Agnosy | Reido

Dziś dwa miłe dla [d]ucha wyjeby – nic przesadnie nowego, ale jak najbardziej warte posłuchania!

Agnosy – Past the point of no return

agnosy

Rewelacyjna płyta!!! Można było jednak być pewnym, że Agnosy nie zawiedzie, albowiem w składzie tej kapeli grają ludzie z Health Hazard, czy Doom, zatem wszelkie rekomendacje dla lubiących crustowe wymioty, są zbędne.

Ciężki, mocarny metal/crust walec ze świetnymi gitarami i punkowym brudem! Doskonale zagrany kawałek brytyjskiego hałasu po linii Amebix, Extinction of Mankind. Nie warto jednak brnąć w porównania, bo Agnosy samo w sobie jest mega-dobrym kawałem crusta – „polecam!”, to za mało powiedziane!

Reido – -11

reido

Reido, to skład z Białorusi, który wgniata w ziemię świetną płytą: -11. Ciężki, monumentalny sludge, w którym nie brakuje nic z mocy tego depresyjnego gatunku muzy. Na pierwszy rzut ucha Reido kojarzy się z mixem starego Godflesh’a i Counterblast… ale to tylko pozory.  -11, to oryginalna (jak dla mnie) i przemyślana płyta, w której nie ma krzty nadziei, której dźwięki wysysają ostatnie krople energii. Potężny wokal dopełnia dzieła. Osiem kawałków sludge’owej miazgi – obowiązkowe dla wszystkich entuzjastów takiego grania!

Reklamy

Gato Negro | Książki | Bike Punk…

2013-09-28 13.14.21

Nigdy nie byłem jakimś „znawcą win” i nie mam ochoty pretendować do takowej roli, niemniej jednak lubię wypić dobre wino. Dobre w moim przypadku, oznacza czerwone i wytrawne. Czasem sięgam po półwytrawne, ale generalnie wolę wina ciężkie i wyraziste, najczęściej z Hiszpanii, Australii i Chile. Nie gardzę czeskim i słowackim winem, a czasem robię wyjątek od smakowej reguły i zdarza mi się pić białe wina izraelskie.

Zapewne z uwagi na fakt, że moje kubki smakowe są ostro zgwałcone mocnymi alkoholami (40-70%), nie zamierzam nawet „kolekcjonować” poszczególnych bukietów winnych, acz udaje mi się czasem zapamiętać wyjątkowość jakiejś butelki. Zaliczyłbym do tej kategorii dzisiejsze Gato Negro z Chile. Wytrawne, ciemnorubinowe wino o bardzo wyraźnym, owocowym akcencie, niezbyt cierpkie i „łagodniejące” z każdym kolejnym łykiem. Po kilku chwilach da się wyczuć ciężar tego wina, ale nie jest ono tak „brutalne” jak np. niektóre australijskie wina wytrawne. Dla palących tytoń:  Gato Negro bajkowo komponuje się ze skrętami z ciemnego Turnera (jak dla mnie np. Drum jest zbyt aromatyczny do [każdego] wina i psuje jego smak, miętowy tytoń kompletnie nie pasuje, a wszelkie „smakówki” – jak dla mnie – totalnie odadają…).

2013-09-28 13.47.34

Do Gato Negro wybrałem Syberiadę polską, Zbigniewa Domino. Literatura równie ciężka jak trunki, które lubię. Książka znana w ramach kanonu literatury zesłańczej – aż wstyd, że wcześniej nie udało mi się jej przeczytać… Poza tym zaopatrzyłem się w nowe numery: Książek i Kontynentów.  Na brak lektury narzekać (nigdy) nie mogę, na brak czasu natomiast – jak najbardziej.  Na lubimyczytać.pl mam całe stado rzeczy do przeczytania, czekam na pakę z knigami z Moskwy, no i kusi mnie kilka[dziesiąt] tytułów w wersji papierowej; momentami nie ogarniam, która ze słabości jest u mnie większa: alko, czy książki

Oddałem rower do naprawy, przez co nie udało mi się spędzić tego weekendu poza norą, gdzieś w Beskidach, z książką i tym nieszczęsnym winem. Na otarcie łez, zrobiłem sobie „naszywkę z nierdzewki”, w sam raz na plecak, czy inną punkową szmatę:

2013-09-24 20.02.44

To tyle chyba… Aha – polecam felieton Vargi z ostatniego Dużego Formatu! Rzecz o „sztuce słusznej i niskiej”. Jakkolwiek literacko za Vargą nie przepadam, to jednak ten felieton jest perfekcyjną punktacją „sztuki współczesnej” (m.in. w nawiązaniu do wystaw: British British Polish Polish w CSW i In God we Trust w Zachęcie). Czekam z utęsknieniem na czasy, gdy „artyzm” takich osób jak Nieznalska, Markiewicz, czy Kozyra, pójdzie się po prostu jebać w cudownym zapomnieniu. Cóż, należę do tych, którzy od sztuki czegoś wymagają, jednak nie tego, by nazywać sztuką każdy quasi-prowokacyjny shit… Plus dla Vargi za te kilka akapitów zdrowego rozsądku w ramach obserwacji artystycznych.

