygląda koszmarnie) i wszystko wygląda jak chciałem. Ten sam edytowany kod wrzucony poprzez Stylish w Operze wygląda inaczej, co wiąże się z kolejnym grzebaniem i zmianami. Uciążliwe. Sytuację ratuje Include CSS – rozszerzenie przydatne dla takich pojebów jak ja.

Po raz pierwszy skorzystałem z LastPass dla Opery – działa bez zarzutu.

Podsumowanie: Opera Next bije na głowę oficjalne, stabilne wydanie, nie wysypuje się, trzyma się wszelkich zgodności i standardów sieciowych. Czekam na przełom, bo chyba deweloperka tej zamkniętej źródłowo przeglądarki (choć i tak ostatnio w necie pojawiły się – szybko zdementowane, niestety – ploty o zmianie licencji Opery) tkwi w jakimś „impasie 12-kowym”.  Szczerze chciałbym, żeby ta najlepsza przeglądarka działała tak, by nie można było się przyjebać do czegokolwiek.

Reklamy

[Znowu] Opera Next…

Tak, mam totalną słabość do tej przeglądarki, mimo, że nie jest to aplikacja open source. Dlaczego więc wciąż do niej wracam? Bo sto lat świetlnych temu – gdy używałem jeszcze windy – Opera była pionierką w dążeniu do zachowywania wszelkich standardów sieciowych i (moim skromnym zdaniem) pozostawiała Firefoxa daaaleko w tyle, jeśli chodzi o funkcjonalne niuanse i (sic!) szybkość działania. Nie biorę pod uwagę IE, bo rzecz tyczy się przeglądarek, a nie gówna udającego przeglądarkę, pełnego dziur i porażkowych rozwiązań.

Od lat korzystam z Opery pod Linuksem… Opera jest bezpieczna i to bezpieczeństwo jest dla mnie kluczowe. Niemniej jednak uwielbiam operowe rozwiązania konfiguracyjne, jak i usługi jakie udostępnia domyślnie; w szczególności mam tu na myśli Opera Unite oraz klienta poczty i czatu (wykorzystuję go często do irc’a). Opera Unite jest mega-wygodnym rozwiązaniem dla wszystkich, którzy w danym momencie chcą udostępnić większą ilość swoich danych bez konieczności korzystania/konfiguracji innych narzędzi ku temu służących. Udostępniasz publicznie lub prywatnie (chroniąc zawartość hasłem) muzę, filmy, dokumenty, cokolwiek z twojego kompa – jeśli chcesz wysłać np. screeny wszystkich twoich biurek do kogoś, logujesz się na Opera Unite i udostępniasz konkretnej osobie link z hasłem, pod którym znajdzie rar’a, zip’a, folder… Istnieje całe stado innych aplikacji w ramach Unite, które można wykorzystać w kontaktach z innymi – wszystko z poziomu przeglądarki. (Osobiście brakuje mi takiej opcji w Iceweasel’u, bo to właśnie ta przeglądarka bije się z Operą w moich osobistych rankingach)…

Ostatnio zagadywałem do wszystkich znajomych windziarzy używających Opery, jak sprawuje się ona u nich na kompach. Niemal wszyscy narzekają, że sypie się wiele rzeczy od wersji 12.0. Jak sprawa wygląda na Linuksie? Używam Aptosida (dystrybucja będąca odmianą niestabilnej wersji Debiana) i od dłuuuugiego czasu w repozytoriach mojego distro mam zarówno Operę jak i testowe coś o nazwie Opera Next. Next jest zawsze wersją beta przeglądarki, udostępnianą użytkownikom w celu testowania nowych rozwiązań. Next, to również porównywanie pracy wersji stabilnej i testowej, online. To uwielbiam ;) Wiem, jestem pojebem, ale nie ma nic bardziej nudnego i syfiastego, niż stabilność. Kiedy wszystko działa bez zarzutu, kiedy każda aplikacja jest pozbawiona bugów i innych problemów, wtedy mam wrażenie, że się zatrzymałem. Cały mój system operacyjny jest niestabilny, co oznacza, że wszystko, co aktualizuję w kompie jest mega-świeże, z możliwością wywalenia stada błędów, bo deweloperzy pracują nad pakietami, których używam. Na szczęście Aptosid i Debian Sid (nazwa Debiana unstable) królują na polu „stabilności w niestabilności” – krzaczy się tylko to, co naprawdę jest niedopracowane, albo jeszcze gorące w swojej świeżości ;) Nie wiem, czy Opera-Next jest dostępna w gałęzi experimental, ale przyjdzie czas, że zmienię repo właśnie na eksperymentalny hardcore ;)

Wroćmy do tematu Opery… Moja ostatnia wersja stabilna, to 12.02. Userzy Linuksa zawsze miewali problemy z tą przeglądarką (w tym kontekście oddaję hołd deweloperom Iceweasel’a [wersji Firefox’a dla Debiana], którzy są o kilka kroków przed Operą, jeśli idzie o aktualizacje kompatybilne z Unixem). Najczęściej pojawiające się problemy – z mojej perspektywy – to oczywiście Flash i Java. W sumie są to problemy do szybkiego rozwiązania w konsoli (np. # update-alternatives –config java – jeśli mamy zainstalowane kilka wersji Javy) i w ustawieniach Opery, ale w wersji 12.02 ewidentne bugi (odnoszące się do zgodności w wyświetlaniu pewnych elementów stron w zgodzie z ich ustawieniami prywatnymi [np. niezalogowany blog, który wygląda zupełnie inaczej, niż sam go wyedytowałeś] – ten bug odbił się szerokim echem wśród posiadaczy blogów na… wordpress.com) wkurzały. Problem w tym, że 12.02 wymagała zmiany kilku ustawień we Flash’u, podczas gdy stabilna wersja powinna bezproblemowo radzić sobie z takimi duperelami jak wklejone w blogi/strony wideo/audio z innych portali – w Linuksie powitałem czarne pole z biało-szarym symbolem „play”, albo wręcz puste miejsce, gdzie powinien znajdować się jakiś gówniany filmik z youtube. Inna bajka, to wyświetlanie tak prostych stron jak IdentiCurse: totalny chaos i rozczarowanie.

Jak sprawuje się Opera-Next 12.10 beta RC? Bajkowo! To właśnie plus wersji testowych, gdzie na bieżąco poprawia się błędy poprzedniej wersji i tworzy się nowe rozwiązania. U mnie osobiście znikła mara Flash’a, wszystkie strony wyświetlają się szybko i poprawnie – łącznie z tym moim pieprzonym blogiem :) Minus? 12.10 beta RC ma problemy z Opera Unite. Po pierwsze, mogę włączyć usługę tylko przez opera:config, a po drugie, nawet po zalogowaniu i włączeniu, nie mam dostępu do własnego konta. Rozumiem, że jest to cena, jaką się płaci, za niestabilność ;) Tymczasem w „starej”  stabilnej 12.02 mam dostęp do Unite, ale pada wiele w/w rzeczy.

Ciekawe, kiedy wrócę do Iceweasel’a ;)

[MINI-TUTORIAL] DuckDuckGo – trwała zmiana ustawień.

Generalnie rzecz banalna, ale dla leniwych słów kilka na ten temat… :)

Czym jest DuckDuckGo, powinien wiedzieć każdy, kto ucieka od szpiegowskich ciągot Google – to świetna wyszukiwarka, naprawdę doskonała (a nade wszystko – uczciwa!) alternatywa wobec usługi Google, która nie może już poszczycić się poszanowaniem prywatności w najszerszym znaczeniu tego słowa. Tak więc wklepujemy w naszą przeglądarkę www.duckduckgo.com i naszym oczom ukazuje się takie oto okno:

Po wpisaniu jakiegokolwiek interesującego nas hasła, strona z wynikami wyszukiwania wygląda jak na poniższym screenie. Obok głównego okna wyszukwarki mamy przycisk More, pod którym kryje się cały szereg opcji, szczególnie pomocnych, gdy naprawdę chcemy zachować prywatność w czasie wyszukiwania informacji w necie. Zauważamy jednak, że domyślnie DuckDuckGo startuje z opcją wyszukiwania stron w języku angielskim, z wyszczególnieniem U$A (co widać na screenie):

Klikamy zatem w Settings i wyświetla nam się strona z ustawieniami wyszukiwarki. [Na poniższych screenach wygląd paska, czcionka, kolory zostały już przeze mnie zmodyfikowane]. Wybieramy naszą lokalizację i lecimy w dół z innymi – o wiele bardziej istotnymi – ustawieniami, wedle naszych upodobań i potrzeb.

Szczegółow opcji ustawień nie będę omawiał, bo sa wystarczająco jasne. Na końcu strony ustawień zauważymy, że w trakcie wprowadzanych przez nas zmian, zmianie uległ także link zamieszczony na końcu (na screenie w czerwonej ramce).

Kopiujemy link do strony szybkiego wybierania lub w jakiekolwiek inne miejsce w naszej przeglądarce (w Firefoxie/Iceweaselu wygodnie jest użyć dodatek Add to Search Bar – podobny gadżet znajdziemy także dla Opery; wtedy okno szybkiego wyszukiwania będzie wyposażone w DuckDuckGo zamiast Google). Od tej pory nasza spersonalizowana wyszukiwarka nie będzie „gubić” ustawień lokalnych przy starcie przeglądarki.

U mnie, w Iceweaselu, DuckDuckGo po zmianach wygląda tak:

Powrót do Iceweasel 4.0

Entuzjastą Opery nie jestem od dziś – jeśli mnie pamięć nie myli, używałem jej od wersji 4.0 czyli mniej więcej od 2000 roku. Mimo, że nie jest to aplikacja open source, zawsze miałem do niej sentyment – ze względu na funkcjonalność, fajną konfigurację i wygląd.
Jednak od kiedy używam Debiana sid, zawsze coś się „sypie” w Operze. Nie są to oczywiście wielkie problemy, ale trzeba przy tym grzebać i się wkurzać. Od dłuuuugiego czasu alternatywą był dla mnie Iceweaseli zawsze wracałem do tej przeglądarki – nie inaczej jest teraz. Wróciłem do Iceweasela…

Opera 10.6

O ile z Operą 10.5 miałem kilka problemów związanych głównie z Javą, o tyle wersja 10.6, którą zainstalowałem wczoraj po dist-upgrade Siduxa, sprawiła miłą niespodziankę. Java działa bez zarzutu i znowu Opera konkuruje u mnie z Iceweaselem (byle w wersji 3.5 lub 3.6). Póki co, pozostaję przy najnowszej Operze, albowiem od wielu lat jest to przeglądarka, która cieszy się u mnie sporym powodzeniem, zostawiając w tyle wszystkie inne…
Podoba mi się układ menu, no i mam słabość do sposobu konfiguracji Opery. Poza tym od dłuższego czasu korzystałem z Opera Unite. W rankingach przeglądarka ta wciąż pozostaje w tyle, ale dla mnie jest po prostu dobrym, solidnym i przyjaznym narzędziem do grzebania w necie. Zdecydowanie polecam wersję 10.6 na Linuxa!

Iceweasel 4.0b1

Natknąłem się na stronie Debian Users Gang na info o wersji beta Iceweasela 4. Jako że od dawna używam Iceweasela, chciałem wypróbować tą wersję. Dodałem więc wymagane repo, zaktualizowałem moją wersję 3.5.11 (w Siduxie standardową w repozytorium) i odpaliłem nowego Iceweasela…
Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to fakt, że większość dodatków i themesów które miałem w wersji 3.5 były niekompatybilne z betą 4. Po przejrzeniu tego, co by mi się przydało w kwestii add-ons, zauważyłem że wybór dla wersji beta jest koszmarnie mały.
A sama przeglądarka? Hmmm… działa wolniej, niż 3.5 – u mnie Iceweasel 3.5 działa tak szybko jak Chrome. Żadnej rewelacji zatem. Wracam więc do 3.5, rozważając możliwość instalki wersji 3.6 z repo experimental.

Przeglądarkowy burdel…

Pod Siduxem dwa razy poległem z poprawną konfiguracją Javy w Operze i z bólem zrezygnowałem z tej świetnej przeglądarki. Po zainstalowaniu Chrome’a wszystko działało bajkowo – aż za bajkowo. Chrome sprawował się doskonale pod kątem szybkości i poprawności wyświetlania stron, ale w pewnym momencie coś mnie zaczęło w tej przeglądarce wkurzać.
 Chrome odchodzi :P
Google subtelenie (a może już wcale nie subtelnie?!) prowadzi swoja ekspansję i widać to po Chrome; może ja jestem przewrażliwiony na wszelkie sztuczki marketingowo-wizualne, ale odniosłem wrażenie, że – poprzez Chrome – Google non stop chce mi coś wcisnąć. A to widżecik, a to dodatek, a to jakieś inne gówienko. Wszędobylskie „a może wypróbujesz również tego?” zaczęło doprowadzać mnie do szału. Poza tym przejrzałem motywy Chrome i żaden tak naprawdę mi się nie spodobał; uwielbiam minimalizm, a tam nawet minimalistyczne motywy były przekombinowane. Zresztą sam wygląd górnych paneli w Chrome mnie wkurza – opływowość okien jest jakaś taka „dziecinna” (jak niektóre motywy okien z KDE), a dodatek szybkiego wybierania stron jest naprawdę brzydki (co widac na zrzucie – pomijam też z lekka nędzą konfigurację tegoż, mojego autorstwa) – no, generalnie załapałem wkurwa na Chrome i wygrzebałem z menu Iceweasela.
Również w Iceweaselu sypnęła sie Java, ale o dziwo, to co nie wyszło w Operze, sprawdziło się w tym przypadku:
$ update-alternatives –config java
Na zrzucie mój wybór w konfiguracji Javy.
Poza tym przeoczyłem zafajkowanie paru rzeczy w ustawieniach JavaScript, przez co nie mogłem zamieszczać komentarzy np. na blogach. Poprawiłem wszystko, dodałem Ad-Block, WOT i Icewasel działa totalnie bezproblemowo. Jeśli chodzi o szybkość, Iceweasel jest o jakieś 0.5-1 sekundy wolniejsza od Chrome – jest dobrze. No i ma się tą satysfakcję, że używa się przeglądarki, do której przyłożyła rękę społeczność Debiana ;)
Iceweasel w swej krasie…
Do czytania wiadomości i innych tekstowych różności używam elinks – do tej pory nie mogę się przekonać ani do lynxa, ani tym bardziej do w3m…
elinks