Krzysztof Krauze (1953 – 2014)

RIP

Reklamy

Олимпиус инферно (2009) – Игорь Волошин

Олимпиус инферно (Olimpius inferno), Igora Wołoszyna, to film „błyskawiczny”. Został nakręcony jako filmowa (rosyjska) reakcja na konflikt w Osetii Południowej i Gruzji, w sierpniu 2008 roku. O ile do dziś obie strony (gruzińska i rosyjska) oskarżają się wzajemnie o sprowokowanie konfliktu, o tyle Kreml wywalił milion dolarów, by – pozornie – poza politycznymi gabinetami – pokazać, że winna była Gruzja, a Rosja (jak to bywa w putinowskim świecie) po raz kolejny odegrała rolę sił pokojowych i chodzącego dobra.

59946393

To film ewidentnie propagandowy; w ogóle gdy w rosyjskim kinie pojawia się wojna (Wielka Ojczyźniana, ta w Afganistanie, Czeczenii, czy w jakimkolwiek innym miejscu b. ZSRR), należy zdawać sobie sprawę, że na 10 filmów, 9 będzie zapewne kremlowską tubą jedynie słusznej wersji historycznych wydarzeń… Z Olimpius inferno nie jest inaczej.

Entomolog z USA, Michael, wybiera się do Osetii w poszukiwaniu rzadkiego gatunku (tytułowej) ćmy. Wie o regionie, do którego się wybiera tyle, ile przeciętny Amerykanin wie o świecie, czyli niemal nic. W to samo miejsce udaje się młoda dziennikarka z Moskwy, Żenia, która ma spotkać się z Michaelem już na miejscu.

Michael rozkłada na miejscu całe stado elektronicznego sprzętu i kamer na podczerwień, by „złapać” Olimpius inferno. Jego kamery przez przypadek rejestrują jednak pierwsze strzały i najazd wojsk gruzińskich na Osetię Południową.

i243892

Dalej jest już do przewidzenia. Źli, krwiożerczy i mordujący bez opamiętania Gruzini ścigają dwójkę przyjaciół, którzy posiadają jedyne nagrania będące „dowodem”, że konflikt zaczęli Gruzini, a nie – jak podaje amerykańska propaganda – Rosja. Mamy więc gruzińskich poruczników-sadystów i heroicznych szeregowców-Rosjan (jeden z nich wypuszcza rebelianta, zamiast go zatłuc). Michael ratuje życie osetyjskiemu chłopcu, Żenia wierzy w dziennikarską uczciwość i w swoje państwo. Wszystko to w sosie bombardowań, ostrzałów, świstu kul i płaczu przerażonych ludzi.

Michael po powrocie z kaukaskiego piekła, występuje w amerykańskiej TV mówiąc, że wojnę rozpoczęła Gruzja i bohatersko wychodzi ze studia, pozostawiając swoją amerykańską dziewczynę i ostatecznie wraca do swej rosyjskiej przyjaciółki.

Jest więc krew, polityka, konflikt i miłość. Są perfekcyjne (naprawdę!) zdjęcia i całkiem przekonująca gra aktorska. Są źli Gruzini i dobrzy Rosjanie… Szkoda tylko, że film nawet na kilka centymetrów nie sięga w głąb podobnych – realnych przecież! – wydarzeń. Nie twierdzę, że Gruzini w tym konflikcie byli święci (jak chciałaby w Polsce np. smoleńska wataha), ale ukazywanie aksamitnych Miedwiediewa i Putina, jest po prostu śmiechu warte…

Mimo wszystko, Olimpius inferno jest warte obejrzenia.

Pocałunek Putina (Lise Birk Pedersen, 2012)

putins-kiss-movie-poster

Pocałunek Putina, to doskonały duńsko-rosyjski dokument nakręcony przez Lise Birk Pedersen. Dokument opowiadający o proputinowskiej młodzieżówce Nasi i jednej z jej liderek, Maszy Drokovej.

19-letnia Masza na jednym z obozów zorganizowanych przez Naszych, uwiedziona osobistym urokiem [wówczas] premiera Putina, złożyła na jego policzku tytułowy pocałunek… Pocałunek na znak podziwu, uwielbienia i politycznego oddania dla ex-oficera KGB i głównego gwałciciela wolności i wszelkich swobód w Rosji.

Nasi, to perfekcyjnie działająca maszynka do krzywienia moralno-politycznych kręgosłupów młodzieży w Rosji. Maszynka perfekcyjnie sterowana przez Kreml i zawsze dyspozycyjna, gdy trzeba wyjść na ulicę i demonstrować przeciwko wszelkim opozycyjnym ruchom. Jest to młodzieżówka sterowana odgórnie, ruch masowy zorganizowany na wzór totalitarny, przy czym okraszony współczesnymi psychospołecznymi akcentami manipulacji. Nasi, jako ruch młodzieżowy posiada olbrzymie wpływy, pancerny budżet i błogosławieństwo samego Putina.