FxPxOx | Xaxaxa | Rai Ko Ris

Kilka ciekawych hałasów z Macedonii i… z Nepalu.

Seein' Red - FxPxOx - Split Lp (Holland - Macedonia)

FxPxOx / Seein’ Red – split EP

Seein’ Red, znana w DIY światku kapela, założona przez ludzi z Lärm, to oczywiście soczysty, brudny fastcore/poverviolence z politycznym przekazem – rzecz zacna ze wszech miar! Ja jednak chciałbym skupić się na drugim zespole z tej EPki – FxPxOx, to baaardzo fajna kapela ze Skopje, w Macedonii. Już sama pisownia nazwy może sugerować, że to ekipa straight edge, no i tak rzeczywiście jest. FxPxOx nie gra wyszukanej muzy, ale to co grają jest mega-żywiołowe, szczere i bałkańskie w brzmieniu. To klasyczny, sXe hardcore/punk ze społeczno-politycznym przekazem, bez debilnych wkrętów typu „neo-hardcore” i innych jebniętych wymysłów współczesnych, rozwydrzonych gówniarzy. [klik na okładkę = DOWNLOAD]

* * *

Cover Artwork

Xaxaxa – Tango revolucioner

Xaxaxa, to niezależny projekt z Macedonii. Muza kompletnie różna od tej powyżej. Jeśli miałbym tą kapelę do czegoś porównać, to bez wątpienia byłoby to czeskie Už Jsme Doma. Fajnie zagrany post-punk (czy jak kto woli, indie) z drażniąco nostalgicznym (i zbyt czystym – jak dla mnie wokalem). Mimo wszystko Xaxaxa spodoba się wszystkim lubiącym czasem zagłębić się w coś mniej wrzaskliwego. Wszystkie kawałki po macedońsku. [klik na okładkę = DOWNLOAD]

* * *

front_350

Rai Ko Ris – Himalayan Frostbite

Uwielbiam tą kapelę! To kolejne – po Tank Girls – punki z Nepalu. Świetny oldschool punk as fuck! Esencja punkrocka bez ozdobników i zbędnego zawracania dupy. Szczególnie fajnie brzmi żeński wokal przywołujący naprawdę zamierzchłe czasy punkrocka – to obowiązkowa EPka do wysłuchania! [klik na okładkę = DOWNLOAD]

Skitsystem ··· Skrivet I Blod, Ristat I Sten (Napisane Krwią, Wyrzeźbione w Kamieniu)

Prozaiczny, fizyczny wypierdol po 12-godzinnej orgii z azotem, tlenem, helem i bryzgającymi laserowymi iskrami… Porter z Okocimia i szwedzki brud…

Zgromadziłem sobie w ostatnim czasie kilka newralgicznych tematów kulturowo-biznesowo-egzystencjalnych, albowiem stwierdziłem, że po lekturze polskich tygodników (jakimś przewrotnym sposobem, czeskie i rosyjskie mary medialne są dla mnie bardziej przyswajalne w warstwie informacyjnej), warto byłoby zrobić coś w stylu subiektywnego przeglądu rzeczy ważnych, co niniejszym zostawiam sobie na jutro, albowiem jutro nastąpi czas 4-dniowego wyzwolenia się spod kieratu pracy najemnej…

P.S.: Zdrowy człowiek bez astmy potrafi zaciągnąć się helem (siarczyście, że tak powiem) cztery razy, wydobywając z siebie zmodulowane dźwięki przy pomocy strun głosowych. Człowiek z astmą potrafi zrobić to tylko dwa razy. W obu przypadkach skutkami ubocznymi są chwilowe trudności w oddychaniu oraz zatracenie równowagi i nieprawidłowa praca błędnika. Potwierdzone praktycznie z użyciem helu przemysłowego. (EDIT: hel – podobnie jak wszelkie inne gazy używane w laserach – mają najwyższą klasę czystości, sięgającą 99,0001%)

Power violence

Power violence jest chyba najlepszą formą ukazania, że człowiek nie jest w formie…Wrzask i szybkość w punkrock’u są lepsze, niż sam punkrock. Tym bardziej „czechosłowacki”  power violence…

 

Deuter – Nie ma ciszy w bloku

Wychowałem się na angielskim anarcho-punku, amerykańskim thrashu i death metalu z Florydy i ze Szwecji. Zatem Dezerter ani mnie ziębi, ani grzeje. Mam jednak sentyment do Deutera i do tej piosenki zagranej przez Dezertera…