W takiej właśnie strukturze Masza pnie się ku górze – szczebel po szczeblu. W młodym wieku staje się w Rosji polityczną celebrytką, prowadzi własne talk-show, ma wypasiony apartament w dobrej dzielnicy Moskwy, jest wszędzie rozpoznawalna i bezwarunkowo oddana Putinowi, który jest dla niej absolutnym wzorem męstwa i egzemplifikacją idealnego przywódcy. Masz Drokova jest osobą niezwykle inteligentną, acz politycznie absolutnie oddaną, jeśli idzie o działalność na rzecz Naszych i Putina.

Polityczny los zetknie ją jednak z antykremlowską opozycją i z Olegiem Kashinem – antyputinowskim blogerem i niezależnym dziennikarzem, znanym z ostrej krytyki zarówno Kremla, jak i Naszych, których (nie bez powodu) porównuje do hitlerowskiej młodzieżówki [na marginesie: porównanie do sowieckiego Komsomołu również jest na miejscu – strukturalnie i politycznie Nasi są modelowym przykładem masowego ruchu młodzieżowego zorganizowanego na kształt autorytarny, gdzie myślenie krytyczne i indywidualizm bywają – łagodnie mówiąc – niemile widziane).

Kashin drogo płaci za swoje poglądy i rozliczne polemiki z Maszą na forum publicznym (internet, prasa, telewizja, demonstracje…). „Nieznani sprawcy” masakrują go tuż pod jego domem. Cudem udaje mu się przeżyć. To wydarzenie, szeroko komentowane wówczas nie tylko przez nieliczne opozycyjne media w Rosji, jest pewnym momentem przełomowym dla Maszy Drokovej…

* * *

Lise Birk Pedersen nakręciła przejmujący i bardzo sugestywny obraz. W filmie widzimy dwie strony barykady zarówno przez pryzmat ogólnorosyjskiej polityki, jak i z poziomu dwóch ludzi, których politycznie dzieli wszystko, a osobiście łączy wątła nić czegoś na kształt przyjaźni i empatycznego zrozumienia, głęboko ludzkiego odruchu, który może zmienić nie tylko poglądy polityczne, ale również pozwala na mentalne katharsis, na zerwanie kremlowskiej smyczy…

Film bezapelacyjnie warty obejrzenia – dla wszystkich, którzy chcą spojrzeć na współczesny rosyjski zamordyzm polityczny – wyrachowany, czasem siermiężny, ale zawsze bezwzględny.

Итальянец (Андрей Кравчук, 2005)

9

Итальянец (Włoch), to niemłody już, acz wciąż świeży i poruszający film Andrieja Krawczuka. Historia Wani, mieszkańca jednego z rosyjskich domów dziecka – prowincjonalnych, zapuszczonych ruder, zapomnianych przez państwo i świat zewnętrzny. W Rosji wciąż dochodzi do przypadków handlu wychowankami domów dziecka i film Krawczuka opowiada o konsekwencjach owego procederu.

Wania, dowiedziawszy się o tym, że chce go „adoptować” para z Włoch, postanawia uciec z domu dziecka i odszukać biologiczną matkę. Pomaga mu w tym opiekunka (notabene dziewczyna prostytuująca się na polecenie swoistej mafii najstarszych wychowanków), która uczy Wanię czytać i w efekcie ułatwia mu ucieczkę…

Wiem, że powyższy opis jest nieco drewniany, ale naprawdę nie warto zaśmiecać sobie głowy recenzjami wszelakimi. Włoch, to na pewno film ukazujący kondycję rosyjskiej kinematografii od tej dobrej (bardzo dobrej!) strony. Motyw dramatycznej sytuacji dzieci w Rosji jest częsty w rosyjskich filmach; sześć lat po w/w filmie Krawczuka, Sława Ross nakręcił fenomenalny Сибирь Монамур, film w zupełnie innej scenerii, ale jakże podobny konstrukcyjnie!

Итальянец – kino obowiązkowe!

Iwaszkiewicz | Два дня (2011) | Essence Structura

Jarosław Iwaszkiewicz – „Księżyc wschodzi”

(adaptacja Bogumiły Prządki, reżyseria Waldemara Modestowicza – Teatr Polskiego Radia, Dwójka, 2 marca 2013)

Powiało anachronizmem ziemiańskim i uniesieniami tak niebotycznymi, że (nawet) Nad Niemnem  kryje się za mgłą nudy… Sorry, ale Iwaszkiewicz w takiej odsłonie jest niestrawny w sposób absolutny. Pomijam już całą konwencję i dobry ton dworskiego bytowania, język sztywny i wyniosły oraz pozy ludzkie wykoślawione do granic możliwości. Esencjonalnie, Księżyc wschodzi jest niestety gniotem.

Formalnie jednak, mistrzowska adaptacja i fenomenalny (niemal jak zawsze) warsztat ekipy Teatru Polskiego Radia.

* * *

Два дня (2011) – Авдотья Смирнова

432301010

Niby [melo]dramat, niby komedia… Два дня (Dwa dni) Awdotii Smirnowej, to jeden ze słabszych filmów rosyjskich, jakie widziałem w ostatnim czasie. Rzecz dzieje się na prowincji, choć tak naprawdę, na styku władzy i kultury – w szerokim (i momentami rozmydlonym) rozumieniu. Główny bohater Drozdow, wysoko postawiony urzędnik Ministerstwa Kultury, zjawia się w zapadłej dziurze wraz z kandydatem na gubernatora oblasti. Odwiedzają oni podupadłe muzeum „jednego z klasyków literatury rosyjskiej”, celem uświadomienia pracownikom tegoż muzeum, że zostanie ono zlikwidowane.

Kustosz muzeum wraz z pracownikami, mając świadomość co się święci, witają „gości” na kolanach, pytając retorycznie: Czyż nie taka jest pozycja kultury w Rosji? Drozdow po kłótni z Maszą – pracownicą muzeum – i po ostrej pijatyce, pozostaje na prowincji by „wyjaśnić swoje karygodne, pijackie zachowanie”. I tak, od słowa do słowa, od scenki do scenki, okoliczności przyrody sprawiają, że oboje lądują w łóżku (nota bene, tuż przed ślubem Drozdowa w Moskwie). Od tamtej chwili, urzędas z Moskwy z cynicznego przeciwnika jakiegoś-tam-wiejskiego-muzeum, staje się jego orędownikiem, a to za sprawą – tak, tak! – miłości…

Później jest już tylko coraz bardziej przewidywalnie. Film w swej krytycznej wymowie „aksamitny”, dotykający władzy grzecznie i uprzejmie. Wszak love jest tutaj najważniejsze – love z nutką mezaliansu.

Obraz dla lubiących ckliwe historyjki. Jedyne, co ratuje ten film to doskonała gra aktorska. To i tylko to.

* * *

Essence Structura – „Сны мёртвых земель”

cover1

Essence Structura, to dźwięki dokładnie takie, jak w tytule tej produkcji – (Sny martwych krain). Gęsty, hibernujący drone/dark ambient z Rosji. Dwie zaledwie kompozycje: Туман памяти (Mgła pamięci) i В потоках пустоты (W potokach pustki), zadowolą wszystkich lubiących zimny drone, przestrzenie kompletnie wyzbyte ludzkiej obecności, światy puste, z których człowiek został bezpardonowo wyrzygany w nicość.

Jak zwykle można liczyć na rosyjskie projekty ambientowe i na non-profit stajnię DNA Production – jak dla mnie, Essence Structura, to obowiązkowa rzecz dla entuzjastów gatunku.

Klik na okładkę = DOWNLOAD

Stasiuk | Заблудившийся (Акан Сатаев, 2009)

Ciężki, zimny i wilgotny dzień, zarzygany od stóp do głów mleczną mgłą. Łaziłem od sklepu do sklepu, chcąc kupić parę porterów. Czułem się, jakbym polował na delikatesy z Pewexu w latach 80-tych. W większości przypadków całowałem klamkę, gapiąc się bezradnie na nabazgrane kartki przyklejone do szyb wystawowych: REMANENT. Wreszcie jednak udało się…

Tak więc chłodny porter, ciepły pokój, aromat paczuli i Kromeshna, darkambientowo liżąca ściany pokoju… W kiblu ostatni numer Książek, a w nim nowe opowiadanie Stasiuka: Polska, wciąż Polska. Zapalam papierosa i zaczynam czytać. Czytam, czytam… Przeczytałem. Jakie wrażenia? Odkładam gazetę, i czuję w powietrzu lawendowy zapach do kibla. Załatwiam do końca sprawę, myję ręce i wychodzę w przestrzeń ruskiego dark ambientu… Wrażenia po Stasiuku… żadne. Wydawało mi się, że czytam wypracowanie licealisty pt.: Opisz swoje refleksje nt Polski przez pryzmat swoich podróży w przeszłości. Totalna nuda, tekst bez polotu, pisany jakby od niechcenia, dokładnie tak jak Stasiuk reaguje na swoje literackie odczyty i inne imprezy, na których bywa niejako z konieczności (wyraz tego zawarty również w powyższym opowiadaniu) – zrezygnowanie i zero czegokolwiek interesującego. Od jakiegoś czasu Stasiuk jest powtarzalny; o ile parę lat temu jego twórczość włóczęgowsko-refleksyjna wydawała się autentyczna, o tyle teraz trąci jakimś wypaleniem, kopaniem w tym samym dołku z gównem. Przykro, tym bardziej że nie był to dla mnie pisarz obojętny. Teraz niestety czuję wyłącznie kiblową lawendę i to nie Stasiuk roztacza ten aromat…

***

Заблудившийся (Zabłądziwszy), to film Akhana Satajewa z 2009 roku. Utrzymany w konwencji thrillera psychologicznego obraz kazachskiego reżysera (jednak ze znanym rosyjskim aktorem, Andriejem Mierzlikinem w roli głównej) nie powala może na kolana jako całość, niemniej film ten ma w sobie coś interesującego. Konstrukcja fabuły przypomina nieco norweski film Drzwi obok (jak dla mnie mistrzostwo świata w tym gatunku) i sam ten fakt powinien zainteresować wszystkich lubiących „schizolskie filmy”.

Główny bohater zajmuje się szmuglowaniem ciężkich dragów. Udaje się – wraz z żoną i młodym synkiem – w „miejsce docelowe”, aby dokończyć transakcję. Pośród kazachskich stepów wybiera skrót, zjeżdżając z głównej szosy w samo serce niekończącej się stepowej, surowej przyrody. W pewnym momencie samochód staje w samym sercu stepu. Kłótnia z żoną, stresująca atmosfera i krótki sen za kierownicą unieruchomiego samochodu. Po przebudzeniu się, facet orientuje się, że jego żona i synek zniknęli. Panika, bezradność, skwar i bezlitosna przyroda wokół. Całość filmu zasadza się na perypetiach głównego bohatera oraz starca i jego pięknej (naprawdę pięknej!) córki, których zdesperowany diler spotyka w zrujnowanej chacie, nieopodal miejsca przymusowego postoju.

Gorączkowe poszukiwania żony i dziecka, omamy, nierzeczywiste i niepokojące sytuacje, to tylko swoisty prolog do istoty filmu. Satajew umiejętnie dawkuje napięcie aż do zaskakującego (sic!) końca – film jak najbardziej warty obejrzenia! Dla amatorów filmów Påla Sletaune i (po części) Larsa von Triera (choć zapewne większość miłośników tego ostatniego uzna to porównanie za daleko idące i… będą mieli rację).

Превращение (Валерий В. Фокин, 2003)

Kolejny „staroć” współczesnego kina rosyjskiego, czyli Превращение (Przemiana), Walierieja Fokina. Genialna ekranizacja jednego z najbardziej znamiennych utworów Franza Kafki; nowela ta jest dla mnie jednym z kilku największych dzieł światowej literatury, a Fokin stworzył iście kafkowski film. Jak na ironię, obejrzałem Przemianę dokładnie w dniu, w którym porządkowałem dwa terraria z karaczanami madagaskarskimi i argentyńskimi, usuwając wylinki, odchody i martwe owady… Dobry „prolog”…

plkprz14

Jakkolwiek literacki pierwowzór zawsze będzie bił na głowę wszelkie adaptacje (łącznie z tymi komiksowymi, które przeglądałem w praskich księgarniach, mieszkając nad Wełtawą), to jednak fenomenalna rola główna Jewgienija Mironowa oraz mistrzowskie zdjęcia, czynią z dzieła Fokina coś, nad czym nie tylko warto, ale i trzeba się pochylić. Reżyser zapewne chciał być wierny oryginałowi Kafki, albowiem film jest bardzo ascetyczny w formie i fantasmagoryczny z właściwą kafkowską, mglistą grozą, podszytą strzępami heideggerowskiego drżenia.

Niełatwo jest zagrać… owada obdarzonego świadomością grozy transformacji jaka się dokonała. Naturalizm, z jakim Mironow odtworzył postać Gregora (o ile możemy mówić o naturalizmie w sytuacji, kiedy budzimy się z koszmaru i stwierdzamy, że mamy pancerz, kilka par odnóży i jesteśmy przerażająco bezradni) jest po prostu mistrzowski.

Dla tych, którzy są tuczeni amerykańskim shitem fabularnym, Przemiana będzie nudna, a może i mało zrozumiała. Na szczęście jednak nie jesteśmy karaluchami, żywiącymi się tartą marchewką, przygniłymi jabłkami i innym odpadem. Polecam!

PS: klik na grafikę = Przemiana, Franza Kafki w tłum. Juliusza Kydryńskiego, z rysunkami Andrzeja Płoski